sobota, 23 stycznia 2016

Olgierd Budrewicz (1923-2011). Wspomnienie kilku jego książek

Olgierd Budrewicz, źródło: tu
Zastanawiałam się, jaki post dzisiaj 'wrzucić', bo następna książka wciąż w czytaniu, a przecież obchodziliśmy Dzień Babci i Dzień Dziadka. Więc Olgierd Budrewicz. Zodiakalny wodnik, urodziny miał 10 lutego, 4 dni przed moimi! Moglibyśmy razem urządzić bal na cztery fajerki. No ale już zostały po nim wspaniałe książki, dużo książek, bo był przecież wszędzie oraz fotografie, które córka Budrewicza oddała Muzeum Powstania Warszawskiego! 
Polecam je, są one dostępne na stronie Muzeum. Są to zdjęcia z czasów wojny, ale zdjęcia ukochanej, przyjaciół, wakacji, szkoleń pierwszej pomocy, aż wreszcie powojennego gruzowiska. 
Źródło zdjęcia: http://www.polskieradio.pl/8/755/Artykul/502106,Olgierd-Budrewicz-wedrowki-pamieci
Ale wróćmy do książek. Czytałam je w ramach takiego mojego projektu przeczytania książek z serii Naokoło Świata. Ale i sięgnęłam do dostępnych książek zbiorowych autora z jego podróży. 

Są ciekawe, pasjonujące i przesiąknięte osobowością tego miłego chyba człowieka, który dogadał się nawet z Papuasami, a w każdym miejscu świata szukał Polaków, spotykał się z nimi i opisywał. Pokazywał świat bez polskiej perspektywy, interesował się ludźmi, ich życiem jakże innym niż to nasze polskie, ukazywał problemy ekologiczne, zagrożenia naturalne i naturalne piękno świata. Z tymi książkami można poznawać geografię, wziąć atlas i zaznaczać sobie.

Oto te książki: 

Okładka książki Byłem wszędzie Pierwsza z książek zbiorczych. Wydana przez Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe w 2002 roku. Wydana z okazji 80-tych urodzin autora. 
Moja opinia: 
Po raz pierwszy w mojej biblioteczce zakwalifikowałam książkę do trzech wykluczających się półek: biograficzne, historyczne i podróżnicze.
Ale ta książka taka jest. Autor powraca do miejsc, które opisywał w wielu książkach, ale i w 'Daleko, jeszcze dalej'. Tutaj spoiwem są problemy dotykające świat, albo po prostu jakieś kwestie, np. urbanizacja, przeludnienie, eksterminacja gatunków zwierząt i ingerencja ludzi w środowisko naturalne, enklawy biedy na świecie, ale i miejsca, gdzie wciąż ludzie wybierają życie w zgodzie z naturą. Autor śledzi też przedstawicieli Polonii na świecie i przeplata to opisami Warszawy z różnych lat. wspomina przyjaciół, rodzinę, ukochane miejsca i epizody z życia, komentuje wydarzenia historyczne z ukochanej Warszawy i opisuje siebie u na początku XXI wieku.
Bardzo ciekawa książka. Ja słuchałam jej jako audiobooka, niestety nie obejrzałam tych licznych zdjęć, ale chciałabym sięgać do niej ponownie. 
8 gwiazdek

Okładka książki Daleko, jeszcze dalej  Wydawnictwo Świat Książki 2006 rok.
Była to moja pierwsza książka tego autora. Przyznałam jej 8 gwiazdek. Zapoznałam się z nią jako audiobook, więc nie miałam przyjemności oglądać fotografii. Ale za to uruchomiłam wyobraźnię. 
Książce przyznałam 8 gwiazdek.
Moja opinia:
Książkę odsłuchałam w moim ulubionym wykonaniu, czyli pana Ksawerego Jasieńskiego. Składa się ona z epizodów z różnych części świata. Początkowo poczułam się - zawiedziona, ale z czasem zrozumiałam, że autor tą urywkowością i przeskakiwaniem z najbogatszych miejsc na kuli ziemskiej po dziki busz, z potentatów naftowych po społeczności kultywujące archaiczne obyczaje, chciał przekazać czytelnikom głębszą myśl przewodnią. Moim zdaniem jest to pytanie o jakość i kierunek naszej cywilizacji. Pytanie, bo odpowiedzi musi sobie czytelnik dać indywidualnie.
I właśnie to mnie zdziwiło, gdy zetknęłam się z ta książką - że Budrewicz skupia się na ludziach i ich sposobach życia. Sposobów tych jest bodajże tyle, co miejsc.
Po dwóch tygodniach z Olgierdem Budrewiczem w uszach na pewno sięgnę po inne książki tego autora. 

Okładka książki Kierunek: wszędzie Wydawnictwo Iskry, 1979. Czyli chronologicznie wcześniejsza niż inne 'zbiorcze', ale ja sięgnęłam do niej po tamtych. Bez oceny - jest to w zasadzie to, co czytałam w "Byłem wszędzie' oraz Daleko, jeszcze dalej' i obszerny fragment "Równoleżnika zero'. Polecam jednak tamte.














Okładka książki Druga strona Księżyca. Przygody na wyspach Pacyfiku Seria: Na Krańce Świata
Wydawnictwo: G+J
Wydana w 2004 roku.
 Bardzo ciekawa książka. Dowiedziałam się z niej wiele o tym nieznanym dla mnie zakątku świata - o Melanezji, Polinezji i Mikronezji. ciekawe opowieści o życiu ludzi z wysp, o ich pięknych wysepkach, atrakcjach, historii i o eksploatacji przez mocarstwa światowe.
8 gwiazdek








Okładka książki Wrogie słońceWydawnictwo: Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej, 1963 rok. Również przyznałam jej 8 gwiazdek.
Moja opinia: 
 Jest to ciekawa, godna polecenia książka o Indiach, Nepalu, Cejlonie, Kenii i Tanganice. Co prawda, powstała ona w roku 1962, ale niestety wiele problemów opisanych jest wciąż aktualnych - np. problem chorób w Indiach (niedawno słuchałam w radio audycji o trądzie). Reporter opisuje początki parków narodowych w Kenii i końcówkę kolonializmu (problem podjęty pod rozwagę, którego skutki są widoczne na świecie aż do dzisiaj).
Mi osobiście bardzo spodobała się 'Oda do herbaty' - jak ją nazwałam, czyli uroczy fragment opisujący uprawę herbat w Cejlonie. Po tym opisie na pewno z większą estymą i radością będę się delektować każdą filiżanką liściastej cejlońskiej. 



Okładka książki Równoleżnik zero  Wydawnictwo Naukowe PWN, 2010.
Znów przyznałam 8 gwiazdek.
Moja opinia: 
Mam nauczkę, żeby nie czytać opinii o książkach przed przeczytaniem ich osobiście. Tak było z ta książka: przeczytałam, że nieciekawa, że nie opisuje Afryki właściwej (ciekawe, kto o tym decyduje...). Ale postanowiłam sprawdzić. I nie zawiodłam się.
Jest to ciekawa książka, pisana barwnym językiem, w dodatku przeplatana odniesieniami do: Jądra ciemności'. To nie przypadek. Budrewicz - podobnie jak Dziewanowski w "Mój kolega Czarownik' z tego samego okresu) rozważa nad Afryką postkolonialną. I, uważam, że czyni to sprawnie, z wielu perspektyw - dżungli i stolic zwiedzanych państw, wiosek i osad nas rzekami, Kongijczyków, Pigmejów, Watutsi, Hutu, Belgów, Francuzów, Włochów itp...... Do tego zwierząt i drzew.
Piękny opis dżungli i dogłębna analiza genezy konfliktu Watutsi i Hutu, już w 1962 roku owocujące zabójstwami, a - jak wiemy - zakończone ludobójstwem w 1994 roku.
Kilka cytatów skłoniło mnie do analogii z naszą rzeczywistością. Najbardziej poniższy, bo wprost mnie zmusza do porównań z naszymi miejscami pracy - przynajmniej tym, które znam z autopsji:
'Zegarek.
pierścionek na palcu, do tego kapelusz, muszka, kolorowe skarpetki - to szokuje i
obezwładnia wyemancypowane" otoczenie;
ono przez tysiące lat dawało sobie radę z głupcami i zbrodniarzami, wytworzyło własną
kulturę i mądre normy współżycia, ale przyszedł paraliż cywilizacji i oto byle wyzłocony.
pełen pychy dureń w wytwornym garniturze zdobywa _rząd dusz" we wsi, w prowincji, w
państwie. Można dziś w Kongo nie mieć wykształcenia - nie sposób nie nosić okularów." 

Okładka książki Powrót do dżungli Wydawnictwo: Krajowa Agencja Wydawnicza, 1989.
Moja opinia: 
Rownoleznik-zero-2
Stanisław Hempel, źródło zdjęcia: tu
 Książka - wbrew temu, co można sądzić, patrząc na nazwisko autora - nie jest reportażem z podróży, to opowieść biograficzna o niesamowitym Polaku z Afryki i jego ukochanej Stanisławie Hemplu i Iwonie Czabańskiej, którzy zaintrygowali czytelników w "Równoleżniku zero".

Taki cytat z książki, charakteryzujący Hempla:
"Każda jego bojowa akcja w puszczy, każde polowanie były dla mnie jak zaciskający gardło film z Douglasem Fairbanksem czy Gary Cooperem, w których kochałam się jako dziewczynka."

Bardzo chciałabym, żeby Polacy wyprodukowali film o tej wspaniałej parze. Życiorys obojga rozpoczyna się jak w "Czasie honoru": matura, inteligenckie środowisko, potem wojna, obóz, potem wielkie rozczarowanie w 1945 roku, potem emigracja.... Wydawałoby się, że wszystko zakończy się nijak - straconymi złudzeniami. A tu nagle Afryka, nowy świat, nowe wyzwania pośród kontynentu wyzwalającego się z kolonializmu, a jednocześnie kontynentu starego, silnie związanego z naturą i z ludźmi, którzy zachowali naturalność życia.
No wiec mamy licencjonowanego łowcę krokodyli i jego "Jane' 'efektowną blondynkę, która do dżungli zabrała wieczorową suknię z dekoltem na plecach, ale na co dzień chodzi w kucykach lub toczku z liścia. Są opowieści o tym jak los ich w końcu zetknął ze sobą, jak żyli razem, i jak jest po 20 latach, jak się zmieniła Afryka.
Po prostu świetna opowieść i aż się dziwie, że jestem pierwszą czytelniczką, która pisze recenzję tej książki na lc. Zastrzeżenie mam do okładki. Okropna - bardziej odstrasza niż zachęca. 
7 gwiazdek 

Okładka książki Metropolie Wydana przez Iskry w 1987 roku. Temat bardzo aktualny, ale książka mnie nie zaciekawiła. 
Moja opinia: 
Niestety, książka mnie nie zaciekawiła. W sumie, opisywane miasta były charakterystyczne, a problem dzielnic biedy lub przeludnienia, urbanizacji lub zakorkowanych ulic jest ważny i godny opisania. Jednakże ledwie przebrnęłam i jedynie mój nawyk kończenia książek dał mi silę do pokonania tej książki.
Ale parę rzeczy mi zostanie: opis biedy w Kalkucie, opis szalonego miasta Tokio, indiańskiego Quito i geriatrycznego Miami. I są to wrażenia mocne.
Więc chyba nie straciłam tych kilku dni (bo szybciej nie dało się z powody znużenia czytającej mojej skromnej osoby). 
5 gwiazdek 




Lubimy Czytać naliczył 60 książek tego autora. Ja przeczytałam lub wysłuchałam 8. 
W poczekalni mam jeszcze tę: 
Okładka książki Orzeł na Gwieżdzistym Sztandarze Nie wiem o czym jest, bo nie ma opisów. 

Podsumowując, książki Budrewicza nie zestarzały się, są po prostu ciekawe.

poniedziałek, 11 stycznia 2016

Wywiad z Robertem Nowakowskim, autorem 'Człowieka z sową'



          
        Zaraz po świętach opublikowałam recenzję świetnej, debiutanckiej książki Roberta Nowakowskiego pod tytułem 'Człowiek z sową'. Pamiętacie? Oto recenzja: http://literackie-zamieszanie.blogspot.com/2016/01/robert-nowakowski-czowiek-z-sowa.html. 

      Dziś mam przyjemność zamieścić wywiad z autorem. Jak zwykle, przeprowadziłam go drogą internetową, bo mieszkam na końcu Polski. Postanowiłam nie zadawać pytań uzupełniających. Zapraszam więc do czytania wywiadu i książki! 

     Jak długo pisał Pan ‘Człowieka z sową’?

Zacząłem pisać wiosną 2011 roku. Pierwszą wersję skończyłem w maju 2013. Potem od sierpnia do stycznia planowałem drugą wersję. Książka w ostatecznym kształcie powstała w ciągu dwóch miesięcy. Całość była gotowa w połowie marca 2014. Zanim ukazała się w druku, minął kolejny rok.
 
              Jako czytelnik mam prawo doszukiwać się nawiązań literackich, jakie tylko zapragnę, ale czy te,  których się doszukałam, czyli do Mistrza i Małgorzaty, do Carrolla (‘Kraina Chichów’), Pynchona, są zgodne z myślą autora?

„Mistrz i Małgorzata” to jedna z moich ukochanych książek. Mogła także przeniknąć do mojej powieści pośrednio, przez inspirację twórczością Rushdiego. On także nie ukrywał, że dzieło Bułhakowa było jednym z jego wzorców literackich.
Inaczej sprawa wygląda, jeżeli chodzi o Carrolla i Pynchona. Gdybym nawiązywał do ich twórczości, „Człowiek z sową” byłby zbyt szalony, aby znalazł wydawcę. I tak został okrojony z niektórych odważniejszych środków artystycznych.

          Czy lubi Pan postmodernistyczne powieści i czy napisanie takiej było Pana celem?

Nie miałem założenia typu: chcę napisać powieść postmodernistyczną. Nie lubię siadać do komputera z określonym założeniem dotyczących książki. Wydaje mi się jednak, że po prostu urodziłem się postmodernistą.„Człowiek z sową” spełnia bowiem każdą definicję postmodernistycznej książki, jaką stworzyła teoria literatury. Wręcz modelowo wpasowuje się w ten nurt. Wynika to jednak nie tyle z mojego celu, ale z mojego spojrzenia na literaturę. Chociażby z tego, że nie jestem miłośnikiem książek gatunkowych. Jakakolwiek zabawa konwencją i mieszanie gatunków, wprowadzanie absurdu, humoru i ironii jest w swojej istocie postmodernistyczne.
W odróżnieniu od niektórych klasyków postmodernizmu chciałem, aby moja książka była spójna. Na tyle, że redaktorka „Człowieka…”, pani Anna Seweryn stwierdziła, iż nie udało się jej znaleźć żadnych błędów w fabule, co podobno rzadko się jej zdarza. Dodatkowo starałem się, aby najdrobniejszy fakt historyczny znajdował potwierdzenie w literaturze przedmiotu, co także trochę wykracza poza typowe zasady postmodernizmu.
Autorzy tworzący książki postmodernistyczne często przekraczają pewną granicę, poza którą tekst staje się niestrawny lub jest akceptowalny tylko przez ograniczoną grupę odbiorców. W dodatku lubiących specyficzny rodzaj humoru lub określone postrzeganie świata przez autora. Chciałem tego uniknąć, chociaż wiem, że „Człowiek z sową” zdecydowanie nie jest książką dla wszystkich.

              Jakie książki lubi Pan czytać?

Lubię autorów mieszających gatunki literackie oraz fikcję z wydarzeniami realnymi.
Moi aktualni ulubieńcy: Zadie Smith, Jennifer Egan i Michael Chabon to przedstawiciele nowej fali postmodernizmu i ten nurt jest mi najbliższy.
Dodatkowo bez przerwy czytam książki Grahama Greene’a. To inna kategoria literatury, ale lubię jego ironię, subtelny humor i pisanie o poważnych sprawach w ramach lekkiej (chociaż nie zawsze) fabuły.

             I dlaczego w czasie pisania książki Pan schudł?

Mógłbym powiedzieć, że pisanie było przekleństwem (nie ze względu na opór materii pisarskiej, ale świata zewnętrznego, pracy itd.), próby znalezienia wydawcy piekłem, a schudłem ze stresu. To wszystko prawda, ale schudłem akurat dlatego, że coraz lepiej się odżywiam. Wiele lat temu byłem fanem słodyczy, teraz pieczywo Wasa (nie polecam) jest dla mnie słodkim ciasteczkiem. Śniadaniowym przysmakiem nazywam otręby owsiane zalane maślanką z dodatkiem truskawek lub malin (zimą wykorzystuję mrożonki). Więcej jabłek ode mnie jedzą tylko słonie w ogrodach zoologicznych.

         Jaki typ humoru lubi Pan i jakie ‘dowcipne’ książki poleciłby Pan czytelnikom?

Mój humor jest natury czesko-angielskiej. Nawet niektórzy entuzjastycznie nastawieni czytelnicy określali go jako niestrawny. Innym się jednak bardzo podobał. To chyba tak, jak z humorem Monty Pythona. Z tym trzeba się urodzić.
Jeżeli chodzi o „dowcipne” książki, nie jestem zwolennikiem czarnego lub zupełnie absurdalnego humoru (mój jest lekko absurdalny, chociaż według niektórych granicę pomiędzy lekko a zupełnie przekroczyłem).
Trudno mi polecić szczególnie zabawne książki. Wszyscy moi literaccy ulubieńcy znani są ze swojego humoru, bardziej subtelnego niż dosadnego. Żałuję tylko, że Zadie Smith gdzieś po drodze straciła swoją nieposkromioną radość życia, przynajmniej literacko.
Jedną z najzabawniejszych książek, jaką mam w zbiorach, jest zbiór korespondencji „Kochane Zwierzątka”: listy Zbigniewa Herberta do przyjaciół – Magdaleny i Zbigniewa Czajkowskich. Ale to jest perełka tylko dla miłośników Herberta.

      Czy chciałby Pan napisać bestsellerowy kryminał? Jeśli tak to jakie miasto wybrałby Pan na akcję? Lwów? A może Toruń? Kraków?

A który pisarz nie chciałby napisać co najmniej jednego popularnego bestsellera? No dobrze, są tacy. Ja jednak chciałbym. Obawiam się tylko, że nie byłbym w stanie zmusić się do napisania typowego kryminału. Od razu zboczyłbym w inne rejony literatury.
Jeżeli chodzi o miejsce, byłby to Toruń, bezwzględnie. Może z dodatkiem Krakowa. To dwa zupełnie magiczne miasta. Nie mówię o ludziach w nich mieszkających, ale o miastach jako miejscach. Wymyśliłem nawet zarys fabuły jakiś czas temu i zachowałem go gdzieś głęboko w pamięci. Może za kilka lat się uda.

        Jakie kino Pan lubi?

Nie jestem wielkim miłośnikiem kina. Wolę dawkować przyjemność i pobudzać wyobraźnię, a to dają tylko książki. Jeżeli już mam wymieniać jakieś ulubione kino, to najważniejsi byli dla mnie: Tarkowski i Bergman. Ostatnio ulubionym filmem są „Cudowni chłopcy”, ekranizacja powieści Chabona z Michaelem Douglasem grającym główną rolę pewnego pisarza. Oglądałem go już wiele razy. Jest to niepowtarzalne i ponadczasowe spojrzenie na pewien wycinek środowiska literackiego. Oczywiście, jaka to bywa z moimi gustami, niezgodny z niektórymi stereotypami.

       Czytając ‘Człowieka z sową’ miałam wrażenie, że jest to dyskusja z realistycznymi książkami o tych czasach w typie ‘Czas honoru’.  Jak to jest?

Oczywiście, że tak było. Obawiam się jednak, że mój głos nie ma żadnego znaczenia w tej dyskusji. Czytelnicy i widzowie lubią jednoznacznie pozytywnych lub negatywnych bohaterów, osadzonych w jasno określonej rzeczywistości, realistycznej i z góry zdefiniowanej dla wygody wszystkich, twórców i odbiorców. W Polsce spór został rozstrzygnięty jeszcze zanim się zaczął. Do mnie jednak takie traktowanie historii nie trafia. Cała historia jest pogrążona w szarości, z której nie powinniśmy wybierać sobie dowolnie tylko złych lub dobrych zdarzeń i osób. Może to powodować zafałszowania, które mogą wywrzeć trudny do przewidzenia skutek na przyszłość. Historia to kontinuum, a wszystko, co zdarzyło się w przeszłości, znajduje swoje odzwierciedlenie obecnie i będzie oddziaływać jeszcze długo.Z historią jest dokładnie tak, jak z życiem pojedynczego człowieka.

        Czy lubi Pan Trylogię?

Trudno chyba nie lubić Trylogii. Nawet, jeżeli traktujemy ją jako prawie całkowitą fikcję osadzoną w czasach historycznych. Jest to po prostu dobra literatura. A jeżeli nie ma w niej owej szarości, o której mowa powyżej – cóż, widocznie Sienkiewicz już dawno temu rozstrzygnął dyskusję o roli i sposobie pisania książek historycznych.

       Co będzie następne? Jaka książka?

Postanowiłem poddać się studiom nad techniką. Oznacza to, że zablokowałem swoją fantazję i humor, a pracuję nad solidnym rzemiosłem. Będzie to zwykła obyczajówka. No, może nie zwykła. Jedna z czytelniczek już określiła ją jako oryginalną. Mam nadzieję, że tak będzie w rzeczywistości. Niestety, moja żona stwierdziła, że nie będzie czytać żadnej szmiry i nie będzie mnie wspierać w czymś, co nie ma za grosz fantazji. Piszę więc tylko wtedy, kiedy wychodzi na spacer z psem, żeby nic nie widziała. Jest nawet jeszcze gorzej. Ostatnio wyrzuciłem do kosza 200 stron, bo uznałem, że jakość jest niezadowalająca. Zostałem z 50 stronami i pracę zaczynam prawie od początku.
Ale już ostrzę sobie zęby na trzecią powieść, której wstępny plan przygotowałem dawno temu. Połączenie doświadczeń z postmodernistycznych eksperymentów literackich i solidnie opanowanego rzemiosła może zaowocować naprawdę niezłą pozycją. Postaram się jednak nawet przy trzeciej książce powściągnąć swój humor i ciągoty do eksperymentów, żeby nie przerazić wydawców.

      Pracował Pan w korporacji. Czy tłamszenie indywidualności jest według Pana możliwe? I jak się nie dać?

Tłamszenie indywidualności to jedno z kluczowych doświadczeń człowieka jako istoty społecznej. Od urodzenia walczymy o wytyczenie granicy pomiędzy swobodą poglądów a próbami narzucenia przez innych swojego zdania. Tak dzieje się już w relacji dziecko-matka/ojciec. Szkoła to tragedia pod tym względem. Uczymy się rzeczy odgórnie wyznaczonych przez państwo, w określonym schemacie i systemie. Trochę wolności daje uniwersytet, ale to tylko chwila oddechu przed pracą. Korporacje to straszne miejsca pod tym względem. Praca w mniejszych firmach daje możliwość większej indywidualności, chociaż częściej można trafić na niezrównoważonego szefa, co może spowodować większe straty moralne niż praca w korporacji.
Często możemy powiedzieć „nie” (nie zostanę dzisiaj do dwudziestej albo nie przyjdę w weekend do pracy). Należy liczyć się z tym, że w dłuższej perspektywie zablokujemy sobie możliwość kariery, ale zyskamy trochę wolności. O dziwo, pod tym względem niektóre korporacje mają przewagę. W mniejszych firmach mówienie „nie” może spowodować, że stracimy pracę i już jej nie znajdziemy. Niektóre korporacje tego nie praktykują, przynajmniej w przypadku pracowników z pewnym doświadczeniem. Praca w korporacji często też daje prestiż, który można przełożyć na łatwość znalezienia innej pracy.
Nonkonformistyczne zachowania wobec współpracowników w pracy dają tylko pozorną wolność i lepiej powstrzymać swoje drugie ja przed taką autodestrukcją. Budowanie indywidualności wymaga wolnego czasu i najlepiej praktykować ją poza pracą. Oznacza to posiadanie osławionego i wyszydzanego drugiego życia.Ja przez lata wyrobiłem sobie nawyk ukrywania swoich dość licznych osobowości. Ostatnio jednemu z dobrych znajomych zdradziłem, że ukazała się moja książka. Odpowiedział: „zastanawiam się, czego jeszcze się o tobie dowiem. Może tego, że jesteś agentem ABW”. Kiedy opowiedziałem o tym żonie, odparła: „wcale bym się nie zdziwiła”.

Dziękuję za wywiad.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Top Commentators Widget for Blogger Blogspot with Avatars