piątek, 28 grudnia 2018

Wilkie Collins 'Kobieta w bieli' - kryminał iście wiktoriański....

Recenzencko (przedostatnia, garść miodu)

Książki tego wiktoriańskiego pisarza wydawnictwo MG przybliża nam od jakichś 3 lat. Ta książka 'Kobieta w bieli' reklamowana jest jako pierwszy wiktoriański kryminał, a więc zarazem powieść o cechach wiktoriańskich i cechach kryminału. Zachęciło mnie to, choć nie jestem fanką powieści wiktoriańskich. 'Duma i uprzedzenie' troszkę mnie zawsze denerwowała, 'Wichrowe wzgórza' zawsze uważałam za studium dla psychiatry, specjalizującego się w obsesjach. Tylko 'Jane Eyre' były dla mnie ciekawe, bo i bohaterka miała krytyczne podejście do siebie i dystans. No a poza tym, głównym tematem tych książek było wyjście za mąż oraz życie arystokracji. No to ja w okresie nastoletnim, gdy to dziewczęta zaczytują się w 'Dumie i uprzedzeniu' szlochając w poduszkę, byłam dziewczęciem-odmieńcem, któremu tematyka szukania męża wydawała się czymś nie tyle dziwnym, co chorym, głupim, 'zawczesnym' w wieku nastoletnim. Nigdy podejście, żeby 'szukać póki jest duży wybór' nie był mi bliski. Dość powiedzieć, że owszem, przeczytałam te dzieła wtedy, bo wypadało, ale mnie one wynudziły. Z miłości w literaturze wolałam w tamtym wieku znacznie płominniejsze 'Przeminęło z wiatrem' i rodzima 'Trędowata'. Próbowałam się zachwycić ponownie po dekadzie, gdy znów nastała moda na powieści wiktoriańskie i owszem, przeczytałam je, ale znów się nie zachwyciłam. 
Ale Wilki Collins mi się spodobał. Nie jest to pisarz wybitny, ale świetny pisarz popularny, który potrafi zaciekawić fabułą. W 'Kobiecie w bieli' połączył powieść wiktoriańską, a więc o małżeństwie w arystokracji angielskiej z cechami kryminału. Musiał uważać, żeby nie narazić czytelniczki na omdlenie, więc musiał jakoś połączyć cechy kryminału, opisującego zbrodnię, morderców i ofiary z wrażliwymi odbiorcami. Chyba musieli być wrażliwi i w dobrym tonie, bo świadczy o tym niby epizodyczna rozmowa bohatera z najpiękniejszą bohaterką tej książki Laurą, gdy ta była panną na wydaniu. Pyta się ją Walter o to jak planuje spełniać 'obowiązki małżeńskie' z facetem, którego nie znosi, jeśli chce się zgodzić na ten ślub. Dziewczyna patrzy na niego bawolim wzrokiem... I po dłuuugim namyśle mówi, że nie rozumie... I ja się tak zastanowiłam, że jednak brak edukacji seksualnej w dawnych czasach był przyczyną wielu tragedii. Tak jak i tu. Mniejsza z tym, to epizod. 
Cechy wiktoriańskie tej powieści to nie tylko wyjście za mąż, ale i bardzo długie dialogi pomiędzy bohaterami, to listy i liściki, schadzki w parku itd. itp. Wszystko to jest ciekawe dzięki temu, że Collins stworzył charakterystyczne postacie drugoplanowe, które stworzyły tę powieść. Marianna to kobieta samodzielna myślowo, inteligentna i sprytna. To ona oraz blady na jej tle Walter ciągną tę fabułę. Ciekawy był pomocnik głównego bohatera Frosco, dziwak wuj Fryderyk Fairlie, jest też opętana obłędem dziewczyna oraz jej tajemnicza matka. Same główne postacie: idealna Laura i sir Parsival (jaki dobór imienia!) Glyde są raczej blade na tle postaci drugoplanowych. Laura jako panna to już w ogóle jest jak nimfa eteryczna, która denerwuje swoim postępowaniem. W dzisiejszych czasach kompletnie tego nie rozumiemy. Znacznie lepiej wypada już po ślubie, gdy okazuje się, że dziewczyna ma swoje zdanie. 
Cała intryga jest ciekawa i nie do odgadnięcia aż do końca. To dobrze, bo człowiek ma ochotę czytać tę grubiutką powieść. Autorowi udało się pokazać niuanse i zasady rządzące światem ówczesnej arystokracji. Również to, dlaczego blada Laura miała takie wzięcie, a jej przyrodnia siostra Marianna, choć ciekawsza i inteligentniejsza, żywsza i ciekawsza kompletnie się nie liczyła na rynku matrymonialnym....
6 gwiazdek
Za książkę dziękuję wydawnictwu MG

środa, 26 grudnia 2018

Umberto Eco 'Wyspa dnia poprzedniego' - o baroku i zmierzchu dawnego świata. Jak zmierzyć nowy świat?


Książkę przetłumaczył Adam Szymanowski. Jest to kolejne wydanie tej książki w Noir Sur Blanc, trzecie z kolei. Poza 'Imieniem róży', która to książka jest najbardziej fabularna ze wszystkich dokonań Eco, już inne nie są tak proste. Trudno jest mi się wypowiadać o tym jak o dogmacie, bo przeczytałam dotychczas trzy książki Eco. Właśnie 'Imię róży', potem 'Cmentarz w Pradze', a teraz 'Wyspę dnia poprzedniego'. 'Cmentarz w Pradze' napełnił mnie niepokojem i wahaniem, a zarazem radością czytania tak dobrze napisanej książki. Autor ma świetny talent do stylizacji językowej oraz do grania z czytelnikiem, do ironii. Tak więc, gdy oficyna Noir sur Blanc napisała o wznowieniu 'Wyspy dnia poprzedniego' i napisała na Instagramie, że jest to powieść rozgrywająca się w XVII wieku, moim ulubionym, to zapragnęłam posiadać tę książkę. 
Cieszę się, że jej lektura przypadła na zakończenie mojego maratonu czytelniczego, gdy zostało mi tylko 5 książek od wydawnictw (a z chwilą, gdy piszę ten tekst - 2 książki), bo już bez pośpiechu mogłam się delektować lekturą.
Byłam pełna uznania dla pióra Umberto Eco. Stworzył znakomitą, choć niełatwą książkę. Ciężko ją nazwać powieścią, bo jest to stylizacja na powieść, a fabuła w tej książce jest elementem przesłania, jakie ta książka niesie. Moim zdaniem, jest to książka o baroku, o jego niuansach i smaczkach i o coraz bardziej skomplikowanym świecie, w jakim stała się siedemnastowieczna Europa. Jest tutaj wszystko, co dla tej epoki było typowe: alegorie i szukanie kamienia filozoficznego, dysputy religijne i wojny, które przestawały by bitwami rycerskimi, a stawały się krwawą jatką. Życie i przygody głównego bohatera  Roberta de la Givre'a ukazują tę kosmiczną zmianę, jaka dotknęła Europę i świat w XVII wieku! Początek jego życia to spokojny żywot ziemiański, potem czas wojny rycerskiej, potem bywanie w salonach Paryża, gdzie zabawiano się skomplikowanymi dysputami na różnorakie tematy, aż wreszcie wyjazd w świat. Przecież, jak sam autor pisze w przypisach na końcu książki, w tym czasie odkryto Tasmanię oraz szukano sposobów na mierzenie położenia geograficznego. Przecież walka o zamorskie kolonie trwała wówczas w najlepsze. Wszystkie te dysputy i dialogi oraz dygresje, jakie znajdują się w książce nie są w w sumie dziwacznymi wstawkami, ale rozwinięciem wątków myślowych, które były ważne w tym czasie, w XVII wieku. 
Umberto Eco pokazał jak bardzo zmienił się człowiek i jego widzenie świata w tym czasie, jak bardzo otworzył się jego świat, jego perspektywy wraz z otwarciem światopoglądu na świecki, wraz z upadkiem świata rycerskiego, wraz z odkryciem Nowego Świata. To wszystko przeżywa główny bohater Robert. 
I na końcu książki autor potrząsnął mnie mocno filozoficznie kończąc książkę w sposób, w jaki zakończył, czyli otwarty. Człowiek, który nie ma już stałych wartości, jest wolny jak okręt na oceanie, ale i jest zagubiony. To poszukiwanie środków pomiaru położenia w świecie jest nie tylko dosłowne, ale i jest przenośnią, jest metaforą zagubienia człowieka współczesnego. Zdaniem Eco zaczęło się to właśnie w XVII wieku, wieku kontrastów i wykluczających się ideologii, wieku zmierzchu starego i początku nowego świata. A poza tym, jest to znakomita literacko książka. To uczta estetyczna na wysokim poziomie. Autor bawi się konwencjami literackimi i czyni to w sposób mistrzowski. 
Znakomita książka. Daję jej 10 gwiazdek
Za książkę dziękuję Noir sur Blanc. 
ps. I cieszę się z decyzji, którą podjęłam, bo mam czas na spokojne czytanie dobrych książek. Ta książka jest wisienką na torcie, takim przejściem od powieści 'do recenzji' do książek własnych, które coś ułożą w mojej głowie. Na koniec chciałam się przyznać do tego, że barok był moim tematem pracy magisterskiej. Moja pani promotor pasjonowała się alegoriami i symbolami i wiele z takich słowników alegorii przynosiła nam na seminaria. Ta rozprawa z powieści o gołębicy, ta na kilka stron nie jest więc z palca wyssana, ale takie wieże myślowe były typowe dla tej epoki, a Umberto Eco znakomicie naśladował styl takich rozpraw. Po polsku wydano kilka takich słowników symboli i alegorii. Kiedyś marzyłam o własnym takim. 

wtorek, 25 grudnia 2018

Véronique Olmi 'Bakhita' - niewolnica i święta i nadzieja, która wypływa z serca.


To bardzo piękna, świetnie napisana, mądra i wzruszająca książka o niewolnicy, która została świętą i o kobiecie, która nie uległa złu, jakiego doświadczyła, aż wreszcie jest to książka o cząstce dobra i nadziei, jaką każdy nosi w sobie, gdy już jest źle tragicznie. A to jest chyba to, co nazywamy Bogiem. 
W skrócie o tym jest ta przepiękna książka, którą czytałam ze wzruszeniem. Bo nie da się jej czytać inaczej, niż ze ściśniętym sercem. 
Bakhita jest prawdziwą osobą, świętą Kościoła, którą kanonizował św. Jan Paweł II. To osoba, która naprawdę żyła. Jej wspomnienie przypada na 8 lutego. 
św. Józefina Bakhita
Św. Józefina Bakhita, obrazek świętej, zaczerpnięty ze strony: http://misjonarzeafryki.org/sw-jozefina-bakhita/
Książkę nominowano do ścisłego finału Nagrody Goncourtów w 2017 roku, którym zajęła drugie miejsce. Czasami zdarza mi się czytać książki uhonorowane tą nagrodą i moim skromnym zdaniem rzadko kiedy jest nagradzana tak spójna powieść. I to w laickiej Francji?! Moim zdaniem święta ta, Sudanka, była niewolnica tak zafascynowała współczesnych Francuzów, gdyż problem uciekinierów z Afryki jest tam bardzo palący.

W każdym razie książkę czyta się ze ściśniętym sercem, ale i z radością czytelniczą, gdyż napisana została ta książka bardzo dobrze, subtelnie. Z przykrością muszę stwierdzić, że rzadko kiedy żywoty świętych są dobre artystycznie. Najczęściej autorzy popadają w tony liryczno-ckliwe, które drążnią osobę o wyrobionym guście estetycznym. Trudno jest pisać o świętości, cierpieniu i dobru w sposób niebanalny. Tutaj autorce się to udało. Jest to znakomita książka. Jak wiadomo, jej tematem jest życie niewolnicy, od pasma udręk po uwolnienie i osiągnięcie świętości. Ale nie ma tutaj chodzenia z lilią, ale głębokie doświadczenie duchowe tej niesamowitej kobiety, która przeszła tak wiele złego, a jednocześnie przez całe życie miała w sobie tyle dobroci dla najsłabszych. Chyba to mnie w tej książce tak wzruszało. Przyznam się, że się popłakałam, bo to naprawdę smutna książka. Bakhita stopniowo zostaje całkiem sama. Zabierają jej rodzinę, przyjaciół, wspomnienia, szacunek do siebie, a nawet imię. Tylko jakieś ulotne wspomnienie matki tkwi przy niej przez całe życie. Autorka z dużym taktem opisuje gwałty na Bakhicie, bicie, poniżenie. Poznajemy istotę niewolnictwa, tego że człowiek staje się własnością innego człowieka. 
I po tym całym cierpieniu karta Bakhity odwraca się na dobre dzięki jednemu życzliwemu człowiekowi. Bakhita z czasem została zakonnicą. 
W tej części książka opisuje jej relacje z ludźmi, sposób widzenia świata. Wzrusza to, że Bakhita z tych cierpień, jakich sama zaznała i jakich była świadkiem, wyniosła nie rozgoryczenie, nie nienawiść do ludzi, ale nadzieję i uważność na głód dzieci, na samotność i opuszczenie. W opowieści tej nie ma moralizowania, nie ma też słowa Bóg, ale mamy pokazane jak ona, była niewolnica, widzi świat. I to jest chyba ta istota wiary, jaką w sobie nosiła Bakhita, której można się od niej uczyć. Tajemnicą jej dusz - jak by powiedzieli ateiści - i tajemnicą Boga - jak by powiedzieli wierzący - jest to, skąd w najbardziej beznadziejnej sytuacji można czerpać siłę do życia. Bakhita czuła dotyk dłoni swojej matki, czuła, że ktoś nad nią czuwa. Jednocześnie Bakhita pokazuje życie tu i teraz. Ona żyła po prostu uważnie, widząc potrzeby innych, będąc podporą dla tych, których los postawił na jej drodze. 
To wspaniała książka.
10 gwiazdek
Za książkę dziękuję Wydawnictwu Literackiemu. 

poniedziałek, 24 grudnia 2018

Charles Dickens 'Wielkie nadzieje' - klasyka na święta

Wybaczcie, że lampa błyskowa zamazała Pipowi twarz...
RECENZENCKO

Polecam na święta. Dickens wzrusza, jak zwykle

Od lata zabierałam się za tę książkę. Już raz ją czytałam kiedyś, a gdy właśnie tego lata MG wydało tę powieść, postanowiłam skorzystać z okazji i wejść w jej posiadanie. Ja na czytanie Dickensa muszę mieć nastrój. I zawsze schemat mam ten sam: odtrącenie (myślę sobie, że znów o sierotkach, pewnie kicz), ciekawość (a, może przeczytam, bo to Dickens), poznawanie (zaczynam czytać i wchodzę w lekturę cała). 
Tym razem też było tak samo. Od lata zwlekałam, ociągałam się, aż wreszcie się wzięłam. 
Pewnie pojawia się pytanie, czy to wersja skrócona. Wydawnictwo o tym nie pisze, żeby była to wersja skrócona. Myślę, że to wersja pełna. Zresztą, czytałam kiedyś tę książkę po angielsku i była ona małych rozmiarów, około pięciusetstronicowa, jak pamiętam. 

Dość niepotrzebnych wstępów. 
Po raz kolejny zachwyciłam się prozą Dickensa i choć była to kolejna lektura tej książki, to cieszyła mnie bardzo. Zresztą, zapomniałam już treści. Tym razem delektowałam się kunsztem epickim Dickensa oraz wymową tej książki. 
Kunszt epicki Dickensa przejawia się w humorze w tej powieści. Tak, tak, humorze. Bo przecież wszystkie postacie tej książki ukazane są lekko satyrycznie. Wyeksponowano typowe dla nich zachowania, gesty, sposób zachowania w towarzystwie. Można się tym delektować. Po drugie fabuła. W porównaniu z tymi licznymi powieściami współczesnymi, którymi się katowałam albo które przezornie odrzucam, Dickens jest naprawdę znakomity. W każdym rozdziale jest jakieś wydarzenie, które pcha akcję do przodu. Zwroty akcji są ogromne i dramatyczne. To mistrz gatunku. Czytam sobie Dickensa wyobrażając sobie jak mogła wyglądać lektura tej powieści w czasach sprzed telewizora. Kupowano tę książkę jako drogi luksus. Siadała cała rodzina przy kominku albo piecu. Ktoś czytał, a wszyscy słuchali. Lektura to była na miesiąc. Tak to widzę. I wydaje mi się, że książka jest wystarczająco pełna akcji, żeby zaciekawić do kolejnych odcinków, na kolejne wieczory...
Teraz napiszę co takiego mnie zachwyciło w treści powieści. Czytałam ją z zachwytem estetycznym, ale i poruszona treścią. Wielkie nadzieje miał Pip na swoje życie. Chciał coś osiągnąć, wyrwać się z biedy, zamieszkać w wielkim świecie, pokazać światu, że nie jest obdartusem. Czyż nie jesteśmy tacy sami i teraz? Szukamy szczęścia na świecie, wyjeżdżamy z naszych wiosek i miasteczek, staramy się robić 'warszawscy', 'londyńskcy' czy 'moskiewscy' i tak jak Pip troszeczkę ukrywamy naszych wiejskich bliskich, wiejskie zwyczaje rodzinne, babciny regal w stylu późny Gierek (tak na marginesie, moja mama też go nie wyrzuca, bo stwierdziła, że tyyyyyyyyyyyle za nim w kolejce stała, że nie spali tego). Zawieramy znajomości, nowe atrakcyjne przyjaźnie. A potem okazuje się, że to co dla nas najcenniejsze jest najskromniejsze i cichutkie. Tak, uważam, jest bardzo często w młodości, a 'wiek męski, wiek klęski' pokazuje klęskę tych 'wielkich nadziei'. Ja więc odebrałam tę powieść jako książkę o dorastaniu, o próbach wyrwania się, o okłamywaniu siebie i pokazywaniu się otoczeniu w innym świetle niż zostaliśmy wychowani. 
Pip dla mnie nie był osobą złą, był po prostu ambitnym młodym człowiekiem, który chciał coś zrobić ze swoim życiem. I chyba rozumiał to Joe, najlepszy ojciec jakiego znamy w literaturze. Bardzo mnie ta postać wzruszała. 
Przeciwieństwem szczerego w zachowaniu Pipa był w powieści Wemmick, który jasno oddzielał życie osobiste od pracy. Nie był obłudny, ale był stonowany w kontaktach z przełożonym. Nie łączył tego, nie przenosił życia domowego do pracy i tego uczył Pipa. Pip miał inny charakter, on był ekstrawertykiem, który nie potrafił nie mówić o swoim życiu. U niego wszystko było jednym. Praca wynikała ze stylu życia, a życie łączyło się z pracą. 
Trzecim typem była Biddy, której wystarczała rodzina i małe skromne kształcenie się. Ona od razu wiedziała, gdzie tkwi jej szczęście i jego się trzymała. Wzloty i ambicje trzymała w sobie. 
Jak widać, książka mocno mnie wzruszyła, zachwyciła i poruszyła w mózgu to miejsce, które odpowiada za doznania estetyczne. Rzadko to miejsce jest łechtane, bo tylko przy wybitnej powieści. A taka łączy doskonałość konstrukcji, znakomity język i porusza coś w człowieku. We mnie poruszyła. Jest dla mnie takim lustrem. Niesamowita książka.
10 gwiazdek

Za książkę dziękuję wydawnictwu MG

sobota, 22 grudnia 2018

Joanna Kuciel-Frydryszak 'Służące do wszystkiego" - polecam na święta

Polecam na święta

Recenzencka

Książka ta uświadomiła mi, że warto jest dać autorce drugą szansę. Jej 'Iłły' nie przeczytałam, gdyż zawiodłam się i wynudziłam 'na Słonimskim'. (Gdybyż to przeczytał....). Książka o służących mnie zaciekawiła. Czytam ostatnio w wielkim pośpiechu, żeby zdążyć z recenzenckimi w starym roku, ale na 'Służących' się zatrzymałam i czytałam ją w spokoju, gdyż książka ta mnie zachwyciła treściowo i sposobem napisania. Treściowo - bo opowiada o służących, o tych niezliczonych kobietach, które pracowały w domach, były niezastąpione, a jednocześnie najczęściej traktowane jak mebel. Z wyjątkami. Z drugiej strony pamiętam te służące w fartuszkach w przedwojennych filmach ze Smosarską.... Zawsze współczuję osobom, które (przecież i dzisiaj) muszą pracować 24/7 w czyimś domu, bez życia prywatnego. A kiedyś było jeszcze gorzej, bo te babinki i dziewuszki nic nie miały, nawet własnego kąta. I autorka opowiada o nich, wyszukuje zdjęcia, szczątki informacji. Serce się kraje przy rozdziałach o hipokryzji całego społeczeństwa. Najgorsze były nadużycia na tle seksualnym i te poniżające badania. Poza tym niskie płace i zależność finansowa od właścicieli. Autorka opisuje kuchnie, szafy, fartuszki, warunki mieszkaniowe, książeczki, możliwości 'wychodnego', którego te kobiety nie miały, nadzieje na rodzinę, której nie miały, bo praca ta uniemożliwiała wyjście za mąż. Zaszokował mnie test, że 'oszczędna służąca' może zaoszczędzić przez rok na płaszcz! Wyobrażacie sobie! 
Ilustracja w książce
Porada z broszurki dla służących (tak swoją drogą użyteczna i teraz, jeśli ktoś, tak jak ja, ma piec kaflowy. Bo ja mam, ale to inna historia)
W połowie książki robi się makabrycznie, ale prawdziwie, gdyż pojawiają się rozdziały o dzieciobójstwach, o niemożności przeprowadzenia ustawy regulującej pracę w tym zawodzie, w ogóle próby, żeby zrobić z tego zawód, a nie niedolę kobiecą, i czasopisma dla służących oraz wskazówki wychowawcze dla służących. Wszystko to miało je trzymać w uniżoności i poddaństwie. Miała się skromnie ubierać, żeby 'nie mieć na sumieniu grzechu swojego pana' - tak powiada jedna z przytoczonych broszurek! Wyobrażacie sobie?!!!! Toż to czysta Izaura i Leoncio. To te biedne, niewykształcone, ubogie kobieciny jeszcze były obciążane grzechem swojego właściciela? W ogóle to słowo 'właściciel', które samo mi się nasuwa przy pisaniu tego posta mówi samo za siebie, jak tym kobietom było ciężko. Teraz rozdziały o dzieciobójstwach. Okropne, ale z drugiej strony autorka poprzedza to wyjaśnieniem prawodawstwa w tym zakresie, które te kobiety pozostawiało same z 'problemem'. No, może poza zaborem pruskim, który to regulował. 



Domofon dla służby

Jak widać, budowa domu wymagała aranżacji klitek dla służby. Szkoda, że w tak wielkich domach nie przewidziano dla nich pomieszczenia. Świadczy to o tym, jak je traktowano )

Smaczkiem jest wspomnienie Janusza Machulskiego o swojej służącej, a pozytywnym elementem wspomnienie o służącej u Sienkiewicza oraz listy pomiędzy Gombrowiczem a jego służącą. To chlubne wyjątki w tym zawodzie. Pod koniec książki jest rozdział o służących 'u Żydów', co też niedobrze świadczy o Polakach, tak jak i służące Ukrainki. A po tym rozdział o ofiarności wielu służących, które za pracodawcami poszli do getta, ale i o korzystaniu z ich trudnej sytuacji. Autorka mówi, że było różnie. Że tutaj, w tym temacie źródła mówią, że nie można generalizować. 
Napisałam na początku, że zachwyciłam się tą książką treściowo oraz sposobem napisania. O treści już napisałam. Teraz wspomnę o sposobie napisania. Jest znakomity, bo jasny i przejrzysty, choć nie ma matematycznego podziału na tematy. Opowieści te jakoś same się toczą, układając w głowie czytelnika w jeden ciąg myślowy o służących.
10 gwiazdek
Polecam bardzo.
Za książkę dziękuję Wydawnictwu Marginesy

piątek, 21 grudnia 2018

Iwona Szelezińska 'Kopnij piłkę ponad chmury. Reportaże z Nepalu'

RECENZENCKO 

Książka naprawdę mnie usatysfakcjonowała. Czytało mi się ją lekko, a zarazem miałam wrażenie, że ta lektura pokazuje mi jakąś prawdę o współczesnym świecie, że nie jest to tylko odfajkowywanie 'kolejnych recenzenckich'. Nepal nie jest najbardziej znanym krajem na świecie, chociaż ja wiedziałam gdzie ten kraj jest, bo w domu mówiono mi, że geografia jest królową nauk i że takie rzeczy trzeba wiedzieć. Córka naszej znajomej ma w pracy znajomego Nepalczyka i (ta znajoma) mówi, że to 'facet z Afryki'. Taka jest przeciętna znajomość geografii. Zdaje się, że czytałam reportaż Olgierda Budrewicza o tym kraju, ale ten jest współczesny, nowoczesny. Budrewicz miał swój własny styl. 
Książkę 'Kopnij piłkę ponad chmury' napisała kobieta, która podróżuje i pracuje w tamtych regionach, poznała ludzi, sposób życia, mentalność. Z tego powstała książka przystępnie napisana i bardzo ciekawa. Autorka na ten kraj, jak sama to ujęła, wciśnięty pomiędzy dwa mocarstwa - Indie i Chiny, a geograficznie położony w Himalajach, co jest zaletą i wadą, na ten kraj patrzy z punktu widzenia kobiety. 
Jej reportaże, teksty ujęte w tym tomie to opowieści o kobietach, o dzieciach, o tym jak się tam żyje. 
Ilustracje z książki 



Na pewno wstrząsa reportaż o ofiarach handlu ludźmi. Straszny, porażający, prawdziwy i otwierający oczy tekst. Należy to przeczytać. Inne teksty pokazują, że kraj ten jest i tradycyjny, i nowoczesny, z inną obyczajowością, ale pełen ciekawych ludzi. Na pewno autorce udało się pokazać Nepalczyków i Nepalki w dobrym świetle, wydobywając z nich ambicję, ale i poszanowanie dla własnej tradycji i kultury. Nawet w tym pierwszym reportażu o Kumari, młodych boginkach, autorka opisuje ich życie tam i potem, zmagania się z codziennością, ale i czytanie 'Harrego Pottera', ale tylko pierwszy tom, bo tylko tyle przetłumaczono na język nepalski. 
Pod koniec mamy reportaż o nepalskim dobieraniu się w małżeństwa, bardzo ciekawy oraz opis pewnej wioski w Himalajach, z praktycznymi opisami na temat dostępności telewizji satelitarnej, wifi i prądu. 
Jest też świetny tekst na temat trzęsienia ziemi, jakie dotknęło ten kraj w 2015 roku. 
Nie ma tu polityki, przynudzania, a opowieści ze spotkania autorki z bohaterami tej książki czyta się jak zajmującą powieść. 
Zdecydowanie polecam
Za książkę dziękuję wydawnictwu Marginesy

sobota, 15 grudnia 2018

O stosikach na święta.... Co sobie gromadzimy na te 3 dni...

Źródło: demotywatory 
Cześć,
Święta lada dzień, a w necie książki świąteczne już od listopada królują niezmiennie. Blogi też, choć mniej niż w zeszłym roku podają swoje książkowe plany na święta. Ten post chciałam poświęcić nie temu, co ja chcę przeczytać, ale ogólnie typom książek na święta. Podam też kilka przykładów.

Typ pierwszy: książki świąteczne 


Chyba najpopularniejszy typ, a wydawnictwa odpowiadają na to zapotrzebowanie. Już o tym pisałam, więc się nie będę powtarzać. Książek o miłości na święta jest mnóstwo. Kto lubi takie?
Okładka książki Pejzaż z Aniołem Okładka książki Magia grudniowej nocy

Typ drugi: ogromne klasyczne powieści, 
których nie mamy kiedy przeczytać normalnie,
 a zdaje nam się, że w te 3 dni wszystko nadrobimy

Ten typ długo mnie prześladował.....
Znalezione obrazy dla zapytania Wojna i pokój ksiązka Znalezione obrazy dla zapytania Nędznicy

Typ trzeci: kryminały

Opcja dla tych, którzy lubią miło spędzić te święta, bo dobry kryminał wciąga.

 Znalezione obrazy dla zapytania seria z MortkąZnalezione obrazy dla zapytania Boże Narodzenie Herkulesa Znalezione obrazy dla zapytania Boże Narodzenie Herkulesa


Po czwarte jakaś dobra powieść. Musi być długa i ciekawa:

Cóż, czytałam taką ostatnio. Podam też i inne, które mi przychodzą do głowy w związku z tym wątkiem:
Znalezione obrazy dla zapytania Dzikie serca Znalezione obrazy dla zapytania TrędowataZnalezione obrazy dla zapytania Przeminęło z wiatrem


Po piąte lekka powieść dla młodzieży, jakieś serie. 

Były takie święta, że i ja to czytałam.
Znalezione obrazy dla zapytania Zmierzch Meyer Znalezione obrazy dla zapytania Saga o ludziach lodu

Po szóste: ciekawa nowość, której nie mieliśmy czasu przeczytać w innym czasie:

Znalezione obrazy dla zapytania na południe od brazosPatrioci Znalezione obrazy dla zapytania nie mówcie że nie mamy niczego

Po siódme: zaległe lektury:

Znalezione obrazy dla zapytania Placówka Znalezione obrazy dla zapytania Dzieci z Bullerbyn

Po ósme, dobra biografia:
Okładka książki Ania Okładka książki Moje szczęśliwe wyspy Okładka książki Jezu, Ty się tym zajmij! o. Dolindo Ruotolo: Życie i cuda
Po dziewiąte, coś podróżniczego:
Okładka książki Biała gorączka Pojedynek z SyberiąOkładka książki Stary Ekspres Patagoński. Pociągiem przez Ameryki
A na koniec, czyli po dziesiąte: książka dla dzieci, czytana przez dzieci.

 Pamiętam takie koszmarne święta, jakie wywołała niewłaściwie wypożyczona książka. Koszmar ten to:

Znalezione obrazy dla zapytania Serce Amicis

Pewnie znalazłby się i jeszcze kilka innych typów. A wy który preferujecie i co odłożyliście sobie na święta?

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Top Commentators Widget for Blogger Blogspot with Avatars