Poetycko i moje fotografie

Post z 17 marca 2015

 http://literackie-zamieszanie.blogspot.com/2015/03/do-moich-czytelnikow.html

Tuwim Julian - Brzózka kwietniowa




To nie liście i nie listki,
Nie listeczki jeszcze nawet -
To obłoczek przezroczysty,
Pozłociście zielonawy.

Jeśli jest gdzieś leśne niebo,
On z leśnego nieba spłynął,
Śród ogrodu zdziwionego
Tuż nad ziemią się zatrzymał.

Ale żeby mógł zzielenieć,
Z brzozą się prawdziwą zmierzyć,
Ściemnieć, smugę traw ocienić -
- Nie, nie mogę w to uwierzyć









 --------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Post 24.03.2015
 http://literackie-zamieszanie.blogspot.com/2015/03/zachod-sonca.html

Bolesław Leśmian 'Wieczorem'

 (fragment wiersza, strofa 3)

Przez szyby moich okien, zapatrzony w staw,
Blask spada i tli się wśród wilgotnych traw.
W dłoni mojej zerwany doumiera wrzos.
Jakże dziwne wymówić własne imię w głos
Wieczorem, późnym wieczorem!...





Poecie zachód słońca kojarzy się z samotnością i rozstaniem, co zawiera w następnej strofie. Ja widzę zachody słońca radośnie, malarsko i impresjonistycznie. Po prostu jako piękne zjawisko. Prozaicznie, widziałam nadchodzący przymrozek. Wróćmy jednak do Poety:

Cień mój, co we dnie kładł się na złocisty łan,
Nocą pragnie zapełnić pustkę moich ścian.
Do szyb, znikąd zwabione, lgną puszyste ćmy –
Staw posrebniał i widzi inaczej, niż my,
 Jak księżyc wschodzi nad borem...







...............................................................................................................................................................
 Post 1.04.2015 
http://literackie-zamieszanie.blogspot.com/2015/03/karol-wojtya-poezje.html
10 rocznica śmierci Jana Pawła II.
Pewnie byłam osobą dziwną, bo wtedy drażniły mnie te chorągiewki i świeczki, za to teraz drażni mnie że tak prędko się zapomina.
Ja i wtedy i teraz zagłębiam się w MYŚL Jana Pawła II, bo to wielka spuścizna.
Będę jeszcze o tym pisać, ale dzisiejszy post poświęcę wierszowi, który mi pomaga w ciężkich chwilach. Pochodzi on z 'Pieśni o Bogu Ukrytym', napisanej w roku 1944.
Powtórzę, w roku 1944, czyli gdy w Polsce szalała okupacja, 'rzut beretem' był Auschwitz, a Karol Wojtyła pozostał na świecie kompletnie sam. I w takiej chwili pisze wiersz:

* * * (Miłość mi wszystko wyjaśniła...) Karol Wojtyła


      Miłość mi wszystko wyjaśniła,
      Miłość wszystko rozwiązała -
      dlatego uwielbiam tę Miłość,
      gdziekolwiek by przebywała.A że się stałem równiną dla cichego otwartą przepływu,
      w którym nie ma nic z fali huczącej, nie opartej o tęczowe pnie,
      ale wiele jest z fali kojącej, która światło w głębinach odkrywa
      i tą światłością po liściach nie osrebrzonych tchnie.
      Więc w tej ciszy ukryty ja - liść,
      oswobodzony od wiatru,
      już się nie troskam o żaden z upadających dni,
      gdy wiem, że wszystkie upadną.
(fragment 5 części I "Wybrzeża pełne ciszy"
utworu "Pieśń o Bogu ukrytym")
Z tego wiersza uczę się optymizmu i ufności w to, że dobro zwyciężą, że nie warto przejmować się chwilami, które przeminą. 
Jakaż siła woli i wiary musiała tkwić w Karolu Wojtyle?!
.................................................................................................................................................................
Post z 15.04.2015:

http://literackie-zamieszanie.blogspot.com/2015/04/wiosna_15.html



Czesław Miłosz, Słońce

Barwy ze słońca są. A ono nie ma
Żadnej osobnej barwy, bo ma wszystkie.

I cała ziemia jest niby poemat,
A słońce nad nią przedstawia artystę.

Kto chce malować świat w barwnej postaci,
Niechaj nie patrzy nigdy prosto w słońce.
Bo pamięć rzeczy, które widział, straci,
Łzy tylko w oczach zostaną piekące.

Niechaj przyklęknie, twarz ku trawie schyli
I patrzy w promień od ziemi odbity.
Tam znajdzie wszystko, cośmy porzucili:
Gwiazdy i róże, i zmierzchy i świty.

Warszawa, 1943


 Widać, ze wiersz powstał w czasie wojny, więc słońce, ziemia i 'świat w barwnej postaci' to symbole świata pokoju, przeciwieństwa wojny.  Mnie ten wiersz kojarzy się pozytywnie. W antologii, w której go znalazłam, nie było daty powstania, więc nie wiedziałam, ze powstał w czasie wojny. Przypuszczałam, ze na emigracji, co zasugerowałam się czasem przeszłym i tym pokonaniem katastrofizmu. W przyrodzie, słońcu i ziemi tkwią siły witalne.

Teraz wiersz następny:

Jarosław Iwaszkiewicz 'Lato 1932':


XV

W powietrzu zapach czuć piosenki,
Świat cały w przejrzystości tkwi,
Jaskółki niby nut ósemki
Wołają swe hiszpańskie "i".
Obłoki boją się i cieszą,
I wszystkie kołem lecą w dal,
A słońce girlandami wiesza
Na drzewach wczesnej wiosny żal.
O zmroku z nieba spływa,
Powraca z wolna szklisty chłód,
Noc schodzi czarna i szczęśliwa
Na powzbierane lustra wód.
Chrząszcze jak wiersze w wietrze brzęczą
Gęstą basetlą wierzbnych scherc -
I wznosi się wonności tęcza
Nad wodę, wiosnę, noc i śmierć.
1933
Iwaszkiewicz w wiośnie widzi już upadek, noc i śmierć. 
Mnie aż taki pesymizm jest obcy. Wiosna to wiosna, to życie i nadzieja. 
W tych moich poszukiwaniach natknęłam się też na Leśmiana, któremu wiosna kojarzyła się z ustami dziewcząt.  Zboczyłabym z tematu.
Wolę iść w stronę skojarzeń transcendentnych:
Tak więc trafiłam na Emily Dickinson:

Part Two: Nature

LXXVI



APPARENTLY with no surprise
To any happy flower,
The frost beheads it at its play
In accidental power.
  
The blond assassin passes on,        5
The sun proceeds unmoved
To measure off another day
For an approving God.


Tłumaczenie Stanisława Barańczaka: 
1624
Nie przerywając najwyraźniej
Zabawy Ogrodowi -
W odruchu przypadkowej mocy -
Przymrozek ściął Kwiatom głowy -
Zbir jasnowłosy rusza dalej -
A Słońca niewzruszona droga
Odmierza jeszcze jeden dzień
Za aprobatą Boga.
I na koniec 'Tryptyk rzymski' i Jan Paweł II. Z części pierwszej 'Strumień. 1. Zdumienie":
'Jakże przedziwne jest Twoje milczenie
we wszystkim, czym zewsząd przemawia
stworzony świat...'
Wiosna! 
..........................................................................................................................................................................................................................
post z 6 maja 2015:
http://literackie-zamieszanie.blogspot.com/2015/05/weekend-majowy-podsumowanie-zdjecia-i.html



Tutaj mamy naszą polską wiosnę:
 Tulipany, jeszcze nie spodziewające się ścięcia:
 I kwitnąca pigwa. Mam nadzieję, ze w końcu wyda owoc:



Heinrich Heine, ŚNIŁEM JA MIŁOŚĆ

Mir träumte einst von wildem Liebesglühn...
Śniłem ja miłość jak pożar okrutną,
mirty – rezedy – piękną w lokach głowę.
I wargi słodkie śniłem – z gorzkim słowem,
i pieśni smutne pod melodię smutną.

Zbladły i znikły sny moje jak dymy;
znikła najdroższa moja mara senna.
Zostało tylko, co dusza płomienna
w te miękkie niegdyś przetopiła rymy.

Tyś mi została, sieroca ma pieśni!
Dziś i ty uleć w ślad za zgasłym śnieniem.
A gdy je spotkasz – pozdrów je mym tchnieniem:
Wiatr ślę cieniowi, co jak wiatr się prześnił.

                           przeł. Stanisław Łępicki
'''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''
 3.07.2015:
 http://literackie-zamieszanie.blogspot.com/2015/07/lato-wiersze-i-kwiatki-czyli-co-mi-w.html

Pigwa, którą to kwitnącą Wam pokazałam, ma malutkie owoce też pierwszy raz. Będę czekać do października:
 


 Poza tym mam pomidorki i kwiaty:
 



 

 
 
 
Szukałam wczoraj wierszy pasujących do tego posta i zachwyciły mnie te dwa poniżej:
Ryszard Krynicki,
Zapomniałem
Próbowałem nauczyć mojego psa cierpliwości.

Mój Boże, zapomniałem,

że dałeś nam różne życie.
Mój własny pies. Zdjęcie własne.
( z tomu 'Haiku")

Zbigniew Herbert 'O dwu nogach Pana Cogito'




Lewa noga normalna

rzekłbyś optymistyczna

trochę przykrótka

chłopięca

w uśmiechach mięśni

z dobrze modelowaną łydką



prawa

pożal się Boże –

chuda

z dwiema bliznami

jedną wzdłuż ścięgna Achillesa

drugą owalna

bladoróżową

sromotna pamiątka ucieczki



lewa

skłonna do podskoków

taneczna

zbyt kochająca życie

żeby się narażać

prawa

szlachetnie sztywna

drwiąca z niebezpieczeństwa



tak oto

na obu nogach
lewej którą przyrównać można do Sancho Pansa
i prawej
przypominającej  błędnego rycerza
idzie
Pan Cogito
Przez świat
 Zataczając się lekko


A te wiersze jakoś komponują się z moim nastrojem:   
Ks. Jan Twardowski     'Kiedy'

kiedy deszcz przyjdzie porozmawiać z ziemią żuki nie wyjdą pocieszyć na drogę
na strachy nocne
na niepogodę
tym co są dla siebie lecz się nie zobaczą
tym co przegrają więc tym bardziej znaczą

daj Boże szczęście


Ks. Jan Twardowski Krótka i długa

miłość krótka zaboli jak odcisk nie w porę
jak jęczmień co czerwienieje gdy na deszcz się zbiera
zresztą dajcie mi spokój
tłumaczy się sama
najgorsza miłość długa ale nie do końca


Do tej poetki zajrzałam po raz pierwszy:

Kazimiera Iłłakowiczówna 'Kwitnienie lip'

Poszum i pobrzęk, jaśnienie
przezroczystych gronek;
wieszanie się - niby oparu - pszczół,
opadanie - jak ciężkiej rosy - zapachu
i duszno pod kopułami lip jak
w natłoczonym rzeszą wiernych gmachu.
Posłuchaj: coś stuka i dźwięczy. Rozbitego
coś. To serce moje.. To dzwonek.



Kazimiera Iłłakowiczówna "Modlitwa za wichry"

Zmiłuj się, Boże, nad wichrami...
... W jarzębinach jesień.
... Niechaj skrzydeł nie połamią.
... Nocą szron na murawie.
Biegły lasem wichry ślepe,
krew im po policzkach ciekła.
Jeszcze jesień, jeszcze ciepło,
szron znika zaraz o świcie.
... Tarninami i po lesie
wichry się daremnie krwawią:
łomot, chrzęst, i gwizd, i wycie
cierniem, zboczem, konarami!...
... W jarzębinach - jesień...
Zmiłuj się, Boże, nad wichrami.



.....................................................................
Post z 29 sierpnia:
 http://literackie-zamieszanie.blogspot.com/2015/08/koszyk-z-papieru-jesien-i-pigwa-w.html


Koszyk z papieru, jesień i pigwa w natarciu... czyli post osobisty. Anna Achmatowa na deser.


 Poza tym jesień zbliża się wielkimi krokami. Pajęczyny to zwiastują. Oto zdjęcie wykonane wczoraj:


Pamiętacie, gdy opowiadałam Wam o tym, że od kilku lat oczekuję pigw?
http://literackie-zamieszanie.blogspot.com/2015/05/weekend-majowy-podsumowanie-zdjecia-i.html
http://literackie-zamieszanie.blogspot.com/2015/07/moje-lilie-kolejne-zdjecia.html
W lipcu wyglądało to tak:

Pigwy teraz wyglądają tak:

 



A na koniec wiersz Anny Achmatowej, do której wierszy przymierzałam się od jakiegoś czasu:
Lubię te rozmowy po świt prowadzone-
Na maleńkim stoliku szklanki wystudzone,
Nad czarną kawą cienkie, wonne smużki pary,
Kominek rozbuchany zimowym ciężkim żarem,
Wesoły ostry ton literackiego żartu
I to pierwsze spojrzenie, bezradne, nieodparte.


 
&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&



Niczym anioł, który zmącił wodę,
Moją twarz spojrzeniem ogarnąłeś,
Przywróciłeś siłę i swobodę,
Na pamiątkę cudu pierścień wziąłeś.
Mój rumieniec gorący, niezdrowy
Starł z policzków smutek bogobojny.
Zapamiętam do deski grobowej
Miesiąc śnieżyc, luty niespokojny.

............................................................................................
Post z 22.09.2015:
http://literackie-zamieszanie.blogspot.com/2015/09/jesien-uchwycona-aparatem-zapisana.html

Jesień - uchwycona aparatem, zapisana wierszem... Cóż, żegnaj, lecie.

'Sześć pór roku'

Jest w Polsce sześć pór roku
chyba więcej nie ma
przedwiośnie
wiosna
lato
dwie jesienie
jedna ze złotem ucieka
w drugiej kalosz przecieka
i zima


Poza tym znalazłam coś na youtube:

"Przyszła jesień" - Ela Celejewska

I to, piosenka, którą przypomnieli mi słuchacze radia:
 Krzysztof Klenczon - Jesień idzie przez park  

 I moje zdjęcia:

 Kwiaty jeszcze dają z siebie wszytko:





 Ale już widać suche liście, już kolory się zmieniają:











A lato pożegnano tak, na ludowo i z polską fantazją - dożynki





A już pod koniec sierpnia przyroda wiedziała, co się stanie:
 I na koniec mój piesio - bo lubię:

.........................................................................................................................................

Post z 14 października:
http://literackie-zamieszanie.blogspot.com/2015/10/czy-uchwycieam-obiektywem-tzw-ono.html

Czy uchwyciłam obiektywem tzw. łono natury? Kilka zdjęć jesieni. stadium drugie i poezje


'Sześć pór roku'

Jest w Polsce sześć pór roku
chyba więcej nie ma
przedwiośnie
wiosna
lato
dwie jesienie
jedna ze złotem ucieka
w drugiej kalosz przecieka
i zima



 

A to owoce jesieni: 
 
 



To zaś prezent dla mnie. Coś oryginalnego: 
A to zdjęcie  krwawego księżyca. Wyszło dziwnie:



 No i garść poezji. Wahałam się, czy szukać u Iwaszkiewicza? Ale on skupiał się na śmierci, a ja chcę żyć....

To poszłam do sąsiadów - sąsiadów Polski, bo moi sąsiedzi domowi raczej poetyccy nie są...
Na początek Anna Achmatowa z 1912 roku o życiu szczęśliwym. Nasuwa się uwaga, że wichry historii zburzyły jej i wielu innym Rosjanom to proste życie... Wiersz powstał 5 lat przed rewolucją: 

https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/8/87/Kuzma_Petrov-Vodkin._Portrait_of_Anna_Akhmatova._1922.jpgŻyć nauczyłam się prosto i mądrze...
Żyć nauczyłam się prosto i mądrze,
Patrzeć na niebo, modlić się do Boga
I długo, długo chodzić o wieczorze,
By niepotrzebna ustąpiła trwoga.
Kiedy w wąwozie łopuch drży na wietrze,
Dygoce jarzębina drobnym ciałem,
Układam wtedy swe wesołe wiersze
O życiu płonnym - płonnym i wspaniałym.
Do domu wracam. Liże moje dłonie
Puszysty kocur, sierść przymilnie zjeża.
W tartaku za jeziorem zorzą płonie
Ze świeżych belek ustawiona wieża.
Jedynie z rzadka rozdzierając ciszę,
Bocian na dachu wrzaśnie czy zapłacze.
I zdaje się, że nawet nie usłyszę
Jeżeli ty do drzwi mych zakołaczesz.
1912
tłum. Wiktor Woroszylski 
 I na koniec Heinrich Heine (1797–1856):


Z 'Pieśni' (1817-1821):
Gdy jestem u mej lubej boku...
Gdy jestem u mej lubej boku,
serce rozchyla się jak kwiat,
i w mądrość czuję się bogaty,
i pytam, co kosztuje świat.

Lecz kiedy z jej łabędzich ramion
odejść znów muszę rad nie rad,
to znika całe me bogactwo
i jestem biedny jak ten dziad.
Nie wiem kto tłumaczył.

................................................................................................................
Post z 2 listopada 2015:
http://literackie-zamieszanie.blogspot.com/2015/11/memento-mori-refleksyjnie-post-o.html

Memento Mori! Refleksyjnie. Post o przemijaniu i o pamięci o ofiarach totalitaryzmów. Lechoń, Kochanowski, ISSA (haiku), 'Ścieżki północy' i 'Most na rzece Kwai'

 TREN X


I Wiśniowiec. Stamtąd pochodzi moja rodzina ze strony mamy. Nigdy tam nie byłam na grobach, a chciałabym zobaczyć. Oto zdjęcie z 2005 roku (źródło: Internet)

http://kolekcjonerski.com.pl/Public/foto/products/org_819_1352112790.jpg
Wiśniowiec Ulica Apteka foto J.Bułhak
I stare (chyba): http://www.wolhynia.pl/cpg14x/albums/userpics/10001/thumb_Wi%C5%9Bniowiec%20SP004.jpg


  
No i haiku, które jest ważnym elementem powieści (Richard Flanagan 'Ścieżki północy'). Jest to takie zestawienie długiego rozdziału i krótkiego japońskiego haiku. W głowie utkwił mi szczególnie ten, streszczający rozdział o mękach obozowych autorstwa ISSY:
Świat rosy, a w każdej kropli
świat walki

I ten przy rozdziale o Japonii po wojnie:
 Na tym świecie 
chodzimy po dachu piekła
oglądając kwiaty
 

Przypomniało mi to straszne obrazy z ofiar rzezi wołyńskiej.
Oto dwa najmniej drastyczne fotografie, które znalazłam w internecie.
 Bo rozczłonkowanych siekierą ciał nie chciałam pokazywać.

Dlaczego tak rozpaczliwie dzisiaj wspominam Wołyń? Bo nie możemy pojechać i postawić znicza. Bo wszystkie groby ofiar totalitaryzmów dawnych i współczesnych 'wołają o pamięć' i nigdy więcej.
A literatura nam o tym przypomina. Jest jak dach piekła...... Albo i dach raju. Trzeba wybierać dobro.

Pozdrawiam i jutro powrócę radośniejsza.

Zakończę Janem Lechoniem:
PYTASZ CO W MOIM ŻYCIU
Z WSZYSTKICH RZECZĄ GŁÓWNĄ


Pytasz, co w moim życiu z wszystkich rzeczą główną,
Powiem ci: śmierć i miłość - obydwie zarówno.
Jednej oczu się czarnych, drugiej - modrych boję.
Te dwie są me miłości i dwie śmierci moje.

Przez niebo rozgwieżdżone, wpośród nocy czarnej,
To one pędzą wicher międzyplanetarny,
Ten wicher, co dął w ziemię, aż ludzkość wydała,
Na wieczny smutek duszy, wieczną rozkosz ciała.

Na żarnach dni się miele, dno życia się wierci,
By prawdy się najgłębszej dokopać istnienia -
I jedno wiemy tylko. I nic się nie zmienia.
Śmierć chroni od miłości, a miłość od śmierci.

................................................................................................................................
Post z 18 listopada 2015:
 http://literackie-zamieszanie.blogspot.com/2015/11/nabytki-ksiazkowe-listopad-i-moja.html


Leopold Staff 'DESZCZ JESIENNY'




O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny

I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,

Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...

Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną

I światła szarego blask sączy się senny...

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...



Wieczornych snów mary powiewne, dziewicze

Na próżno czekały na słońca oblicze...

W dal poszły przez chmurną pustynię piaszczystą,

W dal ciemną, bezkresną, w dal szarą i mglistą...

Odziane w łachmany szat czarnej żałoby

Szukają ustronia na ciche swe groby,

A smutek cień kładzie na licu ich miodem...

Powolnym i długim wśród dżdżu korowodem

W dal idą na smutek i życie tułacze,

A z oczu im lecą łzy... Rozpacz tak płacze...



To w szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny

I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,

Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...

Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną

I światła szarego blask sączy się senny...

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...



Ktoś dziś mnie opuścił w ten chmurny dzień słotny...

Kto? Nie wiem... Ktoś odszedł i jestem samotny...

Ktoś umarł... Kto? Próżno w pamięci swej grzebię...

Ktoś drogi... wszak byłem na jakimś pogrzebie...

Tak... Szczęście przyjść chciało, lecz mroków się zlękło.

Ktoś chciał mnie ukochać, lecz serce mu pękło,

Gdy poznał, że we mnie skrę roztlić chce próżno...

Zmarł nędzarz, nim ludzie go wsparli jałmużną...

Gdzieś pożar spopielił zagrodę wieśniaczą...

Spaliły się dzieci... Jak ludzie w krąg płaczą...



To w szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny

I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,

Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...

Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną

I światła szarego blask sączy się senny...

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...



Przez ogród mój szatan szedł smutny śmiertelnie

I zmienił go w straszną, okropną pustelnię...

Z ponurym, na piersi zwieszonym szedł czołem

I kwiaty kwitnące przysypał popiołem,

Trawniki zarzucił bryłami kamienia

I posiał szał trwogi i śmierć przerażenia...

Aż, strwożon swym dziełem, brzemieniem ołowiu

Położył się na tym kamiennym pustkowiu,

By w piersi łkające przytłumić rozpacze,

I smutków potwornych płomienne łzy płacze...



To w szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny

I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,

Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...

Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną

I światła szarego blask sączy się senny...

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...

..................................................................................................................
post z 12.12. 2015:
  http://literackie-zamieszanie.blogspot.com/2015/11/nabytki-ksiazkowe-listopad-i-moja.html 

Stosik grudniowy i o zimie - co nas ucieszyło? Zdjęcia zimy, nabytki książkowe i garść muzyki







Kwiatki w doniczkach też nie przejmują się moimi nastrojami i polityką. Po prostu kwitną:



Najbardziej spodobały mi się 3 piosenki :
Remedy (niestety znalazłam tylko cover)


 Oto tłumaczenie tej piosenki według tekstowo:
Pamiętam wszystko to, czym chciałam być
Tak zdesperowana do odnalezienia mojego świata, gdzie w końcu mogłabym odetchnąć.
Na własne oczy widziałam moje serce zaczynające żyć,
To nie jest proste, nie takie ma być
Każda historia niesie za sobą blizny.

Kiedy ból przecina cię na wskroś,
Kiedy noc nie nie pozwala ci spać
Po prostu popatrz, a wtedy ujrzysz,
Że będę twoim lekarstwem.
Kiedy świat wydaje się być tak podły,
I własne serce sprawia, że czujesz się, jak głupiec
Obiecuję, ujrzysz,
Że będę, będę twoim lekarstwem

Żadna rzeka nie jest zbyt szeroka lub głęboka, bym nie mogła do ciebie przypłynąć,
Przyjdź kiedy chcesz, ja będę schronieniem, które obroni cię przed deszczem
Twoja miłość jest moją prawdą,

I zawsze będę cię kochała,
kochała cię

Kiedy ból przecina cię na wskroś,
Kiedy noc nie nie pozwala ci spać
Po prostu popatrz, a wtedy ujrzysz,
Że będę twoim lekarstwem.
Kiedy świat wydaje się być tak podły,
I własne serce sprawia, że czujesz się, jak głupiec
Obiecuję, ujrzysz,
Że będę, będę twoim lekarstwem 


Następna  piosenka z płyty:


When we Were Young 
Wszyscy kochają to co robisz
Począwszy od tego jak mówisz
Skończywszy na tym jak chodzisz
Wszyscy tutaj patrzą na ciebie
Ponieważ czujesz się jak w domu
Jest tak jakby twoje marzenia się spełniły
Lecz jeśli przypadkowo jesteś tutaj sam
możesz poświęcić mi chwilkę
nim odejdę?
Ponieważ byłam sama całą noc
mając nadzieję, że jesteś kimś kogo znałam.

Wyglądasz jak film
Brzmisz jak piosenka
Mój Boże, to przypomina mi
o tym kiedy byliśmy młodzi

Pozwól mi sfotografować Ciebie w tym świetle
Ponieważ to jest ostatni raz
kiedy możemy być tacy jacy byliśmy
zanim zdaliśmy sobie sprawę
że byliśmy smutni bo starzeliśmy się
czyniło to nas niespokojnymi
to było jak film
to było jak piosenka

Byłam zbyt przerażona aby stawić czoła moim lękom
Ponieważ nikt mi nie powiedział że tutaj będziesz
I wmawiałam sobie że wyjechałeś zagranicę
To co mówiłeś mi gdy mnie opuściłeś

Nadal wyglądasz jak film
Nadal brzmisz jak piosenka
Mój Boże, to przypomina mi
o tym kiedy byliśmy młodzi

Pozwól sfotografować ciebie w tym świetle
ponieważ jest to ostatni raz
kiedy możemy być tacy jacy byliśmy
zanim zdaliśmy sobie sprawę
że byliśmy smutni bo starzeliśmy się
czyniło to nas niespokojnymi
to było jak film
to było jak piosenka

(Kiedy byliśmy młodzi ) /4x

Jest trudno znowu mnie wygrać
wszystko zabiera mnie z powrotem
do momentu kiedy tutaj byłeś
do momentu kiedy tutaj byłeś
i jakaś część mnie czeka
tyko w przypadku gdyby to nie odeszło
zgaduję, iż nadal mi zależy
czy tobie nadal zależy?

To było jak film
to było jak piosenka
Mój Boże, to mi przypomina
o tym kiedy byliśmy młodzi

(Kiedy byliśmy młodzi) /x4


Pozwól sfotografować ciebie w tym świetle
ponieważ jest to ostatni raz
kiedy możemy być tacy jacy byliśmy
zanim zdaliśmy sobie sprawę
że byliśmy smutni bo starzeliśmy się
czyniło to nas niespokojnymi
jestem taka wściekła, że się starzeję
to czyni mnie niespokojną
to było jak film
to było jak piosenka
kiedy byliśmy młodzi


i ta, chyba najpiękniejsza. Troszkę oszczędna w środkach wyrazu, ale nie dająca się zapomnieć. O dzieciństwie, które minęło:

Million Years ago

Znalazłam tłumaczenie tej piosenki na tekstowo:
Chciałam tylko dobrze się bawić,
Nauczyć się latać, nauczyć się biec.
Pozwoliłam memu sercu wybrać własną drogę,
Kiedy byłam młoda.
Gdzieś w środku musiałam zawsze wiedzieć,
że to nieuniknione, żeby coś osiągnąć, muszę za to zapłacić.
I utrzymać moją duszę

Wiem, że nie jestem jedyną,
która żałuje tego, co się stało.
Czasem czuję, że to tylko ja nigdy nie stałam się tym,
kim myślałam, że będę.
Chciałabym móc żyć trochę dłużej,
Patrzeć w niebo, nie tylko w podłogę.
Czuję, jak życie przebiega mi przed oczami
I wszystko, co mogę zrobić to oglądać to i płakać.
Tęsknię za powietrzem,
Tęsknię za przyjaciółmi
Tęsknię za matką.
Tęsknię za tym, kiedy życia było tylko zabawą.
Ale to było milion lat temu

Kiedy przechadzam się tymi ulicami,
Gdzie dorastałam, nabywałam doświadczeń,
Oni nie mogą spojrzeć mi w oczy,
To tak, jakby się mnie bali.
Myślę nad rzeczami, które mogłabym powiedzieć,
Nad żartem lub wspomnieniem,
Ale oni mnie już nie rozpoznają,
w świetle dnia

Wiem, że nie jestem jedyną,
która żałuje tego, co się stało.
Czasem czuję, że to tylko ja nigdy nie stałam się tym,
kim myślałam, że będę.
Chciałabym móc żyć trochę dłużej,
Patrzeć w niebo, nie tylko w podłogę.
Czuję, jak życie przebiega mi przed oczami
I wszystko, co mogę zrobić to oglądać to i płakać.
Tęsknię za powietrzem,
Tęsknię za przyjaciółmi
Tęsknię za matką.
Tęsknię za tym, kiedy życia było tylko zabawą.
Ale to było milion lat temu


Polecam całą płytę. Warto.
................................................................................................................................
post z 7 stycznia 2016:
http://literackie-zamieszanie.blogspot.com/2016/01/poetycko-fotograficznie-i-post-osobisty.html

Poetycko, fotograficznie i post osobisty

Tutaj uwaga, ale drastyczne zdjęcie zasp z mojego podwórka sprzed dwóch lat. Te ślady to kota:


Widać datę, już prawie wiosna była. 
A poniżej zdjęcia zimy dzisiejszej. Nie jest zbyt piękne, bo wczoraj nie chciało mi się marznąć. 

Ja w tej porze roku nie widzę romantyzmu.  Więc i wierszy szukałam stosownych do moich uczuć wobec zimy. Po pierwsze Heine. Pisze o miłości, więc ostatnio go lubię:
An dem Stillen Meeresstrande...
 
Na samotne morza brzegi
noc już nadciągnęła z dali,
księżyc cicho z chmur wychynął,
a coś szepce pośród fali:
„Ten tam człowiek, czy to wariat,
czy też tylko zakochany?
Bo raz smutny jest, raz wesół,
wesół, to znów łzami zlany ?”
Na to jasny księżyc rzecze
i od śmiechu się kołysze:
„Zakochany jest i wariat,
przy tym jeszcze – wiersze pisze!”

Żeby nie było zbyt radośnie, to w końcu sięgnęłam do księdza Jana Twardowskiego, który wydał mi się akuratny do tej pory roku, trochę gorzki, trochę słodki, widzący ludzi takimi jacy są i  sprawami, jakie są. Nie wiem czy wiersze pasują do okoliczności zimowych, ale są zgodne z tym jak teraz widzę świat:

Przeciw sobie


Pomódl się o to czego nie chcesz wcale
czego się boisz jak wiewiórka deszczu
przed czym uciekasz jak gęś coraz dalej
przed czym drżysz jak w jesionce bez podpinki zimą
przed czym się bronisz obiema szczękami

zacznij się wreszcie modlić przeciw sobie
o to największe co przychodzi samo

Siedmiowiersz 




Jak piękna jest brzydka pogoda

zabawny spóźniony generał

surowy wesoły śnieg

słońce rano podłużne w południe okrągłe

jak chuda goła pensja

jak dalekie bliskie serce

jak krótkie życie
 
 

Spójrz



Nie powieś się
spójrz w okno
znowu ten biały śnieg z czarnego nieba
znowu uśmiech jak osioł z pretensją do osła
cenzor który sam wpadł pod nożyczki
święta Maria Goretti jak powietrze czyste
i szept co pozostał z całego Kościoła
-Chryste-
 
I na koniec wiersz o wczorajszym święcie, 
też autorstwa księdza Twardowskiego. 
Wiem, że post ten z chęcią przeczyta Barbara, moja koleżanka, 
która wiersze Księdza uwielbia, więc  Ją pozdrawiam. 
 
 

Wiersz dla dzieci o mędrcach

przybyli mędrcy
plackiem padli
złożyli dary
odjechali
wół miał pretensje:
powinni zaraz wziąć Jezusa
ukryć
ratować Go przed wrogiem
przed panem diabłem i Herodem

Kasprze Melchiorze Baltazarze
wół dyskutował tupał szurał

puknij się w głowę rzekł osiołek
bo przecież Matka Boska czuwa



...............................................................................................................
 Post z 16 stycznia 2016:
 http://literackie-zamieszanie.blogspot.com/2016/01/stosik-styczniowy-i-zima.html

Stosik styczniowy.... i zima!


A jeśli chodzi o zimę, to nie odpuszcza. Wczoraj przykryła lód. 
Oto jak na śnieg reaguje mój kot Myszka: 

A oto inne zdjęcia. Wykonałam je w ubiegłą niedzielę: 





I na koniec wiersz. Długo szukałam. 

Czesław Miłosz

Dar

Dzień taki szczęśliwy.
Mgła opadła wcześnie, pracowałem w ogrodzie.
Kolibry przystawały nad kwiatem kaprifolium.
Nie było na ziemi rzeczy, którą chciałbym mieć.
Nie znałem nikogo, komu warto byłoby zazdrościć.
Co przydarzyło się złego, zapomniałem.
Nie wstydziłem się myśleć, że byłem kim jestem.
Nie czułem w ciele żadnego bólu.
Prostując się, widziałem niebieskie morze i żagle.
Berkeley, 1971
 ....................................................................................................................
post z 30 stycznia 2016:
http://literackie-zamieszanie.blogspot.com/2016/01/sosiil-zima-wiersz-i-zaproszenie-do.html

Stosik, zima, wiersz i zaproszenie do Gdyni


 W przyrodzie wiosna. Nie lubię zimy, więc się cieszę. A jeszcze tydzień temu był taki widok:

To był kulig zorganizowany dla dzieci ze szkoły. O konie na wsi trudno, ale znalazły się. 

Ale wrócę do wiersza.
Oto on i z nim Was zostawiam:
Różewicz Tadeusz

Przepaść

Babcia w czarnych sukniach
w drucianych okularach
z laseczką
stawia stopę
nad przepaścią krawężnika cofa
rozgląda się bojaźliwie
choć nie widać śladu samochodu
Podbiega do niej chłopczyk
bierze za rękę
i przeprowadza
przez otchłań ulicy
na drugi brzeg
Rozstępują się
straszliwe ciemności
nagromadzone nad światem
przez złych ludzi
kiedy w sercu
małego chłopca
świeci iskierka
miłości 

.................................................................................................................
Post z 22 lutego 2016:

http://literackie-zamieszanie.blogspot.com/2016/02/stosik-lutowy-bazant-na-przednowku-i.html

Stosik lutowy, bażant na przednówku i wiersz Karola Wojtyły o historii



Oto wiersz, wybrałam początek cyklu 'Wigilia Wielkanocna 1966':

I. INWOKACJA

1. ROZPOCZYNA SIĘ ROZMOWA Z SOBĄ

Czy to znaczy, że trafiam w treść, co do której umówili się ludzie,
by ją nazwać ważną i wielką - i głosić sobie nawzajem?
Czy to znaczy, że jestem zgodny w rachubie lat z kronikarzem Thietmarem z Merseburga
- że widzę przeszłość podobnie jak mistrz Wincenty,
że chcę być w harmonii z tym, co minęło?
(a może przedkładam widzenie dróg przeszłości wyczytane z kronik
ponad widzenie w mroku wykopalisk Wiślicy?)

To znaczy, że trafiam na korzenie własnego drzewa,
że zagłębiam się w jego tajemny wzrost,
który i mnie się udzielił i ze mnie ma swe ciało.

Czuje, ze jestem w nim i ono we mnie.

Drzewo jest ciałem fizycznym.
Historia ludzi takich jak ja szuka swojego Ciała.

...........................................................................................................................
Post z 5 marca 2016 r.:
 http://literackie-zamieszanie.blogspot.com/2016/03/garsc-poezji-zbigniew-herbert-i-wisawa.html

Garść poezji - Zbigniew Herbert i Wisława Szymborska na weekend znalezione przeze mnie



Polskie bociany, pogranicze, ciekawe co się z nimi dzieje. Tyle lat? Może mają wnuki?
Zostawiam Was z poezją:

  Zbigniew Herbert


Potwór Pana Cogito


1

Szczęśliwy święty Jerzy
z rycerskiego siodła
mógł dokładnie ocenić
siłę i ruchy smoka

pierwsza zasada strategii
trafna ocena wroga

Pan Cogito
jest w gorszym położeniu

siedzi w niskim
siodle doliny
zasnutej gęstą mgłą

przez mgłę nie sposób dostrzec
oczu pałających
łakomych pazurów
paszczy

przez mgłę
widać tylko
migotanie nicości

potwór Pana Cogito
pozbawiony jest wymiarów

trudno go opisać
wymyka się definicjom

jest jak ogromna depresja
rozciągnięta nad krajem

nie da się przebić
piórem
argumentem
włócznią

gdyby nie duszny ciężar
i śmierć którą zsyła
można by sądzić
że jest majakiem
chorobą wyobraźni

ale on jest
jest na pewno

jak czad wypełnia szczelnie
domy świątynie bazary

zatruwa studnie
niszczy budowle umysłu
pokrywa pleśnią chleb

dowodem istnienia potwora
są jego ofiary

jest dowód nie wprost
ale wystarczający

2

rozsądni mówią
że można współżyć
z potworem

należy tylko unikać
gwałtownych ruchów
gwałtownej mowy

w przypadku zagrożenia
przyjąć formę
kamienia albo liścia

słuchać mądrej Natury
która zaleca mimetyzm

oddychać płytko
udawać że nas nie ma

Pan Cogito jednak
nie lubi życia na niby

chciałby walczyć
z potworem
na ubitej ziemi

wychodzi tedy o świcie
na senne przedmieście
przezornie zaopatrzony
w długi ostry przedmiot

nawołuje potwora
po pustych ulicach

obraża potwora
prowokuje potwora

jak zuchwały harcownik
armii której nie ma

woła -
wyjdź podły tchórzu

przez mgłę
widać tylko
ogromny pysk nicości

Pan Cogito chce stanąć
do nierównej walki

powinno to nastąpić
możliwie szybko

zanim nadejdzie
powalenie bezwładem
zwyczajna śmierć bez glorii
uduszenie bezkształtem 



Zbigniew  Herbert


Pan Cogito czyta gazetę


Na pierwszej stronie
meldunek o zabiciu 120 żołnierzy

wojna trwała długo
można się przyzwyczaić

tuż obok doniesienie
o sensacyjnej zbrodni
z portretem mordercy

oko Pana Cogito
przesuwa się obojętnie
po żołnierskiej hekatombie
aby zagłębić się z lubością
w opis codziennej makabry

trzydziestoletni robotnik rolny
pod wpływem nerwowej depresji
zabił swą żonę
i dwoje małych dzieci

podano dokładnie
przebieg morderstwa
położenie ciał
i inne szczegóły

120 poległych
daremnie szukać na mapie
zbyt wielka odległość
pokrywa ich jak dżungla

nie przemawiają do wyobraźni jest ich za dużo
cyfra zero na końcu
przemienia ich w abstrakcję
temat do rozmyślania:
arytmetyka współczucia 

Wisława Szymborska


Pochwala złego o sobie mniemania



Myszołów nie ma sobie nic do zarzucenia. Skrupuły obce są czarnej panterze.

Nie wątpią o słuszności czynów swych piranie. Grzechotnik aprobuje siebie bez zastrzeżeń.

Samokrytyczny szakal nie istnieje. Szarańcza, aligator, trychina i giez żyją jak żyją i rade są z tego.

Sto kilogramów wazy serce orki,

ale pod innym względem lekkie jest.

Nic bardziej zwierzęcego

niż czyste sumienie

na trzeciej planecie Słońca. 

  Wisława Szymborska


Nienawiść


Spójrzcie, jak wciąż sprawna,
Jak dobrze się trzyma
w naszym stuleciu nienawiść.
Jak lekko bierze wysokie przeszkody.
Jakie to łatwe dla niej - skoczyć, dopaść.

Nie jest jak inne uczucia.
Starsza i młodsza od nich równocześnie.
Sama rodzi przyczyny, które ją budzą do życia.
Jeśli zasypia, to nigdy snem wiecznym.

Religia nie religia -
byle przyklęknąć na starcie.
Ojczyzna nie ojczyzna -
byle się zerwać do biegu.
Niezła i sprawiedliwość na początek.
Potem już pędzi sama.
Nienawiść. Nienawiść.
Twarz jej wykrzywia grymas
ekstazy miłosnej.

Ach, te inne uczucia -
cherlawe i ślamazarne.
Od kiedy to braterstwo
może liczyć na tłumy?
Współczucie czy kiedykolwiek
pierwsze dobiło do mety?
Porywa tylko ona, która swoje wie.

Zdolna, pojętna, bardzo pracowita.
Czy trzeba mówić ile ułożyła pieśni.
Ile stronic historii ponumerowała.
Ila dywanów z ludzi porozpościerała
na ilu placach, stadionach.

Nie okłamujmy się:
potrafi tworzyć piętno.
Wspaniałe są jej łuny czarna nocą
Świetne kłęby wybuchów o różanym świcie.
Trudno odmówić patosu ruinom
i rubasznego humoru
krzepko sterczącej nad nimi kolumnie.

Jest mistrzynią kontrastu
między łoskotem a ciszą,
między czerwoną krwią a białym śniegiem.
A nade wszystko nigdy jej nie nudzi
motyw schludnego oprawcy
nad splugawioną ofiarą.

Do nowych zadań w każdej chwili gotowa.
Jeżeli musi poczekać, poczeka.
Mówią że ślepa. Ślepa?
Ma bystre oczy snajpera
i śmiało patrzy w przyszłość
- ona jedna. 
..................................................................................................................
Post z 18 marca 2016 roku:

Post osobisto-poetycki. Jasnorzewska i Norwid oraz wiosno-zima w moim sadzie. 

 http://literackie-zamieszanie.blogspot.com/2016/03/post-osobisto-poetycki-jasnorzewska-i.html


Maria Pawlikowska-Jasnorzewska
Listopad i listonosz

Jest listopad czarny, trochę złoty,
mokre lustro trzyma w ręku ziemia.
W oknie domu płacze żal tęsknoty:
Nie ma listów! Listonosza nie ma!

Już nie przyjdzie ni we dnie, nie w nocy,
złote płatki zawiały mu oczy,
wiatr mu torbę otworzył przemocą,
list za listem po drodze się toczy!

Listonosza zasypały liście,
serc i trąbek złocista ulewa!
ach i przepadł w zamęcie i świście
list, liść biały z kochanego drzewa!... 


Cyprian Kamil Norwid
MIŁOŚĆ

FRASZKA.


Gdy szukasz nieprzyjaciół twoich nieprzyjaciół,
To szukasz tylko ostrza, żebyś w ranę zaciął,
I nie jesteś z Miłości ogólnego Ducha,
Lecz z ducha partji, który, co pochlebne, słucha.
Szukaj swoich przyjaciół, dla innych miej męstwo!
Miłość nie bitwą żyje, życiem jej zwycięstwo.
Ale zostawię Was z moją twórczością fotograficzną. We wtorek, zdaje się, ucieszyłam się wiosną. Wykonałam te oto zdjęcia:


A następnego dnia, zmiana. Może to i dobrze - pomyślałam sobie - że przyroda się zmienia. Bo i człowiek jest częścią przyrody, więc się zmienia. Zmieniamy się ze złego na dobre, a z dobrego na złe. Więc i złe przemija..... 

Pozdrawiam!
............................................................
post 2 kwietnia 2016 roku:
http://literackie-zamieszanie.blogspot.com/2016/03/wisawa-szymborska-wiersze-krotki.html

Wisława Szymborska 'Wiersze' - krótki przegląd

Znalezione obrazy dla zapytania Wisława SzymborskaPrawdę mówiąc, dopiero teraz poezja pani Szymborskiej naprawdę do mnie dotarła. Czytałam sobie te wiersze, żeby znaleźć ciekawe i z duszy mej płynące wiersze na bloga, ale znalazłam coś więcej. Znalazłam mądrość wobec dylematów, jakie ciążą na świadomości człowieka myślącego. Pojawia się podmiot liryczny, człowiek, kobieta, która chce zachować wartości podstawowe. Zło nazywać złem, dobro dobrem, nienawiść odrzeć z ideologii i pośród burz i zawirowań dziejącej się historii zachować siebie, miłość, taką mała prywatną i zachować poezję oraz radość tworzenia. 
 Znalezione obrazy dla zapytania Wisława SzymborskaZnalezione obrazy dla zapytania Wisława Szymborska Znalezione obrazy dla zapytania Wisława Szymborska
 Znalezione obrazy dla zapytania Wisława SzymborskaZnalezione obrazy dla zapytania Wisława Szymborska
Jestem wdzięczna noblistce za te wiersze, które pomagają żyć, które pomagają nie spsieć do reszty.



Dziwi Was forma zdjęć? Tak, zapisałam je sobie na czytnik. Bo i nowocześnie można czytać poezję.
Pozdrawiam
.........................................................................................
Post z 13 marca:
 http://literackie-zamieszanie.blogspot.com/2016/04/stosik-kwietniowy-wiersz-szymborskiej.html


Kwiatki w ogrodzie też jakieś są, ale światło nie pasuje. Nie będą to ładne zdjęcia. Więc podzielę się tymi z 2013 roku:

 Wiosennie dedykuję Wam piosenkę 'Wiesna' Anny German, która po rosyjsku jest lepsza i weselsza niż w tych polskich piosenkach:
Wiersz to Wisława Szymborska, która od kilku miesięcy przywraca mi zaburzoną wiarę w ludzki rozum i rozsądek:
Koniec i początek Wisława Szymborska


      Po każdej wojnie
      ktoś musi posprzątać.
      Jaki taki porządek
      sam się przecież nie zrobi.
      Ktoś musi zepchnąć gruzy
      na pobocza dróg,
      żeby mogły przejechać
      wozy pełne trupów.

      Ktoś musi grzęznąć
      w szlamie i popiele,
      sprężynach kanap,
      drzazgach szkła
      i krwawych szmatach.

      Ktoś musi przywlec belkę
      do podparcia ściany,
      ktoś oszklić okno
      i osadzić drzwi na zawiasach.

      Fotogeniczne to nie jest
      i wymaga lat.
      Wszystkie kamery wyjechały już
      na inną wojnę.

      Mosty trzeba z powrotem
      i dworce na nowo.
      W strzępach będą rękawy
      od zakasywania.

      Ktoś z miotłą w rękach
      wspomina jeszcze jak było.
      Ktoś słucha
      przytakując nie urwaną głową
      Ale już w ich pobliżu
      zaczną kręcić się tacy,
      których to będzie nudzić.

      Ktoś czasem jeszcze
      Wykopie spod krzaka
      przeżarte rdzą argumenty
      i poprzenosi je na stos odpadków.

      Ci, co wiedzieli
      o co tutaj szło,
      muszą ustąpić miejsca tym,
      co wiedzą mało.
      I mniej niż mało.
      I wreszcie tyle co nic.

      W trawie, która porosła
      przyczyny i skutki,
      musi ktoś sobie leżeć
      z kłosem w zębach
      i gapić się na chmury.


      ........................................................................................................
      Wisława Szymborska

      Utopia


      Wyspa na której wszystko się wyjaśnia.
      Tu można stanąć na gruncie dowodów.
      Nie ma dróg innych oprócz drogi dojścia.
      Krzaki aż uginają się od odpowiedzi.

      Rośnie tu drzewo Słusznego Domysłu
      o rozwikłanych wiecznie gałęziach.

      Olśniewająco proste drzewo Zrozumienia
      przy źródle, co się zwie Ach Więc To Tak.

      Im dalej w las, tym szerzej się otwiera
      Dolina Oczywistości.

      Jeśli jakieś zwątpienie, to wiatr je rozwiewa.

      Echo bez wywołania głos zabiera
      i wyjaśnia ochoczo tajemnice światów.

      W prawo jaskinia, w której leży sens.

      W lewo jezioro Głębokiego Przekonania.
      Z dna odrywa się prawda i lekko na wierzch wypływa.

      Góruje nad doliną Pewność Niewzruszona.
      Ze szczytu jej roztacza się Istota Rzeczy.

      Mimo powabów wyspa jest bezludna,
      a widoczne po brzegach drobne ślady stóp
      bez wyjątku zwrócone są w kierunku morza.
      Jak gdyby tylko odchodzono stąd
      i bezpowrotnie zanurzano się w topieli.

      W życiu nie do pojęcia.  

      ........................................................................................

       

Miłość szczęśliwa. Czy to jest normalne, 
czy to poważne, czy to pożyteczne - 
co świat ma z dwojga ludzi, 
którzy nie widzą świata? 

Wywyższeni ku sobie bez żadnej zasługi, 
pierwsi lepsi z miliona, ale przekonani, 
że tak stać się musiało - w nagrodę za co? za nic; 
światło pada znikąd - 
dlaczego właśnie na tych, a nie innych? 
Czy to obraża sprawiedliwość? tak. 
Czy narusza troskliwie piętrzone zasady. 
strąca ze szczytu morał? Narusza i strąca. 

Spójrzcie na tych szczęśliwych: 
gdyby się chociaż maskowali trochę, 
udawali zgnębienie krzepiąc nim przyjaciół! 
Słuchajcie, jak się śmieją - obraźliwie. 
Jakim jeżykiem mówią - zrozumiałym na pozór. 
A te ich ceremonie, ceregiele, 
wymyślne obowiązki względem siebie - 
wygląda to na zmowę za plecami ludzkości! 

Trudno nawet przewidzieć, do czego by doszło, 
gdyby ich przykład dał się naśladować. 
Na co liczyć, by mogły religie, poezje, 
o czym by pamiętali, czego zaniechano, 
kto by chciał zostać w kręgu. 

Miłość szczęśliwa. Czy to jest konieczne? 
Takt i rozsądek każą milczeć o niej 
jak o skandalu z wysokich sfer Życia. 
Wspaniałe dziatki rodzą się bez jej pomocy. 
Przenigdy nie zdołałyby zaludnić ziemi, 
zdarza się przecież rzadko. 

Niech ludzie nie znający miłości szczęśliwej 
twierdzą, że nigdzie nie ma miłości szczęśliwej. 

Z tą wiarą lżej im będzie i żyć, i umierać.
..............................................................................................................
 

Może to wszystko


Wisława Szymborska

Może to wszystko
dzieje się w laboratorium?
Pod jedną lampą w dzień
i miliardami w nocy?

Może jesteśmy pokolenia próbne?
Przesypywani z naczynia w naczynie,
potrząsani w retortach,
obserwowani czymś więcej niż okiem,
każdy z osobna
brany na koniec w szczypczyki?

Może inaczej:
żadnych interwencji?
Zmiany zachodzą same
zgodnie z planem?
Igła wykresu rysuje pomału
przewidziane zygzaki?

Może jak dotąd nic w nas ciekawego?
Monitory kontrolne włączane są rzadko?
Tylko gdy wojna i to raczej duża,
niektóre wzloty ponad grudkę Ziemi,
czy pokaźne wędrówki z punktu A do B?

Może przeciwnie:
gustują tam wyłącznie w epizodach?
Oto mała dziewczynka na wielkim ekranie
przyszywa sobie guzik do rękawa.

Czujniki pogwizdują,
personel się zbiega.
Ach cóż to za istotka
z bijącym w środku serduszkiem!
Jaka wdzięczna powaga
w przewlekaniu nitki!
Ktoś woła w uniesieniu:
Zawiadomić Szefa,
niech przyjdzie i sam popatrzy! 

..............................................................................................
Post z 14 maja 2016 r.:
 http://literackie-zamieszanie.blogspot.com/2016/05/post-zdjeciowo-poetycki.html

Dzień dobry Kochani,

Dziś post wiosenny i słoneczny, gdyż coraz cieplej się zrobiło. Trawa rośnie jak szalona, co rusz kolejna roślinka wysuwa kwietną główkę. No i pora świąt i uroczystości, jak dla mnie najfajniejszych w ciągu roku, bo ja lubię słoneczne święta. 
 Wykonałam kilka zdjęć wczoraj:





Kazimiera Iłłakowiczówna ‘Słoneczny puch’

Błogosławię słońcu, błogosławię!
Puchem jestem pędzonym po trawie;
jeszcze dalej ulecę, zawisnę,
lżej i wyżej to zgasnę, to błysnę...
To mnie pszczoła do kwiatu lecąca
z mojej drogi niemylnej odtrąca,
to mnie ptak szorstkim skrzydłem pogania;
w jakąś chwilę pogodnego trwania
podmuch straszny goni w dół - gdzie spocznę.
Niebo wkoło dla mnie bezobłoczne,
wszędzie niebo dokoła błękitnie
drży od słońca, jak drżą fale żytnie,
niesie, pieści, dźwiga... I bezpieczny
w letnim świetle leci puch słoneczny.
I taki uroczy wierszyk – też na temat okoliczności pławienia się w trawie:

Jan Brzechwa ‘BRUDAS’

Józio oświadczył: "Woda mi zbrzydła,
Dość już mam szczotki, wstręt mam do mydła!"
I odtąd przybrał wygląd straszydła.
Płakała matka i ojciec gryzł się:
"Ten Józio wszystkie soki z nas wyssie,
Od dwóch tygodni już się nie myje,
Czarne ma ręce, nogi i szyję,
Twarz ma od ucha brudną do ucha,
Czy kto takiego widział smolucha?
Poradźcie, ludzie, pomóżcie, ludzie,
Przecież nie można żyć w takim brudzie!"
Józio na prośby wszelkie był głuchy,
Lepił się z brudu jak lep na muchy,
Czego się dotknął, tam była plama,
Wołał: "Niech mama myje się sama,
Tato niech kąpie się nieustannie,
Stryjek i wujek niech siedzą w wannie,
Niech się szorują, a ja tymczasem
Będę brudasem! Chcę być brudasem!"
Przezwał go stryjek: "Józio-niemyjek",
Wujek doń mówił: "niemyty ryjek",
Błagała ciotka: "Józiu mój złoty,
Myj się!" Lecz Józio nie miał ochoty.
Wyniósł się w końcu z domu na Czystem
I zawiadomił rodziców listem,
Że myć się nie ma zamiaru, trudno!
I poszedł mieszać - dokąd? - na Bródno.
............................................................................................................
Post z 28 czerwca 2016 roku:
 http://literackie-zamieszanie.blogspot.com/2016/06/lato-na-klombie-maj-w-sercu-i-tuwim.html

Lato na klombie, maj w sercu i Tuwim

Dzień dobry,
U mnie lato, wszystko kwitnie. To co na wokół oddaje to co w środku ;)





Taki wiersz wybrałam Juliana Tuwima, bo on pięknie pisał o kwiatkach, listkach i miłości:

Zmęczony burz szaleństwem, jak statek pijany,
Już niczego nie pragnę, jeno wielkiej ciszy
I kogoś, kto zrozumie mój żal nienazwany,
Kogoś, kto mą bezsłowną tęsknotę usłyszy;

Kogoś, kto jasną duszą życie mi przepoi,
Iżbym w spokoju bożym wypoczął po męce,
Kogoś, kto rozszalałe serce uspokoi,
Kładąc na moje oczy miłosierne ręce.

Idę po szczęście swoje. Po ciszę. Do kogo?
Którędy? Ach, jak ślepiec! Zwyczajnie - przed siebie.
I wiem, że zawsze trafię, którą pójdę drogą,
Bo wszystkie moje drogi prowadzą do Ciebie.
........................................................................................................................................................
 Post z 30 czerwca 2016 r.:
 
 http://literackie-zamieszanie.blogspot.com/2016/06/przedslubnie-i-poetycko-karol-wojtya.html

Przedślubnie i poetycko. Karol Wojtyła



Taki wiersz Karola Wojtyły, który mnie przy sobie zatrzymał:

 ............................................................................................................................................................
 
Post z 30 lipca 2016 r.:http://literackie-zamieszanie.blogspot.com/2016/07/stosik-lipcowy-czesc-druga.html
 
A tak poza tym mamy kwitnące lato. Nasuwa mi się cytat z Biblii:
A o odzienie czemu się zbytnio troszczycie? Przypatrzcie się liliom na polu, jak rosną: nie pracują ani przędą. 29 A powiadam wam: nawet Salomon w całym swoim przepychu nie był tak ubrany jak jedna z nich. 30 Jeśli więc ziele na polu, które dziś jest, a jutro do pieca będzie wrzucone, Bóg tak przyodziewa, to czyż nie tym bardziej was, małej wiary? 
Wiersza dziś nie będzie.  Pozdrawiam







.........................................................................................................................................................
 Post z 11 sierpnia 2016 r.:
http://literackie-zamieszanie.blogspot.com/2016/08/poetycko-czesaw-miosz-ale-ksiazki.html

Dzień dobry,

Dziś post wierszowany. Dawno takiego nie umieszczałam i pomyślałam o Miłoszu. Lubię szukać wierszy na stronach poświęconych poezji, bo to takie fajnie, że w - zdawałoby się - niepoetyckim internecie jest takie zainteresowanie poezją. Natknęłam się na ten wiersz:

Czesław Miłosz 'Ale książki 'Czesław Miłosz

Czesław Miłosz 
 

Ale książki będą na półkach, prawdziwe istoty,
Które zjawiły się raz, świeże,jeszcze wilgotne,
Niby lśniące kasztany pod drzewem
w jesieni,
I dotykane, pieszczone trwać zaczęły
Mimo łun na horyzoncie, zamków wylatujących w powietrze,
Plemion w pochodzie, planet w ruchu.
Jesteśmy - mówiły, nawet kiedy
wydzierano z nich karty
Albo litery zlizywał buzujący płomień,
O ileż trwalsze od nas, których ułomne ciepło
Stygnie razem z pamięcią, rozprasza się, ginie.
Wyobrażam sobie ziemię kiedy mnie nie będzie
I nic, żadnego ubytku, dalej dziwowisko,
Suknie kobiet, mokry jaśmin, pieśń w dolinie.
Ale książki będą na półkach, dobrze urodzone,
Z ludzi, choć też z jasności, wysokości.
..Ale książki będą na półkach, prawdziwe istoty,
Które zjawiły się raz, świeże,jeszcze wilgotne,
Niby lśniące kasztany pod drzewem
w jesieni,
I dotykane, pieszczone trwać zaczęły
Mimo łun na horyzoncie, zamków wylatujących w powietrze,
Plemion w pochodzie, planet w ruchu.
Jesteśmy - mówiły, nawet kiedy
wydzierano z nich karty
Albo litery zlizywał buzujący płomień,
O ileż trwalsze od nas, których ułomne ciepło
Stygnie razem z pamięcią, rozprasza się, ginie.
Wyobrażam sobie ziemię kiedy mnie nie będzie
I nic, żadnego ubytku, dalej dziwowisko,
Suknie kobiet, mokry jaśmin, pieśń w dolinie.
Ale książki będą na półkach, dobrze urodzone,
Z ludzi, choć też z jasności, wysokości.................................................................................................................
Post z 20 sierpnia 2016 r.:
 http://literackie-zamieszanie.blogspot.com/2016/08/cud-niepamieci.html

Cud niepamięci....

Gdy wszystko idzie źle
I nie masz dokąd pójść 

źródło: http://123hdwallpapers.com/pl/interiors-rooms-chair-walls-cupboard-men-sitting-reading-books-gas-masks.html#.V7fm7xKKKSo

Przyjaciół tłum rozprysł się
Wydaje ci się , że
Tak pozostanie już
Lecz okazuje się, że nie
Bo budzi się z nocy nowy dzień 


http://st.gde-fon.com/wallpapers_original/518091_kollazh_kniga_lezha_chtenie_noch_trava_gigantskaya_2221x1288_www.Gde-Fon.com.jpg
źródło: http://pl.gde-fon.com/download/kola_ksika_lecy_CZYTANIE_noc_trawa_olbrzym_dziewcz/518091/2221x1288

Nieskalanie czyste niebo
Co było wczoraj odeszło w cień
Niepamięci niech się świeci
Cud
Niepamięci, cud niepamięci
Kloszard i wielki tuz
Odważny i ten co się boi
Wszyscy równi wobec czasu i płomienia
Na moim podwórku blues
Na zegarze wieczór
Nie, nie czekaj tylko żyj
Bo to tylko chwila
Może dwie 


źródło: http://zapytaj.onet.pl/Category/002,001/2,28383697,Jak_czytac_tanio_ksiazki_.html

Na nic lamenty, utyskiwania
Co było wczoraj, odeszło w cień
Niepamięci niech się święci
Cud
Niepamięci , cud niepamięci



 Autorem tekstu jest Stanisław Soyka. Dobrze, że są tacy kompozytorzy i tacy wykonawcy.

Pozdrawiam, a jutro będzie lepszy dzień. Oby.
.........................................................................................................................................
 Post z 20 września 2016 roku:
http://literackie-zamieszanie.blogspot.com/2016/09/gdy-sie-znalazo-serce-na-doni-o-groszku.html
Ale oto co znalazłam:

Dłoń jest moja. Dwa serca na dłoni....

Jak widać, znalazłam fasolki serduszka i to jedno po drugim, co nie jest typowym kształtem fasoli.....
Przypomniały mi się słowa piosenki:

Ktoś mnie pokochał, świat nagle zawirował, bo
Ktoś mnie pokochał na dobre i na złe
Bezchmurne niebo znów mam nad głowa
Bo ktoś pokochał mnie

Ktoś mnie pokochał, niech wszyscy ludzie wiedzą to
Ktoś mnie pokochał na dobre i na złe
Ktoś mnie pokochał, ze snu mnie zbudził
Ktoś kto pokochał mnie

Lampa nad progiem, i krzesło, i drzwi
Wszystko mi mówi, że mnie ktoś pokochał

Przecież po ślubie romantyzm nie odpada, prawda?
 W telewizji mówili, że młode pokolenie uważa, że to Bednarek jest wykonawcą tej piosenki:
 A to Skaldowie, wykonawcy naszego pierwszego tańca (tańczyliśmy do 'Dopóki jesteś'):

Jako że jest to post ze zdjęciem, więc i poezji nie może zabraknąć. Wybrałam wiersz Krzysztofa Kamila Baczyńskiego:

Ty jesteś moje imię...


Ty jesteś moje imię i w kształcie, i w przyczynie,
i moje dłuto lotne.
Ja jestem, zanim minie wiek na koniu-bezczynnie,
ptaków i chmur zielonych złotnik.
Ty jesteś we mnie jaskier w chmurze rzeźbiony blaskiem
nad czyn samotny.
Ja z ciebie ulew piaskiem runo burz, co nie gaśnie,
każdym życiem i śmiercią stokrotny.
Ty jesteś marmur żywy, przez który kształt mi przybył,
kształt w wichurze o świcie widziany,
który o mleczne szyby buchnął płomieniem grzywy
i zastygł w dłoni jak z gwiazdy odlany.
I jesteś mi imię ruchów i poczynaniem słuchu,
który pojmie muzykę i sposób,
który z lądu posuchy wzejdzie żywicą-duchem
w łodygę głosu.

                        1 III 1942



Pozdrawiam
.....................................................................................
Post z 8 października 2016 roku:
 http://literackie-zamieszanie.blogspot.com/2016/10/leniwy-post-jesienny.html

Leniwy post jesienny

Dzień dobry,
Dziś jestem rozleniwiona. Zimno się robi, a ja nie lubię zimy. Już schowałam letnie ciuchy i wyjęłam grube swetry.... 
Jakoś nie chce mi się dzisiaj pisać długich postów. Pomyślałam więc, że to pora napisać o jesieni i pokazać jesienny bukiet. Koniec letnich kwiatów z ogrodu: słoneczników, róż, aksamitek i mieczyków. Wybrałam trawy i suszoną lawendę i ten bukiet ma przetrwać do wiosny:
Wiersz Staffa o jesieni zachwycił mnie swoim pozytywnym wydźwiękiem. 
Leopold Staff

O jesieni
Już jesień. Liść na drzewie rzednie,
Jeszcze ostatnim złotem gore,
A z nim spokojnie gaśnie, blednie,
Co nie umiało umrzeć w porę.

Pogodny schyłek dnia łagodzi,
Co myśl mąciła bałamutna,
I w serce miłościwie schodzi
Radość tak cicha, że aż smutna.  
Pozdrawiam na weekend....
................................................................................................................................................
Post z 11 listopada 2016 roku:
 http://literackie-zamieszanie.blogspot.com/2016/11/z-okazji-swieta-niepodlegosci-wiersze.html

Oto zdjęcia mojego autorstwa, choć nie ma czym się chwalić. Wiem i proszę nie pisać w komentarzach, że jestem marnym fotografem.
Widok zza okna

Księżyc. Wyszło niewyraźnie, ale doszłam do wniosku, że niech tak zostanie. Bo i świat jest niewyraźny.


Tu wyszło mgławo, ale w sumie nie poprawiam, bo i świat jest taki. Zamglony.

Tak, to on, ten, który nie został patronem roku 2017:
Znalezione obrazy dla zapytania Leśmian
Bolesław Leśmian
Umarł w 1937, więc nie widział pożogi drugiej wojny światowej. Miał szczęście. On i św. Faustyna Kowalska.  
Poszukałam wiersza i chyba wybiorę na dziś te trzy:
W jednym z pozagrobowych parków, uroczyście
Zamiecionym skrzydłami bezsennych aniołów,
W cieniu drzew, co po ziemskich dziedziczą swe liście
Pożółkłe i zbyteczne - z dusza, niby ołów,
Ciężką, chociaż pozbytą życia nędz i lichot,
Na ławie marmurowej wysmukły Don Kichot 
Siedzi, dumając nad tym, że dumać nie warto,
I pośmiertnym spojrzeniem, co nie sięga dalej,
Niźli dłoń rozmodlona, obrzuca głąb alej,
Gdzie ślad życia na piasku starannie zatarto.

Bóg darmo dłoń ku niemu wyciąga z pobliża,
Ażeby go powołać na wspólne biesiady
We mgle, którą anioły, czyniąc znaki krzyża, 
Rozpraszają dla gościa. gość niezłomnie blady
Usuwa się i stroni i w pozgonnej ciszy
Udaje, że nie widzi nic i nic nie słyszy.

Niegdyś skrzydła wiatraków, sen posłuszny wiośnie,
Złocił mu w groźne miecze rycerskich orszaków,
A dzisiaj w dłoniach Boga, podanych miłośnie,
Widzi zdradliwe skrzydła ułudnych wiatraków,
I - nieufny - uśmiechem szyderczym przesłania
Możliwość nowych błędów, snów i opętania.

I nie postrzega nawet, jak nagle - bezszmerny
Anioł do stóp mu składa purpurową różę,
Przysłaną od Madonny na znak, że w lazurze
Pamięta o rycerzu, który był jej wierny.
Lecz on, niegdyś na ziemi istny wzór rycerza,
Znieważając wysłańca i dawczynię daru,
Odwraca twarz od róży, bo już nie dowierza
Kwiatom, które posądza o przebiegłość czaru.
Biały anioł się schyla nad niewiary jeńcem,
I całując go w czoło, przytłumionym głosem
Szepcze: "To także od Niej!"... I nagłym rumieńcem
Zapłoniony odlata. A rycerz ukosem
W ślad jego napowietrzny nieufnie spoziera
I zachwiany w niewierze raz jeszcze umiera
Ową śmiercią, co wszelkim pocałunkom wzbrania
Budzić takich umarłych i w dniu zmartwychwstania!
 
 

Zmienionaż Po Rozłące?...


Zmienionaż po rozłące? O, nie, niezmieniona!
Lecz jakiś kwiat z twych włosów zbiegł do stóp ołtarzy,
A choć brak tego zbiega nie skalał twej twarzy,
Serce me w tajemnicy przed twym sercem kona...

Dusza twoja śmie marzyć, że w gwiezdne zamiecie
Wdumana, będzie trwała raz jeszcze i jeszcze -
Lecz ciało? Któż pomyśli o nim we wszechświecie,
Prócz mnie, co tak w nie wierzę i kocham i pieszczę?

I gdy ty, szepcząc słowa, w ust zrodzone znoju,
Dajesz pieszczotom ujście w tym szepcie, co pała,
Ja, zamilkły wargami u piersi twych zdroju,
Modlę się o twojego nieśmiertelność ciała.
 
 

Ani zmora z jeziora, ani sen skrzydlaty...


 Ani zmora z jeziora, ani sen skrzydlaty,
Lecz Łąka nawiedziła wnętrze mojej chaty!
Trwała ze mną na tej ławie,
Rozmawiając głośno prawie -
Na ścianach moich - rosa, na podłodze - kwiaty...

Nie grążyłem ja w niebie ni steru, ni wiosła,
Lecz mnie radość swym prądem zmiotła i uniosła.
Wieczność ku nam znikąd zbiegła,
U stóp naszych, warcząc, legła,
A pierś moja tej nocy chabrami porosła.

I było już wiadomo, że pułap sosnowy
Wonnym deszczem, jak obłok, pokropi nam głowy,
Bo nie snem się sny płomienią,
Jeno deszczem i zielenią -
Duch mi zbłąkał się w ciele, jak wpośród dąbrowy.

Przeto Bóg, co mnie stworzył, zbladł podziwem zdjęty,
Żem uszedł jego dłoniom w tych pokus odmęty!
W kształt mię ludzki rozżałobnił,
A jam znów się upodobnił
Kwiatom i wszelkim trawom i źdźbłom gorzkiej mięty.

Nawołujcie się ludzie, pod jasnym lazurem,
Chórem w światy spojrzyjcie, zatrwóżcie się chórem!
Miłość, wichrem rozpędzona,
Wszystko złamie i pokona,
Zaś tych, co się sprzeciwią, w śnie skrępuje sznurem!

A opaszcie świat cały ścisłym korowodem,
Aby wam się nie wymknął, schwytany niewodem...
Zapląsajcie, zaśpiewajcie,
Pieśnią siebie wspomagajcie,
Toć wejdziemy w świat - próżnią, aby wyjść - ogrodem!

Niechaj dusza wam będzie błękitami czynna,
Stoi przed nią otworem ta jasność gościnna,
Czegokolwiek zażądacie,
To się zjawi w waszej chacie,
Bo nastała godzina taka, a nie inna...

Ludzie - mgły, ludzie - jaskry i ludzie - jabłonie,
Rozwidnijcie się w słońcu, boć na pewno płonie!
Dla mnie - rosa, dla mnie - zieleń,
Dla was - nagłość rozweseleń,
A kto pieśni wysłuchał - niech mi poda dłonie!
Leśmian wiedział co to rozczarowanie i żył  snem, wyobraźnią..... Może i myśleniem życzeniowym? 
Ten cytat jest piękny:

Czegokolwiek zażądacie,
To się zjawi w waszej chacie,
Bo nastała godzina taka, a nie inna...
A na koniec coś miłego i optymistycznego. Kręglak, który padł rażony moją ręką, gdy podlewałam pozostałe kwiatki, postanowił żyć. Oto on. Malutki listek, który pnie się do światła:
A to dziś rano. Powiało zimą.
..........................................................................................................................
Z posta z 23 listopada 2016 roku:
http://literackie-zamieszanie.blogspot.com/2016/11/stosik-listopadowy.html

Na koniec zdjęcia niedawnej prawie zimy: 


Poezja do tego to Leopold Staff:

DESZCZ JESIENNY




O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny

I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,

Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...
Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną
I światła szarego blask sączy się senny...
O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...



Wieczornych snów mary powiewne, dziewicze

Na próżno czekały na słońca oblicze...
W dal poszły przez chmurną pustynię piaszczystą,
W dal ciemną, bezkresną, w dal szarą i mglistą...
Odziane w łachmany szat czarnej żałoby
Szukają ustronia na ciche swe groby,
A smutek cień kładzie na licu ich miodem...
Powolnym i długim wśród dżdżu korowodem
W dal idą na smutek i życie tułacze,
A z oczu im lecą łzy... Rozpacz tak płacze...


To w szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny

I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,

Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...
Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną
I światła szarego blask sączy się senny...
O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...



Ktoś dziś mnie opuścił w ten chmurny dzień słotny...
Kto? Nie wiem... Ktoś odszedł i jestem samotny...
Ktoś umarł... Kto? Próżno w pamięci swej grzebię...
Ktoś drogi... wszak byłem na jakimś pogrzebie...
Tak... Szczęście przyjść chciało, lecz mroków się zlękło.
Ktoś chciał mnie ukochać, lecz serce mu pękło,
Gdy poznał, że we mnie skrę roztlić chce próżno...
Zmarł nędzarz, nim ludzie go wsparli jałmużną...
Gdzieś pożar spopielił zagrodę wieśniaczą...
Spaliły się dzieci... Jak ludzie w krąg płaczą...


To w szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny

I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,

Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...
Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną
I światła szarego blask sączy się senny...
O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...



Przez ogród mój szatan szedł smutny śmiertelnie
I zmienił go w straszną, okropną pustelnię...
Z ponurym, na piersi zwieszonym szedł czołem
I kwiaty kwitnące przysypał popiołem,
Trawniki zarzucił bryłami kamienia
I posiał szał trwogi i śmierć przerażenia...
Aż, strwożon swym dziełem, brzemieniem ołowiu
Położył się na tym kamiennym pustkowiu,
By w piersi łkające przytłumić rozpacze,

I smutków potwornych płomienne łzy płacze...


To w szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny

I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,

Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...
Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną
I światła szarego blask sączy się senny...
O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...
 ........................................................................................................................................
Post z 24 listopada 2016 roku:
 http://literackie-zamieszanie.blogspot.com/2016/11/heinrich-heine-serafina-i-cieniow.html


Ostatnio często czytam Heinego i żałuję bardzo, że gdy miałam okazję, to nie sięgnęła po tłumaczenie w wykonaniu Antoniego Libery. Znalazłam dwa ciekawe wiersze, oba tłumaczone przez Marię Konopnicką. 
Odpowiednia fotografia? Nie ma takiej, ale wybiorę coś z mojego archiwum kwiatkowego, co mi się podoba.

Serafina 1

1

Gdy po lesie chodzę zmrokiem,

Po tym sennym, cichym lesie,

Zawsze się przy moim boku

Lekka postać twoja niesie.



Czyż to nie twój welon biały,

Nie błysk słodki twego lica?

Czy przez ciemną jodeł zieleń

Pada tylko blask księżyca?



Czy to własne łzy są moje,

Których lekki szmer tu słyszę?

Czy ty, miła moja, przy mnie

Płacząc idziesz w lasu ciszę?

Przełożyła
Maria Konopnicka

Cieniów mgliste pocałunki

Cieniów mgliste pocałunki,

Cieniów miłość, cieniów życie!

Czyliż myślisz, że zostanie

Zawsze równe serca bicie?



Z miłosnego nam uścisku

Jak sen luby wszystko znika,

Serce nasze — zapomina,

Oczy nasze — noc zamyka.

Przełożyła
Maria Konopnicka
................................................................................................
Post z 21 stycznia 2017 roku:
 http://literackie-zamieszanie.blogspot.com/2017/01/najnowszy-stosik-i-zima-i-leopold-staff.html
A poza tym mamy zimę. Pory roku nie czekają tak jak my, ale idą swoim rytmem. Dzień jest już dłuższy od najkrótszego o 48 minut! Oto zima:







I Zamość z choinką na rynku i lodowiskiem. Miałam tylko telefon, który robi okropnie słabe zdjęcia, więc wybaczcie:
A na koniec wiersz. Niepoetycko mi ostatnio. Ale postanowiłam powrócić do swojego zwyczaju dodawania wiersza do zdjęć, bo ostatnio czytam swoje stare posty i przez te wiersze przypomina mi się jak się czułam wtedy. Dziś będzie Staff:
 Leopold  Staff
Zima

Całunem śniegu przysypany, biały
Park w szarą ciszę pogrążył się cały
I z jakichś głuchych tęsknot się spowiada.
Drzew nagich długa ciemna kolumnada
Wije się sennie i w dali gdzieś ginie,
Wije się cicho po białej równinie
I biegną ławki aleją szeregiem,
Samotne, puste, ubielone śniegiem.

Nic nie zostało z naszej złotej wiosny,
Gdy nas upajał pierwszy szał miłosny,
Gdyśmy uściskiem zaręczeni, sami
Mówili z sobą jeno całunkami
I razem duszę mieli tylko jedną,
I w jasne szczęścia lecieli bezedno,
A ponad nami lipa rozgwarzona
Błogosławiące wznosiła ramiona.

Tu była szczęścia świątynia. Pamiętasz?
A dzisiaj tu mój cichy, biały cmentarz...
Pod miękkim śniegiem, jak zwarzone róże
Lub jak jaskółki, co zamarzły w chmurze,
Śpią pocałunki nasze mrozem ścięte,
A w nagich drzewach sny nasze, zaklęte
W szare pnie, drzemią wśród cichej żałoby...
Choć nie ma krzyżów, wszędzie białe groby.

Gdyby pył śniegu gdzieś z gałęzi szczytnej
Stoczył się i dźwięk srebrny, nieuchwytny
Budząc potrącił drugi w swej pogoni,
Wnet park stustrunną gędźbą się rozdzwoni,
Szeptem słów, miękkim pocałunków echem,
I ty przybiegniesz, i z srebrzystym śmiechem
Ramiona białe rzucisz mi na szyję...
Zagwarzą drzewa, park cały ożyje...

Lecz wkoło cisza taka jak w kaplicy,
Gdzie leży zmarły w mroku tajemnicy,
Gdzie mówić głośno nie wolno przy trunie...
Strach mi, że gdy wstecz spojrzę, na całunie
Śnieżnym zobaczę twoje białe zwłoki,
A w bladej twarzy cień smutku głęboki,
Z tą łzą rozstania skrzepłą, skamieniałą...
Nie śmiem wstecz patrzeć!... tak cicho... tak biało...
Piękny wiersz.... 
Pozdrawiam serdecznie 
......................................................................................... 
Z posta 11 lutego 2017:
 http://literackie-zamieszanie.blogspot.com/2017/02/stosik-lutowy-i-szymborska.html

Szukałam jakiegoś dobrego wiersza na dzisiaj, takiego, który odda to, co mi w duszy gra. Pomyślałam o Szymborskiej. I znalazłam ten oto wiersz:

Wisława Szymborska

Życie na poczekaniu

Życie na poczekaniu.
Przedstawienie bez próby.
Ciało bez przymiarki.
Głowa bez namysłu.
Nie znam roli, którą gram.
Wiem tylko, że jest moja, niewymienna. 
O czym jest sztuka,
zgadywać muszę wprost na scenie.
Kiepsko przygotowana do zaszczytu życia,
narzucone mi tempo akcji znoszę z trudem.
Improwizuję, choć brzydzę się improwizacją.
Potykam się co krok o nieznajomość rzeczy.
Mój sposób bycia zatrąca zaściankiem.
Moje instynkty to amatorszczyzna.
Trema, tłumacząc mnie, tym bardziej upokarza.
Okoliczności łagodzące odczuwam jako okrutne.
Nie do cofnięcia słowa i odruchy,
nie doliczone gwiazdy,
charakter jak płaszcz w biegu dopinany-
oto żałosne skutki tej nagłości.

Gdyby choć jedną środę przećwiczyć zawczasu,
albo choć jeden czwartek raz jeszcze powtórzyć!
A tu już piątek nadchodzi z nie znanym mi scenariuszem
Czy to w porządku - pytam
(z chrypką w głosie,
bo nawet mi nie dano odchrząknąć za kulisami).
Złudna jest myśl, że to tylko pobieżny egzamin
składany w prowizorycznym pomieszczeniu. Nie.
Stoję wśród dekoracji i widzę, jak są solidne.
Uderza mnie precyzja wszelkich rekwizytów.
Aparatura obrotowa działa od długiej już chwili.
Pozapalane zostały najdalsze nawet mgławice.
Och, nie mam wątpliwości, że to premiera.
I cokolwiek uczynię,
zamieni się na zawsze w to, co uczyniłam.
Jak zobaczyłam ten wiersz, to od razu stwierdziłam, że to TEN. Ostatnio właśnie tak się czuję, jak aktor w sztuce, do której nie kupowałam biletu... Jak człowiek, który wybierał się na inny film, a trafił do Czechowa. Czechowa uwielbiam, ale oglądać, a nie uczestniczyć. 
Pasowałoby umieścić zdjęcie uprzyjemniające wiersz. Mam takie, ale autora nie znam, więc mam nadzieję, że wolno mi je umieścić. Jeśli coś to usunę:
Źródło: mi nieznane. Internet





Zobaczyłam tę fotografię parę lat temu w internecie. Jakoś nie mogę o nim zapomnieć.
A u mnie nic, nic i nic. Kulig straszył mi psa, bo mój pies nie lubi koni. Zdążyłam więc je sfotografować, bo tak szczekał:
I tak to leci powoli. Tak przez okno. 
Serdecznie pozdrawiam,
Może będzie weselej. Nie wiem. To wie tylko organizator spektaklu Życie.....
..................................................................................................................................................
Post z 21 marca 2017 r.:
http://literackie-zamieszanie.blogspot.com/2017/03/21-marca-dzien-lesnika-wiersz-z-tej.html

Dzień dobry,
Dzisiaj jest Światowy Dzień Leśnika i Drzewiarza. Na tę okazję postanowiłam uczcić to postem poetyckim... Bo las to ważna sprawa, drzewa to ważna sprawa. Bez lasu nie byłoby Piasta Kołodzieja i 'Nad Niemnem', płuc Europy i gdzie wyjść na grzyby....
Szukałam czegoś w stylu 'Stoją wierzby na gór szczycie' (czy 'Płoną wierzby na gór szczycie?')
W googlach znalazałam, że święto pochodzi z 1932 roku:
http://bloglesniczego.erys.pl/_img/_images/10232.jpg
http://lesniczowka.blox.pl/2014/04/Swieto-Lasu-jest-ale-nie-ma-Swieta-Lesnika.html
Znalazłam fragment poematu Karola Wojtyły 'Stanisław', który uznałam, że pasuje.
Jak wiemy, Karol Wojtyła napisał poemat 'Stanisław'. Ten utwór dał mi wiele do myślenia, bo nasz papież był bardzo mądrym człowiekiem, znającym historię. Wiedział więc, że święty Stanisław taką jednoznaczną postacią nie był. Wcale nie było tak, że Stanisław był biały, a Bolesław Śmiały - czarny. Ale w poemacie ten Stanisław staje się symbolem czegoś ogólnego. 
No i ten fragment:
Ziemia trudnej jedności. Ziemia ludzi szukających własnych dróg
Ziemia długiego podziału pośród książąt jednego rodu.
Ziemia poddana wolności każdego względem wszystkich.
Ziemia na koniec rozdarta przez ciąg prawie sześciu pokoleń,
rozdarta na mapach świata! a jakżeż w losach swych synów!
Ziemia poprzez rozdarcie zjednoczona w sercach Polaków jak żadna.

....................................................................................................................................
Post z 6 kwietnia 2017: http://literackie-zamieszanie.blogspot.com/2017/04/poirot-o-kobietach-bronisaw-ostrowska.html
...........................................................................................................................................................
Post z 13 maja 2017: 
 http://literackie-zamieszanie.blogspot.com/2017/05/wacaw-potocki-wiersz-o-przemijaniu.html

Wacław Potocki - wiersz o przemijaniu

Adriaen van Utrecht,Martwa natura wanitatywna z bukietem i czaszką (ok. 1642)
 ...........................................................................................................................
Post z 14 czerwca 2017 roku: 
 http://literackie-zamieszanie.blogspot.com/2017/06/garsc-poezji-w-bezsenna-noc.html

Garść poezji w bezsenną noc: Poświatowska i Twardowski oraz lalka Amelki i jej nowa sukienka

Uwielbiam ten obrazek z internetu
A ostatnio to w ogóle chodzę jak senna mara. Ma to wpływ na spowolnienie lekturowe. Choć czytam. Aktualnie ciekawy audiobook 'Łabędzie Leonarda'. Ale i tak stosik recenzencki nie maleje. A planowałam być na bieżąco.
Jakaś bezsenność mnie napadła. Stąd  dzisiejszy post będzie o wierszach, jakie wyłowiłam teraz na fali tej bezsenności i swojego nastroju ostatnio. Jak się wali to wszystko na raz, a poskładać to ciężko.
Pierwszy wiersz to Halina Poświatowska, której nie lubię i nigdy nie lubiłam. Chodziłam kiedyś nawet na specjalne zajęcia poświęcone jej wierszom. To też nie obudziło we mnie miłości do niej. Według mnie pisze ciągle o tym samym. Ale ten wiersz o czekaniu pasuje do mojej melancholii:

Halina Poświatowska


ja jeszcze ciągle czekam na ciebie
a ty nie przychodzisz
a jeśli
to jesteś przejazdem na dwa dni
jak ten fizyk z Moskwy w niemodnym kapeluszu
który usmiechnął się do mnie
i zniknął na zakręcie białych szyn
nie próbowałam go zatrzymać
wiedziałam przecież
że to nie ty

czekam czekam wytrwale
tak lekko dotykają mnie dni
moja tęsknota jest tęsknotą planet
zmarzłych tęskniących do słońca
a ty jesteś słońcem
które pozwala mi żyć
jest znowu wieczór
na dachach leży śnieg
wąskie wieże kościołów nakłuwają niebo
i dni tak lekko biegną nie wiadomo gdzie


Ciekawszy jest ksiądz Jan Twardowski treściowo i formalnie.  Trzy jego wiersze mnie dziś w nocy zachwyciły:

 Wiersz pierwszy: 'Jest '

Jest jeszcze taka miłość
ślepa bo widoczna
jest szczęśliwe nieszczęście
pół radość pół rozpacz
ile to trzeba wierzyć
milczeć cierpieć nie pytać
skakać jak osioł do skrzynki pocztowej
żałować czego nie było
by dostać nic
za wszystko
miej serce i nie patrz w serce
odstraszy cię kochać

Wiersz drugi: Aby się stało'


Gwiazdy by ciemniej było
smutek by stale dreptał
oczy po prostu by kochać
choć z zamkniętymi oczami

wiara by czasem nie wierzyć
rozpacz by więcej wiedzieć
i jeszcze ból by nie myśleć
tylko z innymi przetrwać

koniec by nigdy nie kończyć
czas by utracić bliskich
łzy by chodziły parami
śmierć aby wszystko się stało
pomiędzy światem a nami

Wiersz trzeci:  'Bałem się'

Bałem się oczy słabną - nie będę mógł czytać
pamięć tracę - pisać nie potrafię
drżałem jak obora którą wiatr kołysze
- Bóg zapłać Panie Boże bo podał mi łapę
pies co książek nie czyta i wierszy nie pisze
Jeśli chodzi o ten trzeci wiersz, to i pies mi zdechł...
Pochwalę się na koniec czymś pozytywnym. Jak wiecie może, lubię szyć. Niedawno postanowiłam ucieszyć córkę kuzyna, która lubi lalki ubrankiem. Uszyłam to oto ubranko:



Szycie trwało tyle co ugotowanie zupy. Szyłam ręcznie, bo tak właśnie lubię szyć - uspokaja mnie to. Ubranko składa się z modnej spódnicy i bluzeczki. To strój wiejski.Amelce się spodobało.
 To chyba tyle na dziś. Co poradzić na bezsenność?
 Iza
.................................................................................
Post z 20 września 2017 roku:
http://literackie-zamieszanie.blogspot.com/2017/09/chwila-poezji-kazimierz-przerwa.html

Chwila poezji: Kazimierz Przerwa-Tetmajer 'W jesieni'

 Dzień dobry,
Już dawno nie wstawiałam posta poetyckiego. Jesień, jakoś tak zbiera się na tęsknotę i nostalgię. Szukałam więc wiersza refleksyjnego. Wahałam się pomiędzy Tetmajerem a Kasprowiczem, czyli Młoda Polska, dwaj rywale, tylko Jadwigi nie ma.... Kasprowicz pisał zbyt kwieciście jak na potrzeby bloga.
 Słowo 'bezednie' mnie się podoba. Oddaje moje samopoczucie. Przejdźmy do wiersza....
zdjęcie moje

Kazimierz Przerwa-Tetmajer W JESIENI


O cicha, mglista, o smutna jesieni!
Już w duszę czar twój dziwny, senny spływa,
przychodzą chmary zapomnianych cieni,
tęsknota wiedzie je smutna i tkliwa,
ileż miłości, och, ileż kochania
umarła przeszłość z naszych serc pochłania,
z naszych serc biednych, z naszych serc bezdeni...

zdjęcie moje
Zamykam oczy... Blade ciche cienie
suną się w liści posępnym szeleście -
jak obłok światło: niesie je wspomnienie...
O dni umarłe! o dni! gdzież jesteście?...
co pozostało po was?... Ach! daleko,
daleko kędyś toczycie się rzeką
szarą i mętną w głąb puszcz i w milczenie...


Pozdrawiam,
Iza 




P

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za komentarze. Będę usuwać komentarze rasistowskie i wulgarne.
Czytam wszystkie wasze opinie.
Proszę też anonimowych piszących o podpisanie się jakoś.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...