środa, 31 października 2018

Laurence Rees 'Auschwitz. Naziści i 'ostateczne rozwiązanie' - wewnętrzna logika zła

Okładka książki Auschwitz. Naziści i  Jest to dosyć obszerna książka, ale bardzo ciekawa, dlatego czytanie jej nie stanowi obciążenia. Wstęp napisał Władysław Bartoszewski. Całość autor oparł na serialu BBC. Zdaje mi się, że oglądałam ten serial na Visat History. taki sześcioodcinkowy. Autor swoje świadectwo o obozach koncentracyjnych oparł na zeznaniach świadków dla BBC, ale także na dokumentach, jakie pozostały, choć  sam mówi, że ekipa Hitlera raczej unikała form pisanych, że raczej pisała eufemistycznie. 
Zasadniczą wartością tej książki jest rzeczowe i dokładne przedstawienie prawdy o 'ostatecznym rozwiązaniu' oraz szczegóły i kolejność faktów. Jak się okazuje, obóz obozowi nierówny, a krematoria i selekcje na rampach były konsekwencją całej spirali zła. Już kiedyś św. Jan Paweł II napisał w którejś ze swoich książek, że zło nie powstaje jako zło samo w sobie, ale zawsze tworzy sobie 'wewnętrznie logiczne przesłanki'. Szokiem było dla mnie, że tak też było w przypadku ludobójstwa Żydów europejskich, że w przypadku Holokaustu sprawdziło się powiedzenie 'od kłębuszka do jabłuszka'. Autor udowadnia, że kolejne etapy mordowania Żydów wynikały 'jedne z drugich', bo a to 'potrzeba terenów na Wschodzie', a to 'brak żywności', a to 'nie zakończona po 2 tygodniach wojna z ZSRR', a to 'szok psychiczny' dla Einsatzengruppen, gdy 'mordowali Żydów na Wschodzie, stąd pomysł najpierw na mordowanie za pomocą spalin, potem na komory gazowe i Cyklon B'. Jednocześnie  pracowano nad 'efektywnością' obozów, co autor opisuje, pokazując różnice pomiędzy obozami pracy, obozami koncentracyjnymi i obozami śmierci. Wyjaśnia też dlaczego w Auschwitz pozostały budynki, a Bełżec i Sobibór to puste pola. Wyjaśnia różnice pomiędzy obozami na terenie Polski a Niemiec i pomiędzy poszczególnymi obozami. Różnice były - w ilości komór, w wyżywieniu, w różnicach pomiędzy osadzonymi., a wszystko to zmieniało się, bo - co już napisałam - naziści ciągle udoskonalali swoje fabryki śmierci. Autor odpiera też zarzuty stronnictwa podważającego istnienie krematoriów. 
Zastanawia się i szuka autor zeznań byłych uczestników tego procederu ze strony niemieckiej. Czy przeżywali? Czy mieli poczucie uczestnictwa w przestępstwie? Szokujące jest to, że z punktu widzenia oficera SS rozkaz 'pracy' w obozach był dla nich lżejszy niż inne rozkazy. Oni wiedli tam miłe życie, bo po pierwsze występował ścisły podział funkcji, po drugie oni wierzyli w to co robią, po trzecie - byli tam bardzo ważni, mieli darmowych niewolników, których byli panami życia i śmierci, mieli też 'z tych więźniów' ciągłe źródło majątku. 
I ta wewnętrzna logika zła, dla autora i dla mnie czytelniczki jest czymś przerażającym, ale i jest ostrzeżeniem. To co w efekcie jest czymś najstraszniejszym, co zdarzyło się ludzkości, co wciąż szokuje, co zdegradowało człowieka w jego możliwościach czynienia zła, w chwili jego czynienia 'napędzało samo siebie'. Każdy z jej uczestników czuł się odpowiedzialny tylko za jeden element, a nie za całość, ale w rezultacie wszyscy zbudowali Holokaust. I to jest straszne, wciąż będzie. I chyba nauka, jaka płynie z tej książki jest taka, żeby zło i rasizm powstrzymywać na początku. Bo potem to się wymyka spod kontroli. 
8 gwiazdek

wtorek, 30 października 2018

'Obywatelki na obcasach. Kobiety w życiu publicznym (XIX -XXI w.)' T 1 i 2.



To solidna, naukowa praca na temat kobiet od czasów rewolucji przemysłowej. W sumie oba tomy to jakieś 700 stron artykułów. Jej czytanie zaproponowało mi wydawnictwo von Borowiecky, ci od Siemaszków i 'Duchów Kresów Wschodnich'. Autorami artykułów są pracownicy naukowi z różnych uczelni w Polsce. Tematyka tych prac jest rozmaita, od biogramów, po artykuły opisujące dane zjawisko. Różne. 
Tom pierwszy był mniej ciekawy niż tom drugi. Przyznam się, że część artykułów przekartkowałam, bo o pozytywizmie uczyłam się w szkole, a szczegóły tego mnie nie ciekawiły. W tomie tym zaciekawiły mnie biogramy, między innymi Ireny Krzywickiej i Wandy Półtawskiej oraz Marii Dąbrowskiej. Zdecydowanie ciekawszy był tom drugi i ten, choć zamierzałam też go przekartkować, to przeczytałam prawie w całości. Większość artykułów tam zawartych jest zdecydowanie ciekawsza niż te w tomie I, na przykład artykuł o modzie ciążowej o kobietach w reklamie, w polskich plakatach filmowych albo te o czasopismach kobiecych sprzed lat oraz teraz. Nawet podjęto tematykę feminizmu w programach poszczególnych partii politycznych . Dosyć ciekawe i wnoszące sporo były artykuły o kobietach w czasie PRL. Nie wiedziałam, że to PRL wprowadził urlop macierzyński. Powinnam wiedzieć, ale nie wiedziałam. No i bardzo ciekawy artykuł o nauczycielkach i pielęgniarkach w PRL. Bardzo ciekawe. Czy wiedzieliście, że 11% nauczycielek z początków PRL nie miało nawet ukończonej szkoły podstawowej?
Ciekawe rzeczy, naprawdę można trochę wiedzy z tych książek wynieść. 
6 gwiazdek
Za książkę dziękuję wydawnictwu von Borowiecky:







poniedziałek, 29 października 2018

Morgan Robertson 'Upadek Tytana'

Jest to zbiór 3 nowel amerykańskiego wynalazcy i pisarza z drugiej połowy XIX wieku, który podobno zasłynął książką 'Titan', będącą przepowiednią Tytanica. Podobno, gdyż ja o niej nie słyszałam, ale wierzę Wikipedii.  Na tom ten, tu oto prezentowany przeze mnie, składają się opowiadania:
'Upadek Tytana', 'Poza spectrum' i ' W dolinie cienia'. Pani w wydawnictwie mówiła, że to książka o katastrofie statku podobna do Titanica, ale napisana przed 1917 rokiem, więc to mnie zaciekawiło. Nie wiedziałam, że są i inne opowiadania. Jak je czytałam, to nie to podobieństwo do Titanica mnie zaciekawiło, ale problematyka moralna, poruszona w tych 3 nowelkach. Jest to bardzo typowe dla tego okresu w literaturze amerykańskiej, choćby przez powieść 'Szkarłatna litera'. W każdym razie opowiadanie o Tytanie skupia się na postaci mężczyzny, który płynie na tym statku jako myjący pokłady i siedzący na tym miejscu, w którym się wygląda co się dzieje na morzu (zapomniałam nazwy). Okazuje się, że zna go jedna z pasażerek, a on był jej 'ex' narzeczonym, którego ona zostawiła, 'bo okazał się łotrem'. Aż śmiechem ryknęłam, gdy przeczytałam jakieś było to jego łotrostwo: otóż.... był ateistą. No, to w dzisiejszych czasach pani Lady starą panną by została... Bo podejrzewam, że nawet spora część kleru jest ateistami, a co mówić o zwykłych grzesznikach... Mniejsza z tym. Otóż ta nasza pani, ceniąca sobie etykę, nie miała problemu, żeby zostać panią pułkownikową, czyli jednak ceniła sobie religię pieniądza. Zaś odtrącony amant został alkoholikiem i został zdegradowany z oficera na funkcję, jaką pełnił w nowelce. Potem następuje katastrofa, podobna do tej z Titanica, a czytelnik jest ciekawy tego co wygra, czy wartości wewnętrzne tego 'ex' ateisty, czy też 'słuszność moralna' pani Moralnej. 
No, ciekawe opowiadanie. Drugie i trzecie opowiadanie zawierają więcej elementów naukowych, ale można je przeczytać. Nie jestem fanką opowiadań wojennych, więc nie zostały one we mnie na dłużej. 
Podsumowując, jest to przyzwoity tomik opowiadań średniego poziomu sprzed wieku, co pokazuje, że kiedyś to się jednak pisało przyzwoicie, z dbałością o język, fabułę, o napięcie fabularne i suspens. Można przeczytać bez wstydu. 
Daję książce 6 gwiazdek
Za książkę do recenzji dziękuję Wydawnictwu WasPos:

sobota, 27 października 2018

Kinga Baran 'Nie obrażaj się na Boga' - książka coachingowa. Czy dobra?


Jest to jedna z książek coachingowych w stylu religijnym. Dostałam ją do recenzji, oczywiście spytawszy się czy chcę. O Bogu była, a ja jestem wierząca, więc się zdecydowałam na jej przeczytanie. Ciekawa byłam co autorka mi doradzi. Lubię i cenię doradztwo w stylu ojca Szustaka, ale nie ufam książkom w stylu 'Sekret'. Po prostu szukam w nich konkretów, a te nie zawsze się tam pojawiają. 
Przeczytałam ją w ubiegłą sobotę, ale przez tydzień nie wiedziałam jak swoje wrażenia ująć w słowa.... Odkładałam napisanie tej recenzji z dnia na dzień... Aż wreszcie naszła pora.... 
Autorka stworzyła 3 'siostry' o dziwacznych imionach w stylu grackim, co miało sugerować naukowość. Jedna z nich to Wiara, druga Nadzieja, a trzecia Miłość, czyli trzy cnoty ewangeliczne, jak wiemy. I w sumie są to 3 różne od siebie historie dziewczyn, z których każda chciała być kochana albo iść do zakonu. Jak to im się ułożyło, opowiedziane zostało w książce. Wszystko okraszone komentarzami w stylu kazań proboszcza ze wsi, gdy jedzie na rekolekcje do sąsiedniej parafii. 
W sumie, konkretnie, mój zarzut do tej książki jest taki, że nie ma tu konkretów. W sumie, jedna z nich dostała męża, druga nie, a trzecia szuka. Nie wiadomo od czego to zależy. Autorka powtarza jak mantrę, ze to Bogu trzeba ufać, ale jakoś z książki to nie wynika. Nie poczułam się podbudowana w swoich własnych nieszczęściach. Nie jest to typ religijności, jaki mi odpowiada. Przepraszam, ale miałam wrażenie, że to jakiś bełkot, bez ładu i składu.  Prawdę mówiąc, księdzu na rekolekcjach za takie kazanie nie dałabym na tacę ani złotówki. Bo pomyślałabym, że nie zdążył się przygotować i 'szył' coś na poczekaniu bez ładu i składu. 
Nie chciałabym, żeby książka religijna spadała do takiego poziomu. Przepraszam. Dziękuję i pozdrawiam. 
A jako kolejną książkę religijną zamierzam sobie kupić na gwiazdkę 'Kazanie na Aeropagu' Karola Wojtyły, licząc na solidną dawkę intelektu, którym przesiąknięte są wszystkie jego książki, a których jestem fanką i kupuję je 'za ostatni grosz'.
1 gwiazdka
Za książkę do recenzji dziękuję Wydawnictwu WasPos

piątek, 26 października 2018

Jesień w kolorach tęczy, słowo i cisza, trzy wiersze: Jalu Kurek, Anna Achmatowa i Mieczysław Jastrun

Witajcie,
Znajomi na Instagramie prześcigali się z zachwytami nad kolorami tegorocznej jesieni. Ja tej pory roku nie lubię, ale przetarłszy oczy dostrzegłam to piękno, te kolory. Kilka dni temu zrobiłam kilka zdjęć i teraz się nimi Wam chwalę, bo wygląda na to, że powoli robi się buro i szaro. NA tych fotografiach jesień jest jeszcze pełna czerwieni i złota, a słońce przebija przez chmury. I takie ciepło to ja uwielbiam, a nie pluchę i chłód. A kwiaty to dla mnie najlepsza ozdoba domu, która świadczy o gospodyni. Kwiatki muszą być, bo wprowadzają domowy klimat. Kwiaty i książki są niezbędne. Moja koleżanka 'radziła mi' nie sadzić kwiatów w donicach, bo przecież 'wysychają'. Jak się o nie dba to nie wysycają.
Przypominam, że wszystkie zdjęcia przyrodniczo-kwietne , które wrzucałam na bloga, można znaleźć w zakładce Moje zdjęcia:
                 
Tak, przyznam się: kolory zostały przeze mnie stuningowane w programie Picassa. 

Te chaszcze to siedlisko bażantów... 

płot

Kwiaty jesieni...

Kolejny płot... Szpaki i pszczoły go uwielbiają.

Nie wiem jak się ten krzew nazywa, ale ma ładne liście.

Powój

Liście i trawa

Znów powój

Bo jakiż bukiet można zrobić jesienią.....

O, to urosło na rowie. Teraz ma urocze liście. FAcebook mnie poinformował, że to trzmielina. 

Wisitor....

Tak żałuję, że mam słaby aparat.... Prawda, że uroczy ten bażant?

JEsień to dzikie róże.

Bukiet
Chciałam znów wrócić do sprawdzonej formuły poezji na blogu. Nikt się nie pytał o mój drugi blog, ten poetycki.... A ja zwinęłam interes.... Dlaczego? Nie to, że nikt wierszy nie czytał, bo okazuje się, że są czytelnicy, ale jest to grupa niszowa. Ot. 20 wejść na wpis. Wydaje mi się, że problemem jest medium, że chodzi o to, że wiersze najlepiej się czyta w skupieniu na papierze, a nie w pośpiechu w telefonie.... 
A poza tym prowadzenie bloga wymaga nakładu pracy, a mi się po prostu odechciało. Ale potrzeby poetyckie wciąż mam, więc powracam tu, na stare progi bloga Literackie zamieszanie. 
Do tego wpisu wybrałam 3 wiersze, które znalazłam w tomikach, które wysłała mi znajoma z LubimyCzytać.  Nie są one jesienne, ale mi się spodobały. Nie są też najnowsze, to już klasyka, wiersze poetów XX wieku, tak naznaczonego ideologiami zła. 
Wiersz pierwszy pochodzi z tomu 'Boże mojego serca' Jalu Kurka (1983):

                                                          Jalu Kurek 'Co z prawdą"

Upadają trony, drętwieją ideologie,
podobno nastąpić ma dewaluacja.

Jak to? Już dawno straciliśmy wartość .
Runęły dzieje okrutne, choć pieśń uszła cało.
Tyle, że prawda jest wartością stałą. 

Tak. Ale to waluta niewymienialna. 
Nie notowana na giełdach świata. 


ps. Biedny ten pan Jalu.... Nawet po śmierci. Szukałam teraz biogramu poety, żeby podać datę wydania tego tomiku, a Wujek Googl pokazuje mi same współczesne Kurki: Kurek sportowiec, Kurek jakaś kobieta od kłamstw antysemickich, Kurek od jedzenia, Kurek - żona, Kurek - córka , czyli wszystkie Kurki poza tym najważniejszym. Tom ten kazał się w rok jego śmierci, a wnet po zakończeniu stanu wojennego myślę, że odpowiedź poety na ustrój fałszu i obłudy panujący w kraju była inspiracją do tego tomu. Kiedyś jeszcze zacytuję Wam wiersz o tym, że przyroda i wieś to zaprzeczenie tych kłamstw, to niewinność, wynikająca z nieznajomości nowin ze świata. Ba! Dawno to było, przed epoką internetu.

Drugi wiersz to Anny Achmatowej wiersz pt. 'Poeta", z cyklu 'Tajemnice rzemiosła' z roku 1959. Tłumaczył Jarosław Iwaszkiewicz:
                                                             Anna Achmatowa 'Poeta"

Pomyślisz, cóż to za robota,
To łatwe życie skąd się wzięło?
Podsłuchać gdzieś muzyczny motyw
I żartem wydać za swe dzieło.

I czyjeś tam wesołe scherczo
Ułożyć w wierszyk zaniedbany,
Przysięgać, że tak biedne serce
Płacze wplątane w lśniące łany.

A potem lasu podsłuchiwać
I sosen, co z pozoru nieme,
Dopóki mgła opada siwa
Pnie odkrywając aż do ziemi. - 

Ścigam i z prawa, ścigam z lewa,
I nawet mnie to nie kłopocze,
coś z życia, które chytrze śpiewa - 
I wszystko z milczącej nocy.


W tym wierszu uderza mnie niewypowiedziana, ale sugerowana sprzeczność pomiędzy byciem poetą, a życiem, ta pozorna nieświadomość 'chytrości życia'. Ale poeta czuje to. Zwraca się do sosen i mgieł, ale to mu nie daje spokoju. Tylko milcząca noc. Że poezja to milczenie.

I trzeci wiersz to Mieczysław Jastrun z tomu 'Scena obrotowa" z roku 1977, data wiersza to rok 1974.
                                               
                                                  Mieczysław Jastrun 'Słowa na wokandzie'

Słowa wyprowadzają w pole,
słowa wyprowadzają na cmentarz z granitu. 
Trzeba wiedzieć kiedy
przeciąć linię kolejki górskiej,
zatrzymać lecący na oślep wodospad
i ukazać czarną stromą skałę
lśniącą od wilgoci
jak kawior.

Jeśli ma kłamać 
niech będzie raczej 
wybitym zębem
który komuś śni się. 
Nie chcę mowy anielskiej, haftów, tkanin lekkich.
Niech syczy jak wąż, niech będzie gorzka jak piołun,
niech drży
w trwodze przed pismem,
w lęku tak naturalnym 
jak przed wejściem sądu.

I ten ostatni wiersz przywołuje mi na myśl problem recenzowania, nad jakim to dylematem moralnym ostatnio się biedzę, który mnie niepokoi, z o którym wczoraj Wam pisałam. Według Jastruna słowo ma być jak pięść, która wybija zęby, ma coś znaczyć. W sumie to Achmatowa chyba tego samego oczekiwała, tylko ze ona już nie wierzyła w pięści. Ona wierzyła w milczenie, przeciwstawiane pleceniu wesołych opowiastek.... 
Pozdrawiam,
Iza 

czwartek, 25 października 2018

Cykl: Miesiąc z Afryką i Andrzejem Śliwą.....Część 1. Prezentacja i pytanie do autora

Dzień dobry,
Pan Andrzej Śliwa napisał już 2 książki na temat Afryki i innych krajów, gdzie pracował jako geolog wydobywający diamenty. Pisałam już o tych książkach i przeprowadziłam wywiad (jak teraz czytam - pierwszy wywiad na blogu).  Miałam i mam wielki sentyment do autora, bo - wyznam - imponuje mi Jego praca, którą się parał przez, jak pisze, 46 lat. Zapraszam, oto link
A to są linki do recenzji książek: 
Kilka dni temu autor napisał do mnie maila z zapytaniem, czy może  mi ofiarować swoją najnowszą książkę. Mam sentyment do książek pana Śliwy, bo ciekawa byłam tego jak on patrzy na Afrykę. Przecież takie spojrzenie człowieka, który praacuje tam, jest na miejscu, jeździ po drogach i wioskach i zmuszony jest poznać realia i codzienność, różni się od fotosesji podróżnika, nieprawdaż? Napisał autor o niej tak: 'zboczyłem z utartych ścieżek. Wymyśliłem sobie „fotoeseje”, formę gdzie fotografia i tekst mają równą wagę, jakby głębszy i szerszy komiks. Chodzi przecież aby przesłanie dotarło do czytelnika, a może nadmiar słów go męczy, a więc dajmy mu materiał może popatrzy, pomarzy, zamyśli się. 
Książka jest o Afryce, która obecnie znacznie różni się od typowych wyobrażeń o tym kontynencie. Pokazuję  zachodzące tam kolosalne zmiany, ewolucję  relacji człowiek – natura, ile zostało pierwotnej przyrody. Książka oparta na obserwacjach z 40 lat (1978 – 2017)
Oto spis treści:

Książka dotarła do mnie następnego dnia i szybko zaczęłam ją przeglądać i oglądać. Jest śliczna, tyle Wam powiem. Wymyśliłam sobie więc, że stworzę cykl postów:
                                          Miesiąc z Afryką i Andrzejem Śliwą
Popstrykałam zdjęciom kilkanaście zdjęć,ale będę je Wam dawkować. Pewnie do końca listopada, pewnie ze 4 posty, a potem złożę to w jeden wywiad. Tak zamierzam.  Na dziś postanowiłam zaserwować Wam kilka zdjęć z książki, żeby dać Wam ogląd tego, jak ona wygląda w całości. Oto one:






Prawda, że urocze? A jest też tekst, chociaż autor twierdzi, że wybrał formę komiksową. Ja jednak uważam, że treść współgra z formą. Ale to forma dominuje, co różni ten album od poprzednich książek autora. Tam Afryka też była,  i zdjęcia były, ale najważniejsze były kopalnie. Były to książki wiedzowe. Ta jest śliczna. I nic nie poradzę, że miło jest tak usiąść sobie i pooglądać te mordki lwów i małp. 
A to nasz autor:

Zadałam mu pytanie:
W książce jest cytat 'Ten, który pijał wodę Zambezi, zawsze musi wrócić, 
               żeby znów się napić'.  Czy wróci Pan jeszcze do Afryki? 



Oto, co odpowiedział: 
AŚ. Odwiedzę jeszcze Afrykę, mam nadzieję nie raz, i niejeden kubek wody z Zambezi wychylę. To najpiękniejsza z afrykańskich rzek.
Na stałe w Afryce chyba już nie zamieszkam Życie codzienne nie jest tam łatwe, a ja mam już swoje lata, zdrowia i sił brakuje. Przecież właśnie napisałem, że  Afryka nie jest dla mięczaków, a skrzydlaty rydwan czasu rozwłóczył już po świecie moją twardą skorupę. Ale przerwijmy krotochwile.
Afryka to mój ulubiony kontynent. Od wczesnej młodości śniłem o Afryce. Spełniłem marzenia, przeżyłem tam dwadzieścia kilka lat. Nie ma miejsc idealnych – bywało cudownie i bywało źle, ale zawsze było ciekawie. Pobyt w głębi Afryki przypomina wysokogórską wspinaczkę. W ciężkich chwilach myśli się – po diabła się tutaj pchałem, nigdy więcej – a na szczycie wielka satysfakcja i pytanie – gdzie dalej? Wielki podróżnik i badacz Afryki, David Livingstone, powiedział kiedyś studentom Cambridge – ja się nie poświęcałem, nie byłem męczennikiem, uważam lata spędzone w Afryce za podarek losu. Ja się z nim zgadzam. 

Ciąg dalszy nastąpi...... 

Natomiast autor zaprasza Was i mnie (ale ja nie mogę być) na Targi Książki w Krakowie. 
                        Stoisko:      sala Dunajec, stoisko ,K8,  nazwa stoiska "obie a muzom".

 Na targach w Krakowie na swoim stoisku 

Zapraszam w imieniu autora. Pewnie będą książki..... 
Izabela Łęcka-Wokulska

środa, 24 października 2018

Stan blogosfery, książki dobre i złe - przeciętniaki i wybitne, klasyka i powieści współczesne - moje rozważania....

Dzień dobry,
Z napisaniem tego posta noszę się od kilku miesięcy. Szukam słów i czytam o tym, co się dzieje w blogosferze i wokół blogosfery oraz w artykułach w portalach w dziale kultury oraz na portalach książkowych, czyli tam, gdzie czytelnicy sami piszą o tym, co czytają. Sama w tym uczestniczę, więc słowa krytyki odnoszą się również do mnie. 

               Zjawisko pierwsze: mało klasyki na blogach, poza tą wznawianą przez wydawnictwa.                                                          Dominacja nowości wydawniczych.            
Zauważyłam, że na blogach dominują nowości wydawnicze. Sama w tym wyścigu po nowości uczestniczę. 
Dlaczego przeważają u nas nowości? Bo są nowe! (ba, odkryłam Amerykę.....), bo są kolorowe, bo dostajemy za darmo, bo na Instagramie i blogach już je mają itd. Wiadomo, coś nowego kusi i ciekawi. 
Klasyka w nowym wydaniu
 Dobrze, że kilka wydawnictw wznawia klasykę, która jest chętnie czytana. Jeszcze kilka lat temu zdziwiłabym się, że 'Wojna i pokój' może być tak rozchwytywana. A jest. Kolejne pokolenie zachwyca się klasyką. Wciąż czytamy też stare wydania, choć rzadko, ale o tym za chwilę. Wiele wydawnictw publikuje nieznane w Polsce dziewiętnastowieczne książki  dlatego, że są po prostu dobrze napisane.Na portalach książkowych widzę wysokie noty im dawane przez użytkowników. Dlaczego? Jeśli kiedyś były uznawane za 'literaturę dla kucharek"? Że nam gust zmarniał? Mi się wydaje, że dzieje się tak dlatego, ze porównujemy to ze współczesnymi czytadłami i w tym kontekście te czytadła sprzed stulecia wydają się arcydziełem. 
 Współczesne czytadła
Zastanawiałam się przy recenzji z ostatniej książki czy mam napisać, że to książka schematyczna, czy nie. Zdecydowałam się to napisać, choć nie chciałam urazić autorki, ani zniechęcić do czytania. Tyle mamy  teraz, my blogerzy, uwarunkowań, bo niby nas nikt nie zmusza do recenzji pochlebnej, ale jakoś głupio, a to na facebooku autor zaprosił nas do grupy, i jak tu napisać, że pisze przeciętniaki? Głupio, bo w sumie postarał się, napisał lekką i miłą książkę i życzymy jej jak najlepiej. 
Obyczajówki
Nie jest tajemnicą dla moich czytelników i znajomych, że nie uwielbiam tego gatunku. Owszem, lubię niektóre książki obyczajowe, ale więcej ich nie znam. Przyznam się, że z powieści obyczajowych mam słabość do książek o umieraniu i chorobach. Dla mnie każda z nich jest oryginalna i jest świadectwem tego, jak bardzo cenne jest życie. Ale przeważają na rynku obyczajowym książki o kobietach po przejściach, romanse, erotyki albo powieści o prowincji, albo o wrednej teściowej, albo o wakacjach, albo o ułożeniu sobie życia na nowo, czyli wszystko to czym żyją kobiety. 
Jest też cały nurt 'new adult' o miłościach, wchodzeniu w dorosłość. Odnośnie tych książek mam problem, bo jestem przeciwniczką seksu w tych książkach i alkoholu, a to jest nagminne. Pewnie tak po prostu jest teraz, ale ja jestem przeciw. Ale pojawiają się w tych książkach również motywy problemów z rówieśnikami, z nadużyciami w internecie, słowem to, czym żyją te nasze 'new adult'. To określenie mnie razi, to tak na marginesie, bo albo jest się adult, albo nie, Trochę to wygląda jak wchodzenie w dorosłość za wcześnie. Ale najgorsze jest to, że o ile na przykład w pokoleniu rodziców, ta dorosłość to była praca (ponoć w Anglii wciąż nastolatki dorabiają sobie, ucząc się pracy), to u nas w świetle literatury ta dorosłość to seks i alkohol. A jak się zorientowałam z biografii polityków, ta wczesna dorosłość to teraz również młodzieżówki polityczne, różnej maści. Czyli od razu w miłość i politykę.... Straszne. Dobrze, że ja miałam normalne dzieciństwo i młodość. 
Kryminały
To kolejny popularny gatunek. Wiele tego powstaje, bo po pierwsze jest to gatunek nośny tematycznie, że można w nim ująć problemy społeczne, po drugie to się sprzedaje. Po prostu kryminały są w modzie. 
Niedawno ktoś na Onecie chyba napisał artykuł, że nie mówi się o tym teraz, ale że większość kryminałów pisze się na 'jedno kopyto'. W sumie nie da się zaprzeczyć. Można by tu o Mrozie zacząć, ale to byłoby zbaczanie z tematu. 
Język i styl literatury popularnej oraz klisze fabularne
Mój znajomy z portalu o książkach mówiąc o kryminałach wyraził kiedyś w jednej z recenzji zdanie, że albo się ma talent do pisania książek albo nie. Nie będę powtarzać jego poglądów, ale jest on zdania, że wiele 'hitowych' autorów zagranicznych i polskich nie ma talentu pisarskiego. No i prawdę mówiąc, nie da się zaprzeczyć. Wróćmy do literatury obyczajowej. Jest ona najczęściej schematyczna. 4/5 obyczajówek są podobne do siebie. Znam jeden wyjątek: to pani Ryrych. Jest może i wiele innych, ale ten znam. A wyjątki od schematów w kryminałach? To kryminały retro pana Wrońskiego, moim zdaniem. Ale jak pisałam recenzje książek to chwaliłam o wiele więcej, ale często tak jest, że książka o kliszy fabularnej jest po prostu fajna i ciekawa. Zostawmy to. to co różni dobre czytadło od złego czytadła to coś nieokreślonego, co sprawia, że książka jest ciekawa, a my interesujemy się losami bohatera (to jest ten talent pisarski) i język książek. A często powieści są topornie napisane. Częściej dzieje się to w obyczajówkach, bo kryminały z konieczności gatunkowej wymagają lekkości i dynamizmu. Obyczajówki skupiają się na uczuciach, na przeżyciach i tutaj bardziej tę toporność widać. 
Nowości na blogach 
Chyba nie można powiedzieć, że blogerzy częściej czytają takie obyczajówki niż tzw. wybitne, bo byłoby to nadużyciem i nieprawdą. Nie powiedziałam tego wcześniej, ale trzeba zaznaczyć, że tyle jest teraz wydawnictw wyszukujących perełki literatury z różnych miejsc świata i wznowienia klasyki. Ale tak jak zawsze, książki popularne są często czytane, bo dają rozrywkę i to one często pojawiają się na blogu. 
A że ich wartość to ciekawa treść, to i o treści ludzie piszą w kontekście tych książek. O ich walorach i wadach też. Ale bądźmy szczerzy, jeśli nie interesuje nas nada książka, to i po pewnym czasie przestajemy czytać bloga. Poza tym mózg ludzki i doba mają swoje granice, a człowiek nie da rady przeczytać wszystkiego. Robiłam kiedyś wyliczenia sag historycznych, tylko tych, które mnie interesują. To żeby je przeczytać, musiałabym poświęcić rok!A co mówić i innych gatunkach. Teraz panuje przekonanie, że Polacy piszą książki, a nie czytają. Może to nadużycie, ale fakt, że powoli trudno jest ogarnąć te nowości. I powoli można zacząć się zastanawiać, co jeszcze można dodać do danego tematu, eksploatowanego w literaturze popularnej.
Klasyka
 Zaczęłam ten wywód od mówienia o klasyce. Dlaczego teraz tak się zachwycamy popularnymi czytadłami z XIX wieku? Bo dbano o ich formę. Powiem wprost. Kiedyś przecież nie każdy umiał pisać, jeszcze mniej umiało czytać, a ludzie byli biedniejsi. Myślę, że wydawano mniej książek. O wiele mniej. A teraz każdy, kto umie pisać i ma w tym biegłość chce napisać książkę. Ja, biedny recenzent, już nie wyrabiam się z czytaniem. Ba! Już przestałam ogarniać czytanie o tych nowościach! Czy każda wzruszająca historia musi być opisana????? Często język jest toporny, chociaż poprawny, ale bez lekkości w pisaniu. 
Pisać każdy może, trochę lepiej lub trochę gorzej, lecz nie oto tu chodzi jak co komu wychodzi///// -wyrażę to trawestując piosenkę Sztura. 
Po sześćdziesiątym wpisie o jakimś kryminale albo powieści erotycznej, albo obyczajówce, która jest miła, ale w sumie nic do życia nie wnosi, człowiek nie tyle przestaje je czytać, bo uważam, że czasami trzeba poczytać coś lekkiego, ale przestaje mieć ochotę na poznawanie książek bliźnich. Bo każdy ma swoją długaśną listę czytadeł. Owszem sięga po nie, gdy też zastanawia się, czy je czytać. Ale dla mnie osobiście bardziej niż blogi jest użyteczny portal o książkach, bo wtedy mam całą listę opinii i sobie wybieram te ciekawe. Wszystko w jednym miejscu. 
Recenzje książek
Trochę oczy przecierałam ze zdumienia, gdy o książce miłej, ale popularnej przeczytałam na LubimyCzytać, że super, że och, ach, że 9 gwiazedek, że 10 gwiazdek, tyle co za 'Wojnę i pokój'. Bez przesady! 
Powiem Wam, że jeszcze rok temu sama wpadałam w tę pułapkę pochwał, ale w sumie przejrzałam na oczy. Zdarzyło mi się, że autorka była zdziwiona, że jej drugiej książki nie uznałam za arcydzieło. To ja przy pierwszej piszę o plusach, nie podkreślając minusów, choć i ich nie unikałam, to ona myślała, że ja uważam książkę za arcydzieło! A wcale tak nie było. Ot, przeciętniak. 
Pułapki recenzenta, który wie, że autor to przeczyta i chce być kulturalny. 
Za mało dyskusji o książkach ważnych
Nie powiem, że tego nie ma, bo jest, ale za mało jest postów o całokształcie twórczości. Ponoć, 10 lat temu to właśnie przeważało na blogach. Teraz mało jest takich 'niszowych' blogów. Kto na przykład, poza Blogiem AA pisze o twórczości Iris Murdoch? Sama o niej napisałam, ale o jednej książce. I czuję niedosyt, bo mam tyle nowości, że nie mam czasu na skupienie się na czytaniu wszystkich jej książek. Albo Toni Morrioson? Ile lat czeka? A Modiano? I tak jest i u innych blpogerów, chyba że się mylę. 
Stan blogosfery
W rezultacie wszystko ładnie w ogóle, ale w szczególe blogerzy skarżą się na to, że:
1. ludzie coraz rzadziej czytają recenzje, a liczba tzw. wejść spada
2. promocja książek przenosi się z blogspotu i wordpressu do Instagrama
3. wszyscy piszą o tych samych książkach, bo większość pisze o nowościach
4. starsi stażem użytkownicy blogosfery skarżą się na to, że zanikły prawie blogi tematyczne, niszowe. 
5. Na blogach i na Instagramie przeważają nowości. Książki stare są jeszcze chyba recenzowane albo przez nielicznych blogerów albo na portalach książkowych. Ja sama coraz bardziej zaniechałam czytania książek z serii Naokoło Świata z braku czasu. 
6. Jednak ładna nowa książka cieszy  i ładnie się prezentuje na zdjęciu. Chcemy więc pochwalić się nią, co nie dziwi. 
7. Zjawisko książek recenzenckich jest już powszechne i nie dziwi - tak, ja też w tym biorę udział, chociaż zawsze chcę dzielić czas pomiędzy nowości i książki starsze. 
6. Nowością dla mnie usłyszaną na filmiku z panelu dyskusyjnego na Big Book Festiwal jaki zamieszczono na yt było zjawisko 'recenzji sponsorowanych. 
7. Puściłam raz 'wici', czyli post o tym, ale temat okazał się tabu. Nawet nie wiem ile procent blogów pisze 'profesjonalnie'. Może jestem ostatnią 'darmową"? Nie wiem. 
9. Fakt faktem, że wydaje się teraz dużo książek, a każdy autor i każde wydawnictwo chce sprzedać jak najwięcej książek. Jest popyt, jest i sprzedaż. Zresztą, takie pisanie profesjonalne, promocja posta itd. wymagają pracy i czasu, więc to szanuję, żeby była jasność.
                                          Wnioski:
Z tego co na pisałam o blogosferze można wywnioskować, że zachodzi w nim profesjonalizacja, tak jak w życiu, a blogosfera podąża za rynkiem. Jest bardzo czułym na zjawiska społeczne medium. A jak patrzę na siebie w tej blogosferze to widzę siebie jako osobę, która tak jak w życiu ze wszystkim jest o krok do tyłu. 
Te moje rozważania nad płatnymi blogami wynikają z tego, że z jednej strony chciałabym, żeby moje czytanie było hobbystyczne, gdyż jest to dla mnie osobista sprawa. Z drugiej strony perspektywa zajmowania się tym profesjonalnie to kusząca perspektywa zarabiania pieniędzy, które są potrzebne do życia. Z trzeciej strony, chciałabym czytać to co ja sobie wybiorę. Bo czytam dla siebie, dla wyrobienia jakich poglądów, dla przemyślenia czegoś....
Drugi wniosek z moich rozważań to stwierdzenie o ogromie książek popularnych. Nawet o zbyt ich dużej ilości. 
Scio de nihil scire - wiem że nic nie wiem. Na tym skończę. Idę czytać..... 


wtorek, 23 października 2018

Małgorzata Manelska 'Zapach Mazur' - teraźniejszość i historia, czyli historia dwóch kobiet

Książka tego nowego wydawnictwa WasPos ukazała się w maju 2018 roku. Cechuje ją ładna okładka i uroczy tytuł. A to już wystarczy, żeby przyciągnąć czytelniczki szukające czytadeł, które nie pretendują do arcydzieła, ale zawierają ciekawą fabułę. I tak było tym razem. Książka jest dosyć obszerna, bo liczy sobie  400 stron, więc zajęła mnie na kilka wieczorów (chyba 3 wieczory, o ile pamiętam). 
Fabuła jest dwutorowa, bo z jednej strony zawiera współczesny wątek obyczajowy, a konkretnie przygody rozwódki Julki, a poza tym opowiada wojenną historię jej przybranej babki Gertrudy, do której na Mazury Julka zmuszona jest pojechać zamieszkać. Gertrda była Niemką, i o losy zwykłych Niemców też skrzywdzonych przez wojnę upomina się autorka tej książki. 
Julka, główna bohaterka powieści to kobieta po rozwodzie, której w sumie odebrano całą rodzinę, bo nie dość, że mąż podczas pobytu za granicą znalazł sobie drugą żonę, to jeszcze zabrał ich syna, gdyż tak dyktowało dobro dziecka. Kobieta mieszka sama z kotem w ich wspólnym mieszkanku w Lublinie i wiąże koniec z końcem, przez kilka lat analizując swoją przeszłość. Prawdę mówiąc to ją rozumiem, bo ja też jestem osobą, która niełatwo godzi się z przeszłością. Julka ma dobry charakter i jako taka osoba ciągle dostaje kolejne kopniaki od losu: oczywiście jej były mąż-wąż jest ich fundatorem. Dodatkowo okazuje się, że miał on babkę na Mazurach, o której słowem nie wspomniał. A ona Julka jako osoba przyzwoita jedzie do niej. I tam, na Mazurach rozpoczyna się akcja, a właściwie dzieją się wydarzenia. Julka powolutku układa sobie życie - i o tym jest ta książka, a poza tym słucha historii Trudy, która z pochodzenia była Niemką. Po wojnie jako 'wróg Polski' nie miała okazji zwierzyć się nikomu z trudów wojennych i cierpień. O tym Niemców nie słuchano, nawet tych zwyczajnych. Historia opowiedziana przez Trudę jest ciekawa i bolesna. 
Oba wątki - ten współczesny i ten historyczny - są bardzo ciekawe. Trzymają czytelnika w napięciu. Dobrze, że autorka przeplotła obyczajówkę tą historią Trudy, gdyż książka przez to jest ciekawsza i mniej szablonowa, nie ogranicza się tylko do przeciętnej obyczajówki, jakich wiele obecnie powstaje. 
Język książki jest przeciętny, taki jak wiele współczesnych książek. Nie poczułam się uderzona artyzmem w tym zakresie. Ale jest komunikatywny i dobrze przekazuje treść bez wyższych aspiracji literackich. 
Książkę czyta się z zaciekawieniem. 
Na LubimyCzytać noty tej książki nie schodzą poniżej 8 gwiazdek. Ja aż tak się nie będę rozpędzać, bo w moim słowniku na 8 gwiazdek książka musi już być wybitna w swoim gatunku, a ta powieść, pomimo że ciekawa, nie jest oryginalna. Owszem, jest ciekawa, owszem, wzruszająca, ale jest też szablonowa: kobieta z problemami szuka szczęścia i harmonii na prowincji. A czytelniczki jej kibicują, bo każda z nas ma często podobne problemy i każda z nas chciałaby poczytać o tym, że się ułoży, że można je pokonać, ze można znaleźć szczęście, a z każdego dołka można wyjść jeśli ma się kogoś bliskiego u boku. A poza tym, wiadomo, że przyroda koi obyczaje. 
Daję więc jej 6 gwiazdek, bo to dobre czytadło. I brawo za podjęcie wątku Niemców na obecnych terenach Polski. 
Za książkę do recenzji dziękuję wydawnictwu WasPos:

poniedziałek, 22 października 2018

Imre Kertész 'Los utracony" - trauma obozu, los, na który się nie pisaliśmy....

Okładka książki Los utraconyZnalezione obrazy dla zapytania Imre Kertesz Sorstalanság
    

Literatura obozowa to cała gałąź literatury, której czytanie jest zawsze wstrząsem i niesamowitym przeżyciem, ale literatura obozowa pióra Noblisty to przeżycie jeszcze dotkliwsze. Czytałam, a właściwie słuchałam już, Kertesza 'Kadysz za nienarodzone dziecko', wiedziałam więc, że lektura 'Losu utraconego' będzie mocna, ale i wybitna. Kertesz ma niesamowite pióro. Pisze znakomicie, z wielkim wyczuciem. 'Los utracony' to pierwsza jego powieść, z roku 1975. I to jest logiczne, bo zaczął od opowiedzenia o swoich doświadczeniach jako młodego chłopaka w obozie, przed i po.  'Kadysz' jest przecież rozważaniem nad sensem ojcostwa po doświadczeniu holokaustu, książką późniejszą. 'Los utracony' to opowieść autobiograficzna, jednakże z zachowaniem artyzmu, literackości. Amerykańska Wikipedia doszukuje się analogii do 'Procesu' Kafki - i chyba coś w tym jest. Zacznę jednak od zaprezentowania kilku okładek tej książki:

 Znalezione obrazy dla zapytania Imre Kertesz books Znalezione obrazy dla zapytania Imre Kertesz Sorstalanság Znalezione obrazy dla zapytania Imre Kertesz Sorstalanság   Znalezione obrazy dla zapytania Imre Kertesz Fateless Znalezione obrazy dla zapytania Imre Kertesz Fateless
A tutaj znalazłam kadr z filmu. Nie wiedziałam, że był film, ale okazuje się, że był:
Znalezione obrazy dla zapytania Imre Kertesz Sorstalanság
Kadr z filmu.Źródło: https://www.europeanfilmawards.eu/en_EN/film/fateless.8280
Kertesz dostał Nagrodę Nobla w 2002 roku „za pisarstwo, które wynosi doświadczenia jednostki ponad przeciwieństwa brutalnej historii”. I taka jest ta książka. Bohaterem jest sam autor, młody Imre, który żyje normalnym życiem nastolatka dopóki przypadek nie sprawia, że ląduje on w obozie. Dla Polaka opis lat wojny na Węgrzech jest zaskakująco normalny. Tak normalny, tak pozbawiony wojny, że bohater dziwi się wyglądowi esesmana w obozie. Czy polskie dziecko w czasie wojny nie znałoby munduru esesmana? Ale wierzę, że tak było, że wojna na Węgrzech wyglądała lżej niż w Polsce, co nie zmienia losu tamtejszych Żydów. 
Wielki kunszt tej książki leży w sposobie jej napisania i w perspektywie narracyjnej. narratorem jest piętnastolatek, który kompletnie nie wie co się z nim dzieje. Patrzy więc na wszystko oczami człowieka, który dopiero z perspektywy swoich doświadczeń przekonuje się o tym, czym jest obóz. Stopniowo czytelnik, wraz z narratorem, traci swoją tożsamość, stopniowo przystosowuje się do tamtejszego świata.  To wszystko jeszcze bardziej podkreśla grozę tego, czym był holokaust, ale i jakąś taką piekielność tego świata i ten mechanizm machiny śmierci. 
Narratorowi udało się przeżyć i ten ostatni rozdział, gdy chłopak wraca do Budapesztu, gdzie dowiaduje się, że jego świata już nie ma i te dwie rozmowy chłopaka: pierwsza z dziennikarzem, a druga ze wspólnikiem ojca - to prawie dialogi w stylu platońskim, to filozoficzne rozważania człowieka nad tym przerażającym doświadczeniem ludzkości, jakim był holokaust. A kunszt artystyczny Kertesza leży w tym, że w powieści wypowiada je sam bohater i to wypowiada je ze swojej perspektywy, co tylko potęguje wymowę tych dialogów. 
Ze swojej perspektywy czytelnika chciałam podkreślić artyzm wykonania audiobooka przez pana Kisa, który podkreślił wszystkie walory tej książki i czytał wspaniale, choć jego głos ma nietypową barwę. Tutaj ona pasowała. Po drugie chciałam powiedzieć, że spośród tylu książek o obozach jakie przeczytałam, ta jest jedną z najwybitniejszych. Niesamowite doznanie. 
10 gwiazdek

sobota, 20 października 2018

Powieści, które się czyta i czyta.... Moje plany czytelnicze z rekomendacji czytelników Lubimy Czytać

Cześć,
Dziś chciałam Wam zaprezentować kilka książek, które mam w planach przeczytać. Jakiś czas temu poprosiłam członków LubimyCzytać o to, żeby podali mi tytuły ciekawych 'powieści, które się czyta i czyta....'. 
Oto, co mi zaproponowano, a ja postanowiłam przeczytać, mam nadzieję jeszcze w tym roku. Nie znam żadnej z tych książek, ale polegam na rekomendacji tych osób, które mi to zaproponowały. Oto te książki:

Numer 1:

Latem 1938 roku Elise Landau przybywa do Tyneford, wspaniałego majątku nad zatoką. Młodziutka dziewczyna z Wiednia, zmuszona do szukania pracy pokojówki, nie wie o Anglii nic. Kiedy reszta służby poleruje srebra i podaje drinki, ona nosi perły matki pod uniformem subretki i wywołuje skandal, tańcząc z chłopcem zwanym Kit. Ale nadchodzi wojna i świat się zmienia. A Elise uczy się, że można być więcej niż jedną osobą. I kochać więcej niż jeden raz.
(z opisu wydawcy) 


(457 stron)




Numer 2:

 Edvard dorastał w domu swoich dziadków, pośród pól i pastwisk, w sielskim pejzażu Norwegii. Jego rodzice zginęli we Francji, kiedy był jeszcze dzieckiem. Dlaczego właśnie tam? Nie wiadomo. To jedna z wielu rodzinnych tajemnic ukrytych za zasłoną milczenia.

W poszukiwaniu rozwiązania zagadki Edvard wybiera się na Szetlandy, gdzie krajobraz urzeka romantycznym pięknem, lecz nieustannie wróży katastrofę. Znajduje tam kolejne ślady minionych zdarzeń i kobietę, której nie rozumie.
W końcu jedzie do Francji, nad Sommę, której brzegi pokryte są grobami poległych żołnierzy – i wszystko powoli zaczyna się układać w spójną całość, mimo że korzenie tej historii sięgają najbardziej tragicznych wydarzeń XX wieku, a jej bohater musi rozstrzygać dylematy podobne tym, z jakimi się zmagali antyczni herosi.

(z opisu wydawcy) 540 stron) 

Numer 3:

Debiutancka powieść Christiny Schwarz, porównywana do prozy Jane Austen, od razu odniosła sukces wydawniczy: sprzedana w nakładzie 750 tysięcy egzemplarzy, przez kilkanaście tygodni znajdowała się na pierwszych miejscach list bestsellerów. Książka zachwyca sposobem narracji, niezwykłym nastrojem, tajemniczą intrygą, malowniczymi opisami przyrody. Autorka krok po kroku odsłania owiane dziwną tajemnicą losy Amandy i jej siostrzenicy Ruth. Amanda wychowuje dziewczynkę po śmierci siostry, Mathildy, która pewnej burzliwej zimowej nocy tonie w jeziorze...
(z opisu wydawcy) (397 stron)



Numer 4:

W małym australijskim miasteczku pewnego letniego wieczoru trzynastoletniego Charliego Bucktina wyciąga z domu miejscowy rozrabiaka Jasper Jones. Chłopcy odkrywają w buszu ciało nieżyjącej dziewczynki i postanawiają na własną rękę wykryć sprawcę potwornej zbrodni. Rozwój wypadków jest nieoczekiwany, wręcz szokujący…Silvey z ogromną wrażliwością i wyczuciem kreśli postacie nastolatków, ich sprawy, przeżycia i pierwsze miłosne zauroczenia, a zarazem szczerze i dosadnie opisuje świat dorosłych, naznaczony dyskryminacją i rasizmem, w którym młodym ludziom przyszło dorastać i się z nim zmierzyć.„Jasper Jones” konfrontuje cechy głęboko ludzkie z okrucieństwem i zakłamaniem, tak jak robili to Mark Twain, Harper Lee i Jerome David Salinger. To jedyne w swoim rodzaju połączenie „Zabić drozda” i „Buszującego w zbożu”.
(z opisu wydawcy) (400 stron)
Numer 5:

Przepiękna historia brazylijskiego, portowego miasta Ilheus stojącego u progu postępu. Plantacje kakaowca, restauracje, sąsiedzkie plotki, miejscowe zatargi oraz pachnąca przyprawami Brazylia pierwszej połowy wieku są tłem tej powieści. Jej głównym wątkiem jest miłość tytułowej Gabrieli, obiektu westchnień wszystkich mężczyzn, i przystojnego Araba, właściciela restauracji. Miłość zmysłowa, namiętna, czarująca i magiczna. Amado przenosi czytelnika na gorące brazylijskie plaże i na duszne ulice portowego miasta. Opowiada o niepisanych prawach miejscowej ludności, o egzekucjach niewiernych kochanków, o samotności opuszczonych żon. Pisarz staje na straży wolności, sprzeciwia się zamykaniu kobiet w domach.Swoje przesłanie zawiera w postaci Gabrieli, kobiety, która WOLNOŚĆ ceni ponad wszystko. Radość życia, pochwała miłości i wolności, czczenie zmysłów – oto cudowny świat Amado, który pod pozorem lekkiej, zmysłowej historii, zawiera ważne przesłanie.
(z opisu wydawcy) (550 stron)

Czytaliście je? Od której polecilibyście zacząć? Która Wam się spodobała?

piątek, 19 października 2018

Emily Elgar 'Gdybyście ją znali' - thriller psychologiczny

Ostatnio mam tyle książek do recenzji, że zmuszona jestem czytać na dwa etaty. Od czasów liceum nie czytałam w łóżku, ale teraz znów zaczęłam, żeby się wyrobić z tym stosem. Do książki 'Gdybyście ją znali' zasiadłam we wtorek wieczorem. Powieść liczy sobie 340 stron. Zaczęłam ją czytać przed 19, a skończyłam - wierzcie lub nie - po 21, w czasie trwania odcinka CSI Las Vegas. Rekord czytania pobiłam. 
Powieść ukazała się w sierpniu 2018 roku w wydawnictwie Marginesy. Jak to letnie książki, to powieść lekka, z ciekawą fabułą, taka do czytania. Tym razem jest to thriller psychologiczny. Gatunek ten czytam rzadko kiedy, gdyż zazwyczaj ich tematyka to relacje rodzinne, a to mnie męczy. Uważam, że rodzina to miejsce, w którym człowiek powinien mieć azyl, więc książki o złych mężach, wrednych teściowych mnie męczą. Ale w zapowiedzi książki napisano, że jest o śpiączce, o pielęgniarce, o tajemnicach - i to mnie zachęciło. 
Bardzo była ciekawa postać pielęgniarki Alicji. To jej osoba uczyniła powieść tak ciekawą i tak ciepłą. Jej problem rodzinny to brak dziecka, ale kobieta nie przenosi tego do pracy. Jako pielęgniarka jest fachowa, czujna, troskliwa i bardzo profesjonalna. Bardzo ciekawym wątkiem była relacja z Frankiem, którego połowa szpitala uznała za martwego. Ona wierzy w to, że tam w środku Frank istnieje, że słyszy i rozumie to, co się wokół niego dzieje. Zwierza mu się. Mężczyzna leży w jednej sali z przywiezioną młodą kobietą Cassie. To piękna blondynka, którą nieustannie odwiedza teściowa i mąż. Jego tylko czasami odwiedza córka.... Wątek szpitala jest bardzo ciekawie poprowadzony i stanowi osnowę powieści. Poza tym wątkiem akcja przenosi się też do wspomnień Cassie z jej życia. Czytelnik, tak jak ja, do końca nie wiedzieliśmy dlaczego ona była nieszczęśliwa. Co się stało tego pamiętnego wieczoru. Byłam pewna, ze się okaże, iż teściowa miała związek kazirodczy z synem.... Tak to wyglądało.... Do końca pozostawałam w niepewności i ciekawości.  
Cassie po ślubie zamieszkała z teściową i synem. Całkowicie odizolowała się od dawnych przyjaciół. Z rodziny ma tylko ojczyma, ale mąż nie ułatwia relacji pomiędzy nimi. To był dla mnie bardzo ciekawy wątek, gdyż jestem bardzo nieufna wobec szczęścia osoby, którą nowa rodzina wtłacza w nowy świat i każe zapomnieć o starym.... 
Książkę czytało mi się znakomicie, o czym świadczy fakt, że połknęłam ją w 3 godziny. To lektura, którą się zapomina po przeczytaniu, ale i tak przyjemność wynikła z jej trwania jest miła i godna polecania. 
6 gwiazdek
Za książkę do recenzji dziękuję wydawnictwu Marginesy:


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Jeśli życzycie sobie kupić książki na stronie Paka Książek przez ten link to jest to tu: