środa, 9 stycznia 2019

Amos Oz i jego książki. Recenzje i opinie. Człowiek i pisarz. Człowiek - księga

Amos Oz
Amos Oz, Źródło: http://lubimyczytac.pl/autor/3980/amos-oz


Amos Oz czy raczej jego twórczość, był przedmiotem mojej lektury na początku tego roku. Miałam zamiar czytać jego książki od jakiegoś czasu, ale wiadomość o śmierci przyspieszyła to. I powiem tak, Trochę mi się spodobało, a trochę nie.




Oto recenzje:
Okładka książki Opowieść o miłości i mroku
To moja pierwsza książka w tym roku i bardzo udana lektura. Przełożyłam ją na początek kolejki ze względu na śmierć Oza. W ten sposób chciałam uczcić twórczość tego wielkiego pisarza. Katharsis przeżyłam przy jej czytaniu. Nie wiem czy żałować, ze cały zeszły rok odkładałam jej czytanie czy nie. Bo to wspaniała książka, ale z drugiej strony lepiej się ją czyta na spokojnie, dawkując rozdziały, obrazy, zdania, figury retoryczne. Autor naprawdę włożył serce w tę książkę. Na okładce wydawca napisał, że to 'klucz do zrozumienia twórczości Oza'. Tak, to prawda. Ja już czytałam jego książkę 'Sceny z życia wiejskiego' i wówczas twórczość ta nie powaliła mnie na kolana. Zaintrygowała, ale czułam niedosyt. Dopiero ta autobiografia ukazała mi wewnętrzny świat tego pisarza, człowieka. Z takim bagażem mogę sięgnąć do kolejnych książek mistrza, a planuję jeszcze dwie. Pierwszą i ostatnią, jak alfa i omega. 
To najlepsza autobiografia, jaką w życiu czytałam. Po pierwsze język, p;o drugie zakres tematyczny, po trzecie przejmujące obrazy, wspomnienia, straszne i piękne przeżycia, po trzecie wieloaspektowość tej książki. Wielkim uproszczeniem czytelniczym byłoby czytać ją tylko jako autobiografię. Bo tak nie jest. To jest też książka o dojrzewaniu i wchodzeniu w dorosłość, książka o rodzeniu się artysty, książka o rodzinie, o wykorzenieniu i pamięci, o braku miłości i samotności, książka o państwie Izrael i jego obywatelach, którzy z tęsknotą za Europą, ze wspomnieniami z wojny albo prześladowań pojechali w ten kraj nieznany, niby kraj przodków, ale w sumie nie ich. Oddaje to postać matki, która ciągle czyta europejskich autorów i tęskni za Wołyniem. Nawet jej wspomnienia są wołyńskie, a i choroba jest chyba niezbadaną przez ówczesnych lekarzy traumą pourazową. 
Wspomnienia Oz układa nie chronologicznie, ale obrazami, tak jak mu się kojarzy i przypomina. To doskonały układ. Opowiada o swojej rodzinie z obu stron, ale i o sobie, o tym jak on tam się czuł, jak przeżywał powstawanie państwa Izrael, jak przeżyli wojnę i jak to wyglądało. To bardzo dogłębna i obiektywna opowieść. Bardzo pozbawiona nacjonalizmu. Ja ją odczytałam uniwersalnie. 
Bardziej jednak przeżywałam tę książkę w kluczu psychologicznym, a ze wspomnień rodzinnych czy raczej związanych z rodziną wyłapywałam to trudne wykorzenianie się (trudne bo z musu) z Europy i trudne (bo nie mając wielkiego wyboru) zaczynanie życia gdzieś na pustyni, w Jerozolimie, a potem w kibucu. 
Inna sprawa to droga Amosa do bycia pisarzem. To jak chciał odrzucić styl życia rodziców, przyjaciół rodziny, to jak bardzo przeszkadzała mu intelektualność tej rodziny, tego środowiska, i jak ostatecznie powrócił do korzeni. Zawsze myślałam, że takie rodziny dyskutujące o poezji są szczęśliwe i na pewno się dogadują. Ta książka uświadomiła mi, że za dyskusjami o języku, o poezji i sztuce może kryć się bariera nawet w kontaktach z najbliższymi, że można mówić i nie kontaktować się. I to jest straszne. To, że cała rodzina Amosa była osamotniona, każde z nich. Czasem miałam wrażenie, że całe to pokolenie pionierów Izraela było osamotnionych i pełnych traum. Już pod koniec książki Amos Oz mówi, ze myślał, że w kibucu ludzie są dziarscy i pełni werwy. Jak się okazało, tam też przeważali rozbitkowie życiowi, frustraci pełni niespełnionych marzeń. 
Poza tym wszystkim w książce Amos Os pokazuje, ujawnia i oswaja wielką traumę swojego dzieciństwa - samobójstwo matki. Świat i wspomnienia dzieli na te przed i po. Najpierw wybiera te szczęśliwe, gdy we trójkę spędzali czas i stanowili pełną rodzinę. I jak sam mówi, czyni to po raz pierwszy. Już jako dziadek! 
Czy książka czegoś uczy? O, wielu rzeczy. Uczy świata pisarza, tego jak człowiek zostaje pisarzem, czy raczej jak pisarz ujawnia się w młodym człowieku. Uczy też tego, że czasem światy innych ludzi to kumulacja tragedii, traum i samotności. Że bywa ciężko, a mimo wszystko można z tego zbudować spełnione życie.
10 gwiazdek

Druga książka Oza w tym toku to jego debiut:

Okładka książki Tam, gdzie wyją szakale
O ile autobiografią byłam zachwycona, to już tymi opowiadaniami nie. Wcześniej czytałam Oza 'Sceny z życia wiejskiego' i wówczas nie byłam do końca przekonana do tej twórczości. Zauważyłam kunszt, talent, ale coś mi nie pasowało. Teraz, gdy już znam życie autora, jego osobę, jego demony, to rozumiem, dlaczego ta twórczość jest tak obsesyjnie smutna. Rozumiem też biegłość w języku. Dlatego dałam tej książce aż 6 gwiazdek. Ale mówiąc prawdę, to te opowiadania były dla mnie tak przeraźliwie nudne, że wytrzymałam tylko do połowy:
'Koczownik i żmija'
'Nim przyszedł jego czas'
'Klasztor trapistów'
'Dziwny ogień' - te przeczytałam całe,
resztę już przekartkowałam:
'Wydrążony kamień'
'Na tej przeklętej ziemi'.

Przed przeczytaniem autobiografii myślałabym, że to dziwne teksty, świat i postacie niedokończone, bez przyczyny i skutku, całe ogarnięte bezcelowością. Po poznaniu autobiografii Oza rozumiem, dlaczego on tak pisał. W autobiografii napisał, że jako chłopiec chciał zostać książką. W dorosłym życiu w książkach odzwierciedlał swoje demony. I prawdę mówiąc dziwię się, że z takimi przerażającymi obsesjami on jako człowiek żył i 'owocował'. Mnie ten świat przeraził, ten smutek, ta beznadzieja.
Opowiadania są nastrojowe i symboliczne. Ale mnie to nie dziwi, bo to debiut autora, a z autobiografii wiem, że powieści europejskie z początku XX wieku czytała jego matka. Stąd ten symbolizm, ta przyroda, znaki itd. Wszystkie te opowiadania są przesiąknięte śmiercią, trudnymi relacjami, brakiem kontaktu i zrozumienia pomiędzy rodzicami i dziećmi.
Czyli autor odzwierciedla traumy z dzieciństwa. Nawet i to niedokończenie każdego opowiadania ma związek z jego dzieciństwem.
W sumie dałam 6 gwiazdek, żeby docenić piękny i dopracowany język, budowę opowiadań itd. Dopracowanie. Ale gdybym miała oceniać osobiste wrażenie z lektury to nie dałabym jej więcej niż 3 gwiazdki. Bo było i straszno, i dziwnie. Oraz zbyt młodopolsko. Powiedziałabym, że manierycznie.


I kolejna moja lektura tego pisarza, tym razem osławiony 'Judasz', ostatnia jego książka:

Okładka książki Judasz
O ile w debiutanckim tomie 'Tam, gdzie wyją szakale' przeszkadzał mi manieryzm i przesadzona nastrojowość, to w tym ostatnim utworze Oza, pozbawionym nastrojowości, napisanym surowym językiem, nadal coś mi przeszkadza. Dałam radę tylko do połowy, resztę przejrzałam. Po prostu, poza autobiografią nie jestem w stanie przebrnąć przez przeraźliwie smutne i nudne utwory Oza. Nie dla przyjemności. Poza tym babranie się w czyichś obsesjach nic mi nie wnosi do życia. 
Tym razem jest to powieść z elementami dialogu filozoficznego. Młody człowiek, któremu zawaliło się życie, zmuszony jest podjąć się pracy towarzysza rozmów o Judaszu ze starszym człowiekiem. Ma się tam przeprowadzić i tam pomieszkiwać. Od razu zafascynowała go starsza od niego mieszkanka tego domu, a rozmowy o Judaszu i świętych księgach są mu bliskie, gdyż to temat jego zarzuconej pracy magisterskiej. I tak to się toczy, ta powieść. Dwutorowo. Dyskutuje z tym człowiekiem o Judaszu i próbuje zacieśnić znajomość z kobietą. Przy okazji wychodzą na jaw smutki i rozterki życiowe każdej z tych postaci. 
Ale wszystko to było po prostu nudne. Ważne jest podłoże autobiograficzne tej książki, gdyż Judaszem zajmował się wuj (stryj) Amosa i on jako chłopiec chodził z rodzicami do tego stryja przysłuchując się tym dyskusjom. Nawet i seks ze starszą kobietą, a nawet sukienka z guzikami ma podłoże autobiograficzne, o czym można wyczytać w 'Opowieści o miłości i mroku'. 
Po lekturze tych utworów stwierdzam, że istotnie Oz wzbogacił nowożytną hebrajszczyznę, ale z drugiej strony pisał przeraźliwie depresyjnie. Aż się dziwię, jak on sam mógł z sobą wytrzymać i że nie zasnął sam przy sobie.... Chyba że na ogól nie myślał o traumach z dzieciństwa i trzymał je podświadomie, wyciągający tylko do utworów jak Young albo Freud. Bo tak na co dzień nie da się tak żyć i nie wpaść w jakieś uzależnienia albo kliniczną depresję. 
Dla mnie jest w tej twórczości za dużo smutku i beznadziei albo jak w 'Judaszu' przeraźliwie nudnych jałowych dysput, które on, jako chłopiec musiał przechodzić i grzecznie wysłuchiwać, gdyż jego ojciec to uwielbiał. Na LubimyCzytać książka ta zbiera entuzjastyczne opinie, ale moim zdaniem jest nie do przeczytania 'na trzeźwo'. Czyli autobiografia tak, bardzo ciekawa, a utwory 'fikcyjne' (choć jakie to utwory fikcyjne, jeśli w każdym są wątki autobiograficzne) nie, nie dla mnie, nie daję rady. Ale rozumiem, że to wybitne utwory oddające dylematy izraelskie. Szkoda, ze nudne jak flaki z olejem. 
Proszę wybaczyć.
6 gwiazdek, ale gdybym oceniała tylko swoje wrażenia, to nie dałabym więcej niż 3 gwiazdki. 


Okładka książki Sceny z życia wiejskiegoDla dopełnienia obrazu przypomnę recenzję jeszcze jednej książki Oza sprzed dwóch lat. Tym razem to powieść z lat 70-tych, czyli z pełni jego twórczości. Jak widać, moje wrażenia nie uległy zmianie po poznaniu kolejnych utworów. Niepewność pozostała:

Moja opinia:
Powinnam była się zachwycić książką, bo zazwyczaj odpowiadają mi pesymistyczno-refleksyjne książki, ale tym razem nie zachwyciłam się niestety. Doceniam warsztat pisarski, doskonałe operowanie słowem, ale i tak całość mi nie odpowiadała. Może przez tę formę opowiadań, w których każde życie nie zostało dokończone.
Dla porządku dodam, iż wszystkie opowiadania rozgrywają się w jednej wiosce Tel Ilian na Wyżynie Manossesa. Wszystkie postacie są troszkę samotne, przeżywają jakieś niespełnienie, wynikające z jakiegoś braku w życiu rodzinnym. Ich czekanie jest czekaniem na nic, takim jakby z Becketta. Każda forma miłości rozbuja się o tę właśnie pustkę w środku. A pozornie postacie te powinny być szczęśliwe, bo wiodą ustabilizowane życie, mają dobrą pracę albo stałe źródło dochodów. Nawet ten pośrednik nieruchomości niby pewny siebie, taki tym, który działa, a nie roztkliwia się, nagle odkrywa w sobie coś smutnego.
Ale i tak opowiadania te pozostawiły we mnie jakieś niedokończenie.


Podsumowując:
Warto było poznać tę twórczość, a autobiografią się zachwyciłam. Reszta to nie dla mnie, bo albo mnie przeraża albo nudzi. 

8 komentarzy:

  1. Jak najbardziej znam nazwisko i tytuły ksiązek ale jeszcze nie czytałam. Czy to wstyd?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja przeczytałam i polubiłam tylko autobiografię, na reszcie przespałam, chociaż całe LubimyCzytać się zachwyca, więc jesteśmy 'na równi'. To smutne książki, nie dla każdego.

      Usuń
    2. Jak poczuję, że to ten czas to zajrze i po coś sięgnę

      Usuń
  2. Czyli kwestia gustu :)
    Ja uważam "Judasza" za świetną książkę i zdecydowanie nie nudną. Były tam śliczne opisy, a całość, tak nawet te dysputy czytałam zafascynowana. Do mnie więc trafiła i chętnie ją jeszcze odświeżę.
    Znam też "Dotknij wiatru, dotknij wody", ale od tego nieco się odbiłam. Ładny język, trochę odrealnione sceny - ale ja coś takiego lubię - ale mimo wszystko, trochę trudna ;) Albo czytałam w nieodpowiednim czasie.
    Mam w najbliższych planach autobiografię. No i chęć na dalsze poznawanie jego twórczości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Autobiografia to klucz do jego twórczości. I warto ją przeczytać. Po jej lekturze widać jak bardzo te książki są autobiograficzne, choć to twórczość tak dobra, że niekoniecznie trzeba ją czytać w takim kluczu.
      Problemem nie jest trudność tych utworów. (poza autobiografią) Problemem jest nastrój, klimat, dojmujące i przerażające uczucie osamotnienia każdej z tych postaci. Ja nie jestem w stanie delektować się tymi książkami właśnie poprzez ten smutek. Ma on podłoże w przeżyciach z domu Oza, ale mimo wszystko dla mnie jest tego za dużo. To najbardziej przerażająco smutna twórczość jaką w życiu czytałam. Powiem więcej, Janusz Korczak w getcie z głodującymi dziećmi nie był tak depresyjny jak Amos Oz z tych książek. Bo o prawdziwym Ozie nie mogę się wypowiadać. To nie są książki dla osób, które same w życiu zmagają się ze stanami depresyjnymi lub które mają naturę refleksyjną, bo są dołujące. Nie widzę powodu, dla którego dobrowolnie, bez przymusu miałabym się wpędzać w psychiczne doły powodowane tymi sugestywnymi książkami. Ale przeszkadzają mi i inne rzeczy.
      Ja mogę czytać o Judaszu Żydowskim traktat polityczny, o Izraelu reportaż, ale tutaj to wszystko jest strasznie nijakie, przegadane, ciągnie się jak makaron. Wiem, że łamię tabu, bo wszyscy się zachwycają, ale po poznaniu życiorysu Oza i wiedząc już o całym tym jego środowiskiem jerozolimskim z czasów mieszkania z rodzicami to czytając 'Judasza' czuję, że było tak przeraźliwie przegadane i nijakie, to rozumiem depresję matki, tak pełnej wyobraźni kobiety. Onie nie rozmawiali o Judaszu i innych sprawach, żeby coś z tego wynikło, ale żeby mówić, mówić, mówić. Ba, żeby gadali w tym 'Judaszu', ale że żeby przy tym ten główny bohater coś robił! A on? Oddał swoje plemniki i tyle. Nic nie mam przeciwko erotyce, ale to jest jedynym wydarzeniem w całej książce! Ten jego rozmówca, ten starszy pan miał w sobie więcej werwy niż ten nijaki chłopak. Takiego rozmemłańca w życiu nie czytałam. Miałam wrażenie, że bez inicjatywy tej kobiety nawet seksu w książce by nie było. Najgorsza postać literacka, z jaką miałam do czynienia.
      A 'Tam, gdzie wyją szakale" - po połowie opowiadań młodopolska nastrojowość i ta symbolika śmierci męczą. Zrozumiałam przesłanie po 3 opowiadaniach i mi wystarczy. To piękne opowiadania, ale młodopolskie. Twórcy takich nastrojowych tekstów już na początku wieku odchodzili od takiego stylu. Jak widać po 'Judaszu' sam Oz też zrozumiał, że za dużo symboliki daje efekt pstrej makatki.
      Trzeba też przypomnieć, że sam Oz w życiu uciekł od tego typu nastrojów do kibucu, a na żonę wybrał sobie najweselszą dziewczynę w całej osadzie. Pisał o tym w autobiografii.
      Sam Oz nie był w stanie żyć z takimi myślami, a czytelnik ma wytrzymać? Dlatego nie zachwycam się tymi książkami, poza 'Opowieścią o miłości i mroku', która w finale kończy się otworzeniem się na świat.
      Jak ładnie napisał na Instagramie Mariusz Szczygieł o Wańkowiczu 'cenię, ale go nie lubię'. Poza 'Opowieścią', bo ta mi bardzo pasuje.

      Usuń
  3. Chciałabym przeczytać jego Autobiografię...i obejrzeć film....a później może coś więcej....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Autobiografię polecam Ci. A jaki film? Jest jakiś film?

      Usuń
    2. Okładka pochodzi właśnie z filmu.....który chyba jest dziełem Natalii Portman, tej która masz na okładce...../mam nadzieję, że się nie myle/.

      Usuń

Dziękuję za komentarze.

Wiecie, że usunę komentarze rasistowskie i obraźliwe. Dziękuję za uwagi.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Top Commentators Widget for Blogger Blogspot with Avatars