poniedziałek, 25 maja 2015

Swietłana Aleksijewicz 'Czarnobylska modlitwa. Kronika przyszłości'

Okładka książki Czarnobylska modlitwa. Kronika przyszłości
O czym jest ten reportaż? O Czarnobylu i jego skutkach dzisiaj, o skażeniu, o bohaterstwie i brawurze likwidatorów i strażaków, o zwykłych ludziach, którym przyszło żyć pod reaktorem. 
Technika reportażu Aliksijewicz to oddanie głosu ludziom. Technika ta skutkuje szczerością i wielowymiarowością przekazu. Książka wstrząsa.
O tylu ludziach się dowiedziałam, o ich złamanym życiu, zabitej miłości, skrzywdzonych rodzinach, ale i o załamaniu się wiary w Związek Radziecki, w to, że Związek Radziecki może wszystko. 
Książka pokazuje, że jest inaczej, że jest straszniej, że Czarnobyl to utajone zagrożenie kosmiczne.
Aż wreszcie uderzył mnie w tej książce obraz Człowieka Radzieckiego - jak to nazywa autorka. Ten Człowiek Radziecki to kategoria kompletnie inna niż mentalność peerelowska, którą znamy z Polski. A poznać to trzeba 'dla przyszłości', po to, żeby zrozumieć to co się odradza na 
wschodzie. No więc Aliksijewicz ukazała różne postacie zaangażowania w ZSRR, tych co narzekali, tych, którzy bez sprzeciwu poszli z łopatą na atom, ale i 'towarzyszy', którzy zarzekają się, że nie brali jodu, że nie ulegli panice, aby następny rozmówca temu zaprzeczył. Pokazała też inteligencję tą z miast i wsi, która po upadku ZSRR popadła w biedę. 
I mam następujący wniosek. Że dla nas Polaków i dla całego świata Zachodniego niezrozumiałe i niedostrzegane jest to, że różne narodowości ZSRR czuły się jednocześnie członkami Imperium. Że jego rozbicie pozbawiło ich tożsamości. A jak wiadomo życie nie znosi próżni..... Dalej, zdumiało mnie to zaangażowanie się ludzi w 'budowanie potęgi kraju'.
Wreszcie uderzyło mnie to, że Rosjanie i inne narodowości uczestniczące w ZSRR w książce Aliksijewicz nie mieli tego odnośnika do Zachodu, takiego, jaki my mamy, my jako Polska. TO co dla nas jest oczywiste dla nich nie. I to mnie uderzyło ogromnie. 
10 gwiazdek

poniedziałek, 18 maja 2015

Philip Marsden „Dom na Kresach. Powrót’. Powrót do Kresów Utraconych, czyli apokalipsa przeczuwana.

Okładka książki Dom na Kresach. PowrótPiękna, wzruszająca książka. Opisuje świat kresowy, którego już nie ma. Warte uwagi jest to, że autorem jest Anglik, przyjaciel Zofii Ilińskiej, jednej z bohaterek.
Mamy tutaj napisaną z rozmachem opowieść o życiu, o miłości, o ludziach i o życiu polskiego ziemiaństwa w majątku na Polesiu, ale i w Wilnie, Petersburgu.
Autor jako Anglik i piszący po angielsku, opisuje historię tego rejonu z dystansem, objaśnia wydarzenia historyczne i postacie historyczne, które dla polskiego czytelnika są oczywistością.
Perspektywa czasowa odbywa się na kilku obszarach: młodości Heleny, dzieciństwa Zofii, i przyjazdu do Mantuszek Zofii z Philipem po 60 latach, już za Białorusi.
Opisy przyrody często przeskakują z opisów ludzi na opisy przyrody i ziemi, która dojrzała. Przypomina to literaturę apokalipsy spełnionej, i współgra z wydarzeniami opisywanymi w powieści.
Autor ukazał świat ziemiaństwa kresowego, który żył w pełni, ale i w przeczuciu apokalipsy. Narrator wspomina o napiętych stosunkach z chłopami białoruskimi przez wiele lat przez rokiem 39. Z książki można wywnioskować, że Kresy to był świat, który musiał się skończyć, tak arkadia przeszłości. Przyjazd powtórny Zofii do Mantuszek uświadomił to, że tamtego świata już nie ma, ale i że należy pogrzebać zmarłych i uporządkować groby dosłownie i w przenośni.
Życie polskich kresowiaków wywołało nostalgię do przodków, chociaż nie wszyscyśmy wywiedli się z dworków, o czym czasami nie wspominamy. Ale ta bujna przyroda, ten świat w pełni, te historie o duchach, przeplatający się świat prawosławia i chrześcijaństwa, łowienie raków, to wszystko znam z opowieści tych, którzy ocaleli.
Jeszcze jedno wrażenie z książki: piękne listy miłosne Heleny i jej adoratorów, a potem męża. Niespotykane w dzisiejszych czasach.
Ja słuchałam książki w wykonaniu Krzysztofa Kołbasiuka, którego dźwięczne kresowe 'h' pasowało do opowieści. 
8 gwiazdek

sobota, 9 maja 2015

Robert D. Kaplan 'Bałkańskie upiory.Podróż przez historię'



Okładka książki Bałkańskie upiory. Podróż przez historię
Moim skromnym zdaniem to świetna książka. Autor podzielił Bałkany na kilka kraje i w poszczególnych rozdziałach opisuje swój pobyt tam, spostrzeżenia, rozmowy z ludźmi, skupia się na nastrojach i mentalności, a następnie przy każdym kraju, każdym regionie analizuje zawsze skomplikowaną historię danego kraju i regionu. Prawdę mówiąc, nie sądziłam, że Bałkany mają tak świetną historię i aż taki rachunek krzywd. Los dał im znajdować się na trasie ekspansji mocarstw: Turcji, Prus, Rosji, ZSRR. Kaplan analizuje mechanizmy tkwiące w tych ludziach, i to, co z tego tygla może wyniknąć.
Książka powstała na początku lat 90-tych, więc zapowiedzi autora się sprawdziły, ale moim zdaniem wciąż jest aktualna. W różnych, zmieniających się warunkach międzynarodowych kolejny region bałkański może stać się terenem rozgrywek 'szachów mocarzy'. A to Wołoszczyzna, a to Mołdawia, a to Grecja.
Bardzo, ale to bardzo przeraził mnie opis tego, jak w czasie II wojny światowej potraktowano Żydów. Wpuszczenie żywych ludzi na taśmę rzeźniczą?! I te gwałty na kobietach.
Poza przebogatą warstwą historyczną książki, mamy też prze ciekawe opisy zwiedzanych monastyrów, fresków, starych domków, leśnych głuszy. Zafrapowały mnie te leśne monastyry Rumunii. Chciałabym je zobaczyć kiedyś w życiu.
Bardzo ciekawa na końcu jest analiza Grecji, której się wiele wybacza, której dziejów najnowszych się nie pamięta.
To znakomita książka, która skłania do szukania dodatkowych informacji o tym regionie Europy.
10 gwiazdek
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Top Commentators Widget for Blogger Blogspot with Avatars