środa, 24 października 2018

Stan blogosfery, książki dobre i złe - przeciętniaki i wybitne, klasyka i powieści współczesne - moje rozważania....

Dzień dobry,
Z napisaniem tego posta noszę się od kilku miesięcy. Szukam słów i czytam o tym, co się dzieje w blogosferze i wokół blogosfery oraz w artykułach w portalach w dziale kultury oraz na portalach książkowych, czyli tam, gdzie czytelnicy sami piszą o tym, co czytają. Sama w tym uczestniczę, więc słowa krytyki odnoszą się również do mnie. 

               Zjawisko pierwsze: mało klasyki na blogach, poza tą wznawianą przez wydawnictwa.                                                          Dominacja nowości wydawniczych.            
Zauważyłam, że na blogach dominują nowości wydawnicze. Sama w tym wyścigu po nowości uczestniczę. 
Dlaczego przeważają u nas nowości? Bo są nowe! (ba, odkryłam Amerykę.....), bo są kolorowe, bo dostajemy za darmo, bo na Instagramie i blogach już je mają itd. Wiadomo, coś nowego kusi i ciekawi. 
Klasyka w nowym wydaniu
 Dobrze, że kilka wydawnictw wznawia klasykę, która jest chętnie czytana. Jeszcze kilka lat temu zdziwiłabym się, że 'Wojna i pokój' może być tak rozchwytywana. A jest. Kolejne pokolenie zachwyca się klasyką. Wciąż czytamy też stare wydania, choć rzadko, ale o tym za chwilę. Wiele wydawnictw publikuje nieznane w Polsce dziewiętnastowieczne książki  dlatego, że są po prostu dobrze napisane.Na portalach książkowych widzę wysokie noty im dawane przez użytkowników. Dlaczego? Jeśli kiedyś były uznawane za 'literaturę dla kucharek"? Że nam gust zmarniał? Mi się wydaje, że dzieje się tak dlatego, ze porównujemy to ze współczesnymi czytadłami i w tym kontekście te czytadła sprzed stulecia wydają się arcydziełem. 
 Współczesne czytadła
Zastanawiałam się przy recenzji z ostatniej książki czy mam napisać, że to książka schematyczna, czy nie. Zdecydowałam się to napisać, choć nie chciałam urazić autorki, ani zniechęcić do czytania. Tyle mamy  teraz, my blogerzy, uwarunkowań, bo niby nas nikt nie zmusza do recenzji pochlebnej, ale jakoś głupio, a to na facebooku autor zaprosił nas do grupy, i jak tu napisać, że pisze przeciętniaki? Głupio, bo w sumie postarał się, napisał lekką i miłą książkę i życzymy jej jak najlepiej. 
Obyczajówki
Nie jest tajemnicą dla moich czytelników i znajomych, że nie uwielbiam tego gatunku. Owszem, lubię niektóre książki obyczajowe, ale więcej ich nie znam. Przyznam się, że z powieści obyczajowych mam słabość do książek o umieraniu i chorobach. Dla mnie każda z nich jest oryginalna i jest świadectwem tego, jak bardzo cenne jest życie. Ale przeważają na rynku obyczajowym książki o kobietach po przejściach, romanse, erotyki albo powieści o prowincji, albo o wrednej teściowej, albo o wakacjach, albo o ułożeniu sobie życia na nowo, czyli wszystko to czym żyją kobiety. 
Jest też cały nurt 'new adult' o miłościach, wchodzeniu w dorosłość. Odnośnie tych książek mam problem, bo jestem przeciwniczką seksu w tych książkach i alkoholu, a to jest nagminne. Pewnie tak po prostu jest teraz, ale ja jestem przeciw. Ale pojawiają się w tych książkach również motywy problemów z rówieśnikami, z nadużyciami w internecie, słowem to, czym żyją te nasze 'new adult'. To określenie mnie razi, to tak na marginesie, bo albo jest się adult, albo nie, Trochę to wygląda jak wchodzenie w dorosłość za wcześnie. Ale najgorsze jest to, że o ile na przykład w pokoleniu rodziców, ta dorosłość to była praca (ponoć w Anglii wciąż nastolatki dorabiają sobie, ucząc się pracy), to u nas w świetle literatury ta dorosłość to seks i alkohol. A jak się zorientowałam z biografii polityków, ta wczesna dorosłość to teraz również młodzieżówki polityczne, różnej maści. Czyli od razu w miłość i politykę.... Straszne. Dobrze, że ja miałam normalne dzieciństwo i młodość. 
Kryminały
To kolejny popularny gatunek. Wiele tego powstaje, bo po pierwsze jest to gatunek nośny tematycznie, że można w nim ująć problemy społeczne, po drugie to się sprzedaje. Po prostu kryminały są w modzie. 
Niedawno ktoś na Onecie chyba napisał artykuł, że nie mówi się o tym teraz, ale że większość kryminałów pisze się na 'jedno kopyto'. W sumie nie da się zaprzeczyć. Można by tu o Mrozie zacząć, ale to byłoby zbaczanie z tematu. 
Język i styl literatury popularnej oraz klisze fabularne
Mój znajomy z portalu o książkach mówiąc o kryminałach wyraził kiedyś w jednej z recenzji zdanie, że albo się ma talent do pisania książek albo nie. Nie będę powtarzać jego poglądów, ale jest on zdania, że wiele 'hitowych' autorów zagranicznych i polskich nie ma talentu pisarskiego. No i prawdę mówiąc, nie da się zaprzeczyć. Wróćmy do literatury obyczajowej. Jest ona najczęściej schematyczna. 4/5 obyczajówek są podobne do siebie. Znam jeden wyjątek: to pani Ryrych. Jest może i wiele innych, ale ten znam. A wyjątki od schematów w kryminałach? To kryminały retro pana Wrońskiego, moim zdaniem. Ale jak pisałam recenzje książek to chwaliłam o wiele więcej, ale często tak jest, że książka o kliszy fabularnej jest po prostu fajna i ciekawa. Zostawmy to. to co różni dobre czytadło od złego czytadła to coś nieokreślonego, co sprawia, że książka jest ciekawa, a my interesujemy się losami bohatera (to jest ten talent pisarski) i język książek. A często powieści są topornie napisane. Częściej dzieje się to w obyczajówkach, bo kryminały z konieczności gatunkowej wymagają lekkości i dynamizmu. Obyczajówki skupiają się na uczuciach, na przeżyciach i tutaj bardziej tę toporność widać. 
Nowości na blogach 
Chyba nie można powiedzieć, że blogerzy częściej czytają takie obyczajówki niż tzw. wybitne, bo byłoby to nadużyciem i nieprawdą. Nie powiedziałam tego wcześniej, ale trzeba zaznaczyć, że tyle jest teraz wydawnictw wyszukujących perełki literatury z różnych miejsc świata i wznowienia klasyki. Ale tak jak zawsze, książki popularne są często czytane, bo dają rozrywkę i to one często pojawiają się na blogu. 
A że ich wartość to ciekawa treść, to i o treści ludzie piszą w kontekście tych książek. O ich walorach i wadach też. Ale bądźmy szczerzy, jeśli nie interesuje nas nada książka, to i po pewnym czasie przestajemy czytać bloga. Poza tym mózg ludzki i doba mają swoje granice, a człowiek nie da rady przeczytać wszystkiego. Robiłam kiedyś wyliczenia sag historycznych, tylko tych, które mnie interesują. To żeby je przeczytać, musiałabym poświęcić rok!A co mówić i innych gatunkach. Teraz panuje przekonanie, że Polacy piszą książki, a nie czytają. Może to nadużycie, ale fakt, że powoli trudno jest ogarnąć te nowości. I powoli można zacząć się zastanawiać, co jeszcze można dodać do danego tematu, eksploatowanego w literaturze popularnej.
Klasyka
 Zaczęłam ten wywód od mówienia o klasyce. Dlaczego teraz tak się zachwycamy popularnymi czytadłami z XIX wieku? Bo dbano o ich formę. Powiem wprost. Kiedyś przecież nie każdy umiał pisać, jeszcze mniej umiało czytać, a ludzie byli biedniejsi. Myślę, że wydawano mniej książek. O wiele mniej. A teraz każdy, kto umie pisać i ma w tym biegłość chce napisać książkę. Ja, biedny recenzent, już nie wyrabiam się z czytaniem. Ba! Już przestałam ogarniać czytanie o tych nowościach! Czy każda wzruszająca historia musi być opisana????? Często język jest toporny, chociaż poprawny, ale bez lekkości w pisaniu. 
Pisać każdy może, trochę lepiej lub trochę gorzej, lecz nie oto tu chodzi jak co komu wychodzi///// -wyrażę to trawestując piosenkę Sztura. 
Po sześćdziesiątym wpisie o jakimś kryminale albo powieści erotycznej, albo obyczajówce, która jest miła, ale w sumie nic do życia nie wnosi, człowiek nie tyle przestaje je czytać, bo uważam, że czasami trzeba poczytać coś lekkiego, ale przestaje mieć ochotę na poznawanie książek bliźnich. Bo każdy ma swoją długaśną listę czytadeł. Owszem sięga po nie, gdy też zastanawia się, czy je czytać. Ale dla mnie osobiście bardziej niż blogi jest użyteczny portal o książkach, bo wtedy mam całą listę opinii i sobie wybieram te ciekawe. Wszystko w jednym miejscu. 
Recenzje książek
Trochę oczy przecierałam ze zdumienia, gdy o książce miłej, ale popularnej przeczytałam na LubimyCzytać, że super, że och, ach, że 9 gwiazedek, że 10 gwiazdek, tyle co za 'Wojnę i pokój'. Bez przesady! 
Powiem Wam, że jeszcze rok temu sama wpadałam w tę pułapkę pochwał, ale w sumie przejrzałam na oczy. Zdarzyło mi się, że autorka była zdziwiona, że jej drugiej książki nie uznałam za arcydzieło. To ja przy pierwszej piszę o plusach, nie podkreślając minusów, choć i ich nie unikałam, to ona myślała, że ja uważam książkę za arcydzieło! A wcale tak nie było. Ot, przeciętniak. 
Pułapki recenzenta, który wie, że autor to przeczyta i chce być kulturalny. 
Za mało dyskusji o książkach ważnych
Nie powiem, że tego nie ma, bo jest, ale za mało jest postów o całokształcie twórczości. Ponoć, 10 lat temu to właśnie przeważało na blogach. Teraz mało jest takich 'niszowych' blogów. Kto na przykład, poza Blogiem AA pisze o twórczości Iris Murdoch? Sama o niej napisałam, ale o jednej książce. I czuję niedosyt, bo mam tyle nowości, że nie mam czasu na skupienie się na czytaniu wszystkich jej książek. Albo Toni Morrioson? Ile lat czeka? A Modiano? I tak jest i u innych blpogerów, chyba że się mylę. 
Stan blogosfery
W rezultacie wszystko ładnie w ogóle, ale w szczególe blogerzy skarżą się na to, że:
1. ludzie coraz rzadziej czytają recenzje, a liczba tzw. wejść spada
2. promocja książek przenosi się z blogspotu i wordpressu do Instagrama
3. wszyscy piszą o tych samych książkach, bo większość pisze o nowościach
4. starsi stażem użytkownicy blogosfery skarżą się na to, że zanikły prawie blogi tematyczne, niszowe. 
5. Na blogach i na Instagramie przeważają nowości. Książki stare są jeszcze chyba recenzowane albo przez nielicznych blogerów albo na portalach książkowych. Ja sama coraz bardziej zaniechałam czytania książek z serii Naokoło Świata z braku czasu. 
6. Jednak ładna nowa książka cieszy  i ładnie się prezentuje na zdjęciu. Chcemy więc pochwalić się nią, co nie dziwi. 
7. Zjawisko książek recenzenckich jest już powszechne i nie dziwi - tak, ja też w tym biorę udział, chociaż zawsze chcę dzielić czas pomiędzy nowości i książki starsze. 
6. Nowością dla mnie usłyszaną na filmiku z panelu dyskusyjnego na Big Book Festiwal jaki zamieszczono na yt było zjawisko 'recenzji sponsorowanych. 
7. Puściłam raz 'wici', czyli post o tym, ale temat okazał się tabu. Nawet nie wiem ile procent blogów pisze 'profesjonalnie'. Może jestem ostatnią 'darmową"? Nie wiem. 
9. Fakt faktem, że wydaje się teraz dużo książek, a każdy autor i każde wydawnictwo chce sprzedać jak najwięcej książek. Jest popyt, jest i sprzedaż. Zresztą, takie pisanie profesjonalne, promocja posta itd. wymagają pracy i czasu, więc to szanuję, żeby była jasność.
                                          Wnioski:
Z tego co na pisałam o blogosferze można wywnioskować, że zachodzi w nim profesjonalizacja, tak jak w życiu, a blogosfera podąża za rynkiem. Jest bardzo czułym na zjawiska społeczne medium. A jak patrzę na siebie w tej blogosferze to widzę siebie jako osobę, która tak jak w życiu ze wszystkim jest o krok do tyłu. 
Te moje rozważania nad płatnymi blogami wynikają z tego, że z jednej strony chciałabym, żeby moje czytanie było hobbystyczne, gdyż jest to dla mnie osobista sprawa. Z drugiej strony perspektywa zajmowania się tym profesjonalnie to kusząca perspektywa zarabiania pieniędzy, które są potrzebne do życia. Z trzeciej strony, chciałabym czytać to co ja sobie wybiorę. Bo czytam dla siebie, dla wyrobienia jakich poglądów, dla przemyślenia czegoś....
Drugi wniosek z moich rozważań to stwierdzenie o ogromie książek popularnych. Nawet o zbyt ich dużej ilości. 
Scio de nihil scire - wiem że nic nie wiem. Na tym skończę. Idę czytać..... 


25 komentarzy:

  1. Bardzo ciekawe rozważania o literaturze i blogowaniu! Możesz tak pisać częściej!
    Ja też bywam zwykle 10 lat za Murzynami, więc jak wpadłam na pomysł prowadzenia bloga o ksiażkach to było po pierwsze z nudów, po drugie zaplanowałam to jako rodzaj mojego pamiętnika z lektur, może trochę połączonego z esejem czy humorystyczną życiową opowiastką w stylu "Przyślę panu list i klucz" Pruszkowskiej. Broń Boże jakaś reklama! Nie czytałam cudzych blogów, więc nie miałam pojęcia ani jak wyglądają inne blogi, ani jak to funkcjonuje w sensie powiązań, ani w ogóle nic nie wiedziałam o tej reklamie, ani o dostawaniu książek do recenzji z wydawnictwa. Miałam swoje własne lektury do przeczytania i opisania. I tak sobie radośnie czytałam i pisałam, czytałam i pisałam, aż w końcu się dowiedziałam, że jestem "kontrowersyjna" :))) Bo coś tam...
    Zresztą tych moich blogów bylo kilka, bo je zakładałam i kasowałam, co też mnie bawiło kiedyś. Plus dodatni jest z tego taki, że poznałam w ten sposób parę uroczych i mądrych osób; mam nadzieję, że nawiązane w blogosferze niektóre kontakty osobowe pozostaną mi na dłużej.
    W życiu bym nie poszła na to, by mi dawali książki z wydawnictw do czytania, bo ledwo ogarniam czytanie tego, co sama sobie zaplanowałam i co mi jest potrzebne do pisania (przeważnie czytam, by potem pisać, chyba, że chcę się odmóżdżyć, to wtedy czytam różne głupoty). Poza tym, ja pisałam w dawnych czasach recenzje książkowe do różnych gazet i czasopism (to jeszcze była normalna krytyka literacka), i mi za to płacono normalnie honorarium. Nie były to jakieś duże pieniądze, ale zawsze były. Tak więc, nigdy nie mogłam pojąć, dlaczego tyle osób pisze te recenzje za darmo, tylko za jakaś tam marną książczynę, którą przeczytam i wyrzucę. W taki układ nigdy nie chciałam wchodzić. Jakby mi jakieś wydawnictwo zapłaciło, to proszę bardzo. Ale za friko to ja nie chcę robić dla kogoś jak chłop pańszczyźniany. Chyba bym się czuła wykorzystywana.
    Nowości? Klasyka?
    No, oczywiście, że klasyka. Na nowości szkoda mi czasu. Uważam, że życie jest za krótkie, by czytać przypadkowe czy byle jakie książki, które się jeszcze nie odleżały. Większość z tych modnych nowości to ląduje za pół roku, a najdalej za rok, na wyprzedaży w Biedronce albo jakiejś książkowej taniej jatce.
    Dobra książka jest jak wino, powinna mieć co najmniej 50 (może nawet 100)lat karencji, by się przekonać, że jest dobra, że się nie zestarzała i jeszcze sprawia radość czytelnikowi. Mam na myśli prozę artystyczną, nie ksiażki naukowe czy reportaże, bo te z kolei starzeją się błyskawicznie (i tu nie unikam nowości). Poza tym, ja po prostu zwyczajnie lubię stare wydania książek, papier był kiedyś inny, druk inny, bardziej przyjazny dla oka. Byle nie były zeszmacone, tylko w dobrym stanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak chce Pani usłyszeć moje zdanie, to Pani teksty były trochę kontrowersyjne, ze względu na poglądy, niekoniecznie akceptowane przez wszystkich. Ale wie Pani, teraz o każdym mówi się 'kontrowersyjny'. Takie słowo klucz, mylone z 'nieakceptowany przez wszystkich'. Ostatnio spotkałam się z nim przy biografii pewnego dziennikarza.
      Jeśli chodzi o książki za recenzje to byłabym hipokrytką, bo sama z tego korzystam. Nie wiem z kolei ile wydawnictw płaci za recenzje i czy jakieś wydawnictwa w ogóle płacą, czy raczej to autorzy niezależni. Tak jak powiedziałam, jest to temat tabu. Nikt o tym nie chce mówić. Więc nie wiem.
      Do mnie piszą czasami autorzy z prośbą o przeczytanie, czasami 'klawiaturopisy' wysyłają, ale nie zawsze te teksty są dobre. Ja wtedy piszę wprost, że tekst do bani. Kilkoro poetów do mnie napisało ze swoimi tomikami. W każdym razie czasami mnie proszą. Nie wiem jak to jest, gdy książka się nie spodoba, bo czasami tak przecież jest.
      Pisanie do gazet. A do jakiej Pani pisała? Nie wiem czy w naszych gazetach lokalnych w ogóle są działy z książkami.....
      W każdym razie wydaje mi się i taka jest wymowa tego mojego tekstu, że zauważyłam, że większość tekstów na blogach jest o nowościach i to jest smutne. I dlatego czytelnicy nie czytają. Sama u siebie zauważyłam to, że jak czytam na każdym blogu to samo, to tyko przewijam blogi.

      Usuń
    2. Acha, to się dowiedziałam :))) Cóż, wolę być "kontrowersyjna" niż nudna. Przynajmniej mnie zapamiętają.
      Do jakich gazet pisałam recenzje? Do takich, których już dawno nie ma, głównie lokalnych bydgoskich. Z nich wszystkich żyje jeszcze chyba tylko "Express Bydgoski", gdzie np. działało to tak, że redaktor zamawiał u mnie recenzję jakiejś książki i dawał mi tę książkę do przeczytania (bo on ją dostał z wydawnictwa, to też był gratis).
      Czytałam, pisałam, dostawałam honorarium za publikację i jeszcze ta gratisowa książka zostawała u mnie. Potem się ich tyle nazbierało, że je rozdawałam znajomym albo wyrzucałam. Jeszcze dla Radia Pomorza i Kujaw nagrywałam recenzje w studiu. Też płacili, a dodatkowym bonusem było to, że mogłam sobie obejrzeć od środka pracę w rozgłośni radiowej i zapoznać bliżej w mikrofonem. Parę razy byłam też zapraszana do jakiś tam dyskusji. Za to nie płacili, ale było fajnie.
      Tak bylo jeszcze 25, 30 lat temu, a potem to się wszystko zmieniło. Teraz mamy chory system, dziki kapitalizm, kapitalista (korporacja?) nie szanuje człowieka pracy i jeśli może - nie płaci mu za pracę.
      Wydaje mi się, że blogerzy ksiażkowi są wykorzystywani przez wielkie wydawnictwa niczym dzieci w kopalniach w Anglii albo mali kominiarze w czasach Dickensa, co to ginęli uduszeni w kominach.
      Blogerzy - zamiast żądać zapłaty za napisane recenzję, cieszą się, że dostaną gratis w postaci książki, coś jak próbkę kremu w drogerii.
      Dla mnie to jest szokujące i pojąć tego nie mogę. Pierwszy raz ujawniam te poglądy, bo wcześniej jakoś nie było okazji.
      Droga Izabelo, jesteś młodą i myślącą kobietą, powiedz mi, naprawdę nigdy nie miałaś ochoty się zbuntować i zażądać zapłaty za swoją pracę?
      Przecież poświęcasz temu swój czas, swoje myśli, czytasz książki, które być może nie zawsze Ci odpowiadają... Mogłabyś w tym czasie np. napisać artykuł do jakiejś gazety, która JESZCZE płaci...
      Jak to jest? Czemu wy się nie zbuntujecie?

      Usuń
    3. Napisałam to już kilku osobom poniżej, więc zaczynam się powtarzać. Sprawa wygląda tak, że to temat tabu, że nawet nie wiem, czy wydawnictwa płacą za recenzję? Czy niektórym płacą, a innym nie? To tabu i nikt się nie chwali. Ja pisze za darmo. Dla autorów nie chciałabym pisać, bo nie wszystkie nowości mi się podobają. Uważam nawet, ze wiele z nich to niepotrzebne książki, na które nie mam ochoty. Może nie złe, ale przeciętne. Ale jakby trzeba było mieć co dzieciom do garnka włożyć, to bym może się zdecydowała, ale nie byłaby już to praca dla hobby, ale harówa.
      Nasze lokalne gazety nie prowadzą kącika literackiego.
      Zresztą, powoli zaczynam mieć ochotę na powrót do radosnego czytania dla siebie. Chciałabym, żeby zostało tak jak było, ja amatorsko czytam różne pierdoły, a inni fascynaci to czytają i tak się napędzamy w naszym bziku... Nie podoba mi się ta profesjonalizacja tego.
      Blogerzy też widzę, że zaczynają wydawać powieści, tylko że dlaczego są to książki na jedno kopyto? Obyczajówki. Chyba tylko pani napisała coś innego. Ale pani jest kontrowersyjna-niepospolita.

      Usuń
    4. Zainteresował mnie ten temat, bo w ogóle interesuje mnie życie literackie, więc wczoraj zrobiłam taki mały research tu i tam w sprawie tego tabu.
      I jest tak dokładnie jak piszesz - jednym blogerom wydawnictwa NIE płacą, a innym PŁACĄ.
      Płacą jednak nie tylko za recenzję, albo za całą akcję promocyjną (recenzja na blogu, wpis na FB, jakieś zdjęcia na Instagramie (w stylu - okładka powieści, pościele, kubki z kawą, walające się w pościeli koty i inne zwierzęta itp) i we wszystkich możliwych miejscach sieci. Cała akcja promocyjna książki - jest tu zwalona na barki blogera, który coś tam za to dostanie. Stawki są jednak tajemnicą. Chyba się jakoś dogadują?
      W każdym razie - nie każde wydawnictwo płaci, a to, które płaci - ma inne stawki dla różnych blogerów. Trudno powiedzieć, od czego to zależy, by wydawnictwo zapłaciło blogerowi, zdaje się, że w ogóle nie zależy to stażu bloga, liczby wejść czy wyjątkowo intelektualnych i głębokich rozważań. Czasem nawet wręcz przeciwnie :)))
      Robi się to podobne do płacenia szafiarkom (blogerkom od mody) za promocję ciuchów, butów czy kosmetyków. W tej sytuacji ksiażka to produkt i tyle.
      Podobno czasem nawet płacą jacyś autorzy za taką promocję.
      Nie udało mi się niestety wyniuchać, jak to jest rozliczane, czy np. skarbówka o tym wie. No bo to jednak dochód jest. Podobno nawet na gratisy książek skarbówki mogą różnie patrzeć, bo to w końcu darowizna (i to jest zła wiadomość).
      I gdzie tu miejsce na radosne czytanie dla przyjemności? :)))
      Ew. można trochę zamieszać i zrobić sobie na blogu zakładkę CENNIK!
      I tam wyznaczyć własne ceny, a potem tylko spokojnie czekać, co będzie, jak zachowają się wydawnictwa i koleżeństwo blogerskie.
      Ja juz zamknęłam bloga, ale jakbym nie zamknęła to może bym coś takiego
      zrobiła. Uwielbiam prowokacje dziennikarskie :)))

      Usuń
    5. Hm. No to ciekawe rzeczy. Zaczynam być tematem zniesmaczona. Blogi przestają pełnić swoją funkcję. A z racji tej, że psuje mi się laptop, a nie stać mnie na nowy - już dziś ledwie uruchomiłam klawisze - to jak laptop pójdzie w diabły na amen, to i dylematy blogera mi się skończą. Zawieszę działalność i tyle, bo na czym będę pisać?

      Usuń
  2. Zgadzam się z Tobą, choć sama bym doczepiła jeszcze do tego różne myśli - ogólnie jest to dobry temat na dyskusję. Przede wszystkim też nie podoba mi się to, że książka jest skomercjalizowana, nawet mam o tym notkę w zakładce 'o autorce i blogu' u siebie na stronie. I to w jakiś sposób skłoniło mnie do pisania recenzji, ponieważ zauważyłam, że jednak moje wybory czytelnicze, im bardziej dorastam, tym bardziej odstają od tych innych ludzi. Nie wydaje mi się tak naprawdę, że się od nich różnię, tym bardziej że nie wybieram wiele książek niszowych. Ale lubię odkrywać nowe nurty myślowe, różne poglądy. Mam wrażenie, że niektórym po prostu nowości przysłoniły te cele, które może nieść ze sobą czytelnictwo. Wyobrażam sobie, że niektórzy lubią najbardziej te lekkie książki, ale jeśli osób sięgających po nie jest tak wiele, to według mnie zostało społeczeństwo sprzedane w pewnym sensie, wpadło w tę pułapkę, w której wydawnictwa wybierają, co będą czytać, a nie oni sami. Ale każdy się chyba zatrzyma w którymś momencie i przejrzy na oczy, na co tak naprawdę chce poświęcać czas.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze to ujęłaś! Zajrzałam w tę zakładkę na Twoim blogu. Tak, jak się nad tym zastanowić, to to właśnie mnie oburza, że książka staje się produktem marketingowym. Ośmielę się Ciebie zacytować:
      siedlisko dla nowo wychodzącej literatury, a miejsce do poznawania jej w ogóle. Przyglądając się rynkowi czytelniczemu można zauważyć, że jest to rynek jak każdy inny, jak ten promujący muzykę czy odzież. Życie książki jest dosyć krótkie....
      I najbardziej mnie zasmuca ten częsty brak refleksji nad stylem, nad powtarzalnością motywów i schematami. Fajna, wzruszająca, ciekawa, następna....Czasem mam wrażenie, że powstaje za dużo przeciętniaków. Trudno się czasem oprzeć wrażeniu, że pisane są one nie z potrzeby serca, ale żeby zostać zawodowym pisarzem, żeby zarobić. Ja też potrafię składać słowa, też bym mogła napisać powieść o życiu i złamanych skrzydłach, ale zastanawiam się, czy ta moja historia wniosłaby coś nowego do literatury? Czy byłaby po prostu kolejną powieścią o prowincji.... Z kolei kryminały są owszem takie dobrze napisane, takie, które chcą opowiedzieć o jakimś problemie i zabawić przy okazji, ale są też i inne, powtarzalne, na jedno kopyto...
      Jakiś czas temu napisałam o powieści przygodowej 'Tropem srebrnego kura' i o braku powieści przygodowej dla młodzieży. Jakoś nie wiedzę większej refleksji na ten temat. Nie mówię, że się wszyscy mają ze mną zgadzać, ale nikt się nie zastanawia.
      Boję się, że u mnie i u innych nastąpi coś takiego, że przestaniemy pisać 'za darmo'.
      Ja staram się układać książki w jakiś ciąg myślowy, choć przy czytaniu 'za książki' staje się to trudniejsze, nie dlatego, zęby mnie ktoś zmuszał, bo nie zmusza, ale kolejność ich czytania wynika z konieczności zdążenia z terminami. O, choćby teraz. Czytałam w zeszłym tygodniu Kertesza, wczoraj książkę 'Auschwitz', to teraz w kolejności pasowałoby wyjąć z półki książkę o gwałtach na wojnie od MArginesów. (mam ją), ale w kolejce wcześniej są 4 inne książki. Chociaż nie powiem, żebym dostawała maile przynaglające, nie.
      Zresztą, po zachwycie nowościami, które nigdy wcześniej nie były aż tak łatwo dostępne dla mnie, znów powoli wracam do swoich list czytelniczych. Bo prowadzę listy książek do czytania. Kiedyś o tym napiszę.

      Usuń
    2. O, patrzę na najpopularniejsze posty w tym miesiącu na moim blogu i jest to 'Barbarzyńca w ogrodzie', który to audiobook czytałam sama dla siebie. W zeszłym miesiącu najpopularniejszy był też post o jakiejś książce nierecenznckiej, coś z klasyki.

      Usuń
    3. Ogólnie ja też bym nie załamywała rąk. Ale ważne według mnie jest, żeby myśleć o systemach, analizować je, aby rozpatrywać swoje działania w kontekście tego, czy robimy coś wartościowego, czy raczej robimy coś, ponieważ inni postępują w jakiś określony sposób. A dosyć rzadko pojawiają się rozmowy i myśli odnośnie tego właśnie tematu. Nawet gdyby częściej o tym mówiono, coś by się mogło ruszyć i zmienić... Bo może teraz nie ma prostego rozwiązania na problemy, które opisałaś, ale jeśli zrobi się z tego temat do dyskusji, nie wszystko pozostanie takie samo.

      Usuń
    4. No właśnie, tak jak mówisz, dopóki jest to temat tabu, wszystko jest niejasne, a to psuje atmosferę. Ktoś coś bąknął, toś wspomniał, a wszystko to tabu. Z tego, co zrozumiałam, to są blogerzy, którzy zajmują się promocją książek za pieniądze. I chwała im za to, bo to praca jak każda inna. Ale czy wydawnictwa płacą jednym, a nie płacą innym? I jak pytać? To jest troszkę niezdrowe, taka niewiedza.
      Ja uważam, co napisałam rozmówcom poniżej, że powinien powstać cennik jak u Skamandrytów. Albo ktoś się na to pisze, albo nie.
      A poza tym, Twoja konstatacja, że książka staje się produktem, jest smutna.... O tempora, o mores.

      Usuń
  3. To już pogrzeb recenzji.Jak zauważyłaś,zanikają blogi tematyczne,niszowe.Pojawiły się recenzje sponsorowane,wyć się chce!Grzesiek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co sądzisz o tych recenzjach sponsorowanych? Bo wiesz, ja mogę być nieobiektywna. Chciałabym poznać zdanie kogoś z zewnątrz.

      Usuń
  4. Masz racje... prawda jest taka,że blogosfera powoli umiera. Coraz więcej osób przenosi się na instagrama, gdzie najczęściej wrzuca tylko zdjęcie otrzymanej za darmo książki i ewentualnie jej opis od wydawnictwa. Szkoda, ze już nie liczy się recenzja. A na blogach? Wiele osob nie czyta recenzji, nawet jeśli są krótkie - liczy się tylko to aby sobie nabić wejścia ;/ Brakuje mi dyskusji w komentarzach o książkach :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co, tak się nad tym zastanawiałam, bo już latem blogerzy poruszali ten temat. Wcześniej zauważono spadki wejść na blogi i dochodzę do wniosku, że to nie jest dramat, tylko klarowanie się sytuacji, że może promocje książek przejdą na szybszy Instagram, a blogi postaną przy recenzjach? Tylko że jak jeden będzie dostawał pieniądze, a drugi nie, a wszystko dalej będzie tabu, to w końcu nikt nie zechce pisać za darmo.... Jak w tym dowcipie o radcy prawnym który wystawił rachunek za poradę po tym, gdy klient na ulicy minął go ze słowami 'Jak się masz".

      Usuń
    2. Mam wrażenie, że obecnie promocja książki polega na promowaniu jej okładki i tyle. Zauważyłam, że dużo osób nie czyta wpisów - nawet mini recenzji. Aby nabić sobie wejścia i jak najwięcej obserwatorów. Trochę sens tego wszystkeigo umiera. Chyba mało kto pisze z pasji - większość dla profitów. W kwestii zapłaty nie wypowiem się, bo nie wiem jak to jest w praktyce i czy bloggerzy rzeczywiście dostają pieniądze a jeśli tak to ile.

      Usuń
    3. Money, money....
      Zaczynam być tym zniesmaczona....
      Jeśli zacznę dostawać wynagrodzenie za niektóre recenzje, to automatycznie przestanę pisać za darmo, więc to przestanie być blog, a stanie się portalem promującym. Ale może by mi się złożyli na nowego laptopa? Bo mi się ten mój psuje i nawet dziś ledwie uruchomiłam klawisze. Bo bym nie napisała tych słów.....
      A może to taki znak z góry, żeby skończyć ten temat.

      Usuń
    4. Wiesz.... według mnie to temat rzeka. Można go ciągnąc i ciągnąć i po drodze zapędzić się w niezle bagno...

      Usuń
    5. Same wydawnictwa psują blogosferę, skoro jednym recenzentom za tę samą książkę płacą, a innym nie. To po prostu jest niesprawiedliwe. Jakiś rodzaj wyzysku?

      Usuń
  5. Dałaś swoim wpisem do myślenia. Poruszyłaś jeden z tematów, który siedzi w mej głowie od kilku, kilkunastu dni. Został poruszony na portalu Granice.pl przy okazji relacji ze Śląskich Targów Książki. To zarabianie na blogowaniu. Znam jedną blogerkę, która się tym fachowo zajmuje, podejrzewam o to inną. Rozmawiałam na ten temat z przyjaciółką blogerką i obie jesteśmy zaskoczone rozmachem tematu zarabiania. Niby czytam i piszę dla siebie, ale nie zaszkodziłoby, gdyby ktoś mi za pracę zapłacił, tym bardziej że ostatnio dostaję oferty z wydawnictw...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie fachowe recenzowanie to praca uczciwa, ale niełatwa, bo myślę, że klient oczekuje profesjonalizmu. Może nie sztucznych pochwał, ale przynajmniej, żeby z uwagą jego książkę przeczytać, żeby ją rozreklamować. A jak ktoś tak jak ja czyta od wzruszenia do oburzenia, czyli emocjonalnie? Piszą do mnie autorzy z prośbami, żeby zerknąć, ale za darmo to piszę im szczerze. Jak kiepskie, to im to 'walę prosto w oczy'. Nie zawsze jest to dobrze przyjmowane.
      Ja z wydawnictw nie dostaję ofert zapłaty... Zresztą, powoli przechodzi mi zachwyt nad każdą książką. Mam wrażenie, że połowa książek popularnych to przeciętniaki, że za dużo się tego mnoży.... O, jakby wydawnictwo dało cennik jak Skamandryci przed wojną w swojej kawiarni, to recenzent by wiedział, jak w sklepie z mięsem, co kupić, a czego nie. A tak to zgaduj zgadula. No i problem tego, czy ja recenzentka jeszcze jestem po stronie czytelników, czy już jestem promotorką książek?

      Usuń
  6. Izo, tym wpisem trafiłaś w punkt. Faktycznie wszystko się zmienia. Gdy zaczynałam pisać o książkach, to czytałam dla przyjemności. Z własnych półek, z bibliotek, od znajomych... Teraz współprac z wydawnictwami mam dostatek i czytam prawie tylko nowości. Staram się wybierać maksymalną ilość książek, które coś po sobie pozostawiają, ale sama wiesz, że nie tylko takie się czyta. Mnóstwo jest tych, których sama nigdy bym nie kupiła (ale i one się przydają na różne rozdania)- no ale, jak napisałaś, są za darmo, więc się nie marudzi. Najgorzej jest jednak coś konstruktywnego o takiej książce napisać...
    Martucha wspomniała o zarabianiu na blogowaniu. Też się nad tym zastanawiałam. Mimo iż powszechnie wiadomo, że niektórzy (mam nadzieję, że nie jestem w mniejszości) biorą pieniądze za recenzowanie, to nadal jest to temat tabu wśród blogerów. Podzielam zdanie Martuchy, że chętnie bym sobie dorobiła. Zdaję sobie sprawę, że w tym momencie pasja trochę kłóci się z kasą, ale takie jest życie. Pokażcie mi taką osobę, która (gdyby mogła) nie wzięła za swoja pasję pieniędzy. W końcu jest to jakaś forma pracy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W większości darmowych blogerów? Chyba tak... Nie wiem, mi nie płacą. Wiesz, czuję obecnie potrzebę zarabiania, bo mi potrzeba na życie, ale nie dostaję pieniędzy. Można by powiedzieć, ze czytanie to czytanie i to hobby, które jest przyjemnością, ale nie zawsze tak jest. Przypuszczam, że można wynająć promocję książki od autora, ale z kolei patrząc na te książki współczesne to nie wszystkie chciałabym czytać. To praca jak każda inna, ale trzeba się namęczyć, żeby to czytać. Nie jest to radość czytania. Kojarzę, że zdarza Ci się w recenzjach dla wydawnictw napisać, że to słaba książka, że piszesz prawdę. Ja też się tak staram, ale prawda jest taka, że poświęca nam to czas. A potem się okazuje, ze tylko nowości czytamy, że innych książek nie mamy kiedy czytać. Patrzę na ten swój stos do czytania z 25 książek, które pasowałoby przeczytać na już, i powoli zaczynam sobie odpuszczać. Przecież mam tyle fajnych tytułów, które ciągle odkładam, bo recenzenckie.
      Chciałabym, żeby wydawnictwa za recenzję zapłaciły, bo kto by nie chciał, ale z drugiej strony nie chciałabym się wynajmować do recenzji, bo to by był taśmociąg, a to jest sprzeczne z moimi subiektywnymi ocenami książek.

      Usuń
    2. Czytam całą dyskusję, która toczy się tu w komentarzach, i po paru myślach wydaje mi się, że najlepszym rozwiązaniem byłyby zapłaty od wydawnictwa określone w cenniku, a tam mogłyby być kwoty uzależnione wysokością od tego, jak bardzo autor jest poczytny i tak dalej. Czyli jeśli ktoś ma już znane nazwisko, sprzedaje bestsellery, to za recenzję płaconoby stosunkowo niewiele w porównaniu do innych - taką książkę i tak się przeczyta z przyjemnością. Natomiast za przeciętniaki mogłoby już być płacone więcej, ponieważ tu i warsztat jest już niepewny, i prawdopodobieństwo że autor autor nawaił wysokie. Bo wiadomo, że kiedy trzeba poświęcić czas na te książki, to mimo że szybko się przeczyta, często nie jest to najlepiej spędzony czas.
      Według mnie mniej więcej coś takiego byłoby logiczne, ale nie wiem, jakie są szanse, żeby wydawnictwa na to poszły. Byłoby to uczciwe z ich strony, ale kogo dzisiaj interesuje uczciwość nad zyskami?

      Usuń
    3. Może płaci się za promocję książek słabszych, przeciętnych? Nie wiem, ale zaczynam być tematem zniesmaczona. Pewnie i Ty też....

      Usuń

Dziękuję za komentarze.

Wiecie, że usunę komentarze rasistowskie i obraźliwe. Dziękuję za uwagi.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Jeśli życzycie sobie kupić książki na stronie Paka Książek przez ten link to jest to tu: